IV

Oczywiście w tym kontekście klątwa jest jedną z form magii słownej, która zresztą nie ogranicza się tylko do kultur pierwotnych czy ludowych. W tradycjach, z których wyrasta i kultura europejska, odnajdziemy wiele form takiej magii słownej:
Rzymianie chętnie korzystali z klątw:
CXXXV
„…zabijcie, zniszczcie, rozerwijcie na strzępy Gallikusa, syna Prymy, natychmiast, na oczach tłumu w amfiteatrze, skrępujcie mu nogi, ramiona, zaćmijcie zmysły i rozum, skrępujcie Gallikusa, syna Prymy, tak żeby nie zabił ani niedźwiedzia, ani byka, czy to za pomocą siatki pojedynczej, czy podwójnej, czy nawet potrójnej, żeby nie zabił ani byka, ani niedźwiedzia. Uczyńcie to w imię boga żywego wszech potężnego. Zaraz, zaraz. Natychmiast, natychmiast. Niech go rozszarpie niedźwiedź, niech się nad nim pastwi” 10.
Rzymianie odwoływali się do bóstw, by pomagały im w bardzo konkretnych sprawach, karały złodziei, sprawiały, że zdradliwy kochanek oszaleje, a nawet – jak w powyższym przykładzie – by zakończyły karierę gladiatora.

Także chrześcijaństwo zna tego rodzaju mowę. Jest nią klątwa zwana ekskomuniką lub anatemą. Jej przykład zaczerpnąłem z dość naiwnie antyklerykalnego dzieła Józefa Siemki, zatytułowanego Śladami klątw. Dotyczy on papieża Grzegorza VII, który w XI wieku przeklął cesarza Henryka IV:
„…W tym zaufaniu, ku czci i ochronie Twojego Kościoła, w imieniu Wszechmogącego Boga, Ojca, Syna i św. Ducha, mocą Twej władzy i Twej powagi, królowi Henrykowi, synowi cesarza Henryka, który z niesłychaną duma zbuntował się przeciw Twemu Kościołowi, zabraniam rządów nad całym niemieckim i włoskim państwem i rozwiązuję wszystkich chrześcijan z zaprzysiężonych zobowiązań, jakie świadczyli mu i będą świadczyć, zakazuję też każdemu, by mu służył jako królowi. Bo kto próbuje cześć Twego Kościoła uszczuplić, ten zasługuje, aby stracił cześć, którą, zdaje mu się, że posiada. A ponieważ, jako chrześcijanin, nie chciał być posłuszny i nie wrócił do Boga, którego opuścił, lecz razem z ekskomunikowanymi utrzymywał spólnictwo, dopuścił się wielu bezprawi, upomnieniami, które mu przepisałem, dla jego zbawienia pod Twoim zaświadczeniem, wzgardził i oddzielił się od Kościoła w prostym zmyśle rozdzielenia go, przeto na Twoim miejscu związuję go węzłem klątwy, i w ufności do Ciebie takim sposobem, aby wszystkie ludy wiedziały i dowiedziały się, że ty jesteś Piotr i że Syn żywego Boga zbudował Swój Kościół i że bramy piekielne nie zwyciężą go” 11.
Jak podaje Mały słownik teologiczny Rohnera i Vorgrimela:
„Klątwa oznacza już w Starym Testamencie stosowany zwyczaj wykluczenia […] grzesznika ze świętej sfery ludu, będącego własnością Boga, i zepchnięcie go przez to w sposób również oficjalny i widzialny w narażoną na gniew Boga sferę tego, co nieczyste i złe, do której jako zły należy (str. 209)”.
Warto tu zwrócić uwagę na podkreślony w haśle wspólnotowy, społeczny wymiar klątwy (anatemy), który zresztą przez wieki czynił ją narzędziem straszliwej mocy Kościoła chrześcijańskiego. To właśnie lęk przed wykluczeniem – w tym wypadku z życia politycznego – dawał jej magiczną siłę sprawczą.
Klątwa ludowa, przykład ludowej magii słowa, ma wymiar – by tak rzec – bardziej praktyczny i przyziemny. Jej przykład – wzięty z badań prowadzonych przez Annę Engelking w latach 80 i 90 w wioskach na Podlasiu i na Białorusi – dotyczy właśnie bardzo konkretnej sprawy, klątwy rzucanej przez biedną, skrzywdzoną matkę na złą, wyrodną córkę. Uwagę zwraca rozbudowany charakter tej przypowieści dydaktycznej, stanowiącej zapis ludowego mitu o klątwie, w którym przestrzega się zarówno przed złym zachowaniem, jak i przed straszliwą mocą matczynej klątwy. Sama formuła to zaledwie dwie celne linijki z siódmej zwrotki, wpisane w znany gatunek pieśni odpustowej, umoralniającej, a opisującej niezwykłe wydarzenia:

„We wsi Ostrówek, powiatu chełmskiego,
Proszę posłuchać zdarzenia tego,
Co się tam stało – rzecz niepojęta:
Córka przez matkę została przeklęta.

Bóg srogo karze przeklęte dzieci,
Na równej drodze także uśmierci.
Tą karą była dotknięta Gienia,
Która dla matki nie miała sumienia.

Gienia w niezgodzie ze swą matką żyła,
Że matka swoją część wydzierżawiła.
Matka nie mogła już bardzo pracować,
Musiała ziemię w dzierżawę oddać

A gdy zbliżał się już kopania.
Wtenczas gniew Boży wywołała Gienia,
Bo dopuściła się strasznego czynu…
Spotka cię kara, niegodziwa Gieniu!

Więc matka poszła na córki pole
Kopać kartofle tak jakby swoje.
Natychmiast Gienia to zobaczyła,
Czym prędzej poszła, matkę pobiła.

Ach, córko, córko, coś ty zrobiła?!
Żeś swoją matkę okrutnie pobiła.
Przecież cię matka wychowywała
I nigdy w życiu nic nie żałowała.

Więc łzy matczyne to uczyniły –
Straszne przekleństwo na córkę rzuciły:
»Żeby cię piorun z wysokiego nieba
Na miejscu zabił! – o to proszę Boga« [podkreślenie M. W.].

I oto pewno w taką godzinę
Wyrzekła matka na swoją Gienię.
Pan Bóg wysłuchał słowa matczyne:
Aż dwa pioruny zabiły dziewczynę.

W tym czasie misja była w Puchaczewie,
A matka z córką były w strasznym gniewie.
Misjonarze naukę skończyli,
Ludzie z kościoła powychodzili.

Wtem zaczął zaraz drobny deszcz padać,
Ludzie zaczęli także uciekać.
Gienia przeklęta też uciekała,
Bo ona więcej czegoś się bała…

Stanęła sobie obok cmentarza
Pod dużym drzewem – coś ją przeraża.
Dręczy ją pewno przekleństwo matki –
Tu koniec życia wyrodnej córki.

Dwóch chłopców także przed deszczem się skryli
I blisko Gieni sobie stanęli,
Ale Bóg natchnął niewinne dzieci
I z tego miejsca zaraz odeszli.

W tym czasie grzmoty się pojawiły –
Aż dwa pioruny w nią uderzyły.
Zwęglone było całe jej ciało –
Po cóż swej matki nie szanowała?

Więc które dzieci nie szanują matki,
Ciężki grzech biorą na swoje barki,
Bo całe życie nic im się nie wiedzie…
Święta to prawda – wierzcie w nią szczerze”.

Jak widać w ludowej klątwie dominuje przekonanie o istnieniu określonego porządku moralnego, który zasadza się na powiązaniu winy i kary. Sytuacja przedstawiona została w ten sposób, by nie było żadnej wątpliwości co do prawdziwości tej historii. Działanie klątwy ludowej oparte jest na zaistnieniu czterech elementów i obwarowane kilkoma warunkami, bez spełnienia których nie ma mowy o skuteczności magii słownej, to znaczy żadna społeczność nie będzie przekonana o ich mocy. W rytuale klątwy uczestniczy zatem czworo „aktorów” 12:
1. Obiekt rytuału, czyli przeklinany. Może nim być nieposłuszne dziecko, człowiek nadużywający klątwy (w wypadku klątwy niesłusznej), krzywdziciel osoby przeklinającej, czyli jest to grzesznik, łamiący ustalone przez Boga normy. Staje się on w ten sposób sprzymierzeńcem diabła w jego walce z Bogiem.
2. Sprawca rytuału, czyli karzący sędzia. To Bóg, który ustanowił nie tylko porządek świata, ale też mityczny wzór magicznego działania słowem, a jednocześnie to on przychyla się do  zesłania kary, jeśli uzna jej słuszność.
3. Egzekutor klątwy, czyli ten, kto wykonuje karę. Jest nim diabeł pod różnymi postaciami, który wykonuje bożą wolę.
4. Wykonawca rytuału, czyli przeklinający. Jest nim człowiek, który uruchamia swym mówieniem łańcuch wydarzeń (w naszym przykładzie jest nim matka).
Warto od razu zaznaczyć, że w klątwie internetowej zaciera się bardzo wyraźna różnica między sprawcą rytuału a egzekutorem klątwy – między Bogiem-sędzią a diabłem, który jest realizatorem bożej woli.

V

Niewątpliwie, mimo bardzo zasadniczych różnic między ostatnimi dwiema klątwami, chrześcijańską i ludową – jedna wspólna cecha uderza tu w sposób zasadniczy – podkreślony zostaje społeczny aspekt jej funkcjonowania, wiara w moc słowa jest wyraźnie wpisana w przeżycie wspólnotowe, a lęk przed nią związany z możliwością wykluczenia lub słusznej kary. I tu dotykamy pierwszej zasadniczej różnicy między klątwami dawnymi a współczesnymi, internetowymi, to wyraźne nacechowane tych drugich nie tyle lękiem (ten jest charakterystyczny dla społeczności pierwotnych, ludowych, chrześcijańskich), co raczej fascynacją złem i jego możliwościami sprawczymi. W ludowej klątwie Diabeł jest jedynie posłusznym wykonawcą woli Bożej. W klątwie internetowej ten pierwszorzędnej wagi aspekt, staje się drugorzędny. Warto też zauważyć, że pierwotne, animistyczne wierzenia przypisują wielkie znaczenie tej postaci mocy, złym duchom, demonom, które wpływają na życie człowieka, ale raczej nie oczekuje się, że łatwo wykorzysta się je dla swoich celów. „Tam, gdzie dominuje wiara w demony, życie ludzkie przenika nieustanny strach […]” 13.
Przerażeniu związanemu z demonami, oczywistemu przecież w chrześcijaństwie, towarzyszyć będzie zwłaszcza od II połowy XIX wieku w kulturze europejskiej marginalny wprawdzie, ale jednak stale obecny nurt satanistyczny. Zdaje się, że szczególnie ta fascynacja odbija się bardzo dalekim echem w internetowych klątwach. Jak wiadomo nurty XX-wiecznego satanizmu określa się często mianem „lewej ścieżki” 14. Jest to ogólna nazwa współczesnych ruchów religijnych odwołujących się do europejskiej tradycji ezoterycznej, zwłaszcza okultyzmu, do którego zalicza się między innymi satanizm współczesny, niektóre odmiany neopogaństwa, tradycję magiczną A. Crowleya i jego uczniów oraz wiele ruchów nawiązujących do gnostycyzmu (np. Świątynia Seta). Istotą „lewej ścieżki” jest – według definicji S. Flowersa – samoubóstwienie oraz opozycyjność wobec powszechnie przyjętych norm 15. Zazwyczaj przedstawiciele współczesnego satanizmu nie uznają żadnej istoty wyższej, uważają swoje pragnienia i dążenia za jedyne kryterium działania, nie dopuszczają żadnych zewnętrznych ograniczeń moralnych czy kulturowych.
Nie chcę przez to powiedzieć, że klątwy w Internecie bezpośrednio wiążą się z satanizmem współczesnym, wprost przeciwnie – chodzi raczej o to, że możemy w nich odnaleźć ślad tych fascynacji, które w uproszczonej formie w filmach hollywoodzkich, powieściach-horrorach współkreują tę prostą myśl, że „coś w tym jest”, a związane z „tym” pojęcia „magia chaosu”, „czarna magia” czy „satanizm” stają się pojęciami obiegowymi, o niejasnym znaczeniu. Są przez to obecne we współczesnej kulturze popularnej jako „oczywista niejasność”.
Reasumując: w klątwach internetowych widzę naiwne przemieszanie kilku wątków: pierwotnego lęku przed demonicznym chaosem świata (obecne zwłaszcza – jak sądzę – w Polsce jako „residuum oralności”, czyli pozostałość ustnej tradycji ludowej). Dziś zmienia się on w  powszechny lęk przed rozwojem technologicznym, przekraczającym horyzonty poznawcze przeciętnego człowieka XXI wieku. W tym kontekście klątwy te są pokłosiem dwudziestowiecznej fascynacji czarną magią, ale też – w większym stopniu – efektem naiwnego światopoglądu odbiorców popkultury (horrorów, thrillerów, ale też gazet typu Wróżka czy Gwiazdy, wreszcie programów telewizyjnych, takich jak Nie do wiary).

VI

Wydaje mi się, że zostały już zasygnalizowane wszystkie niezbędne punkty odniesienia, które pozwalają nam odpowiedzieć na pytanie, czym są klątwy internetowe i dlaczego tak często pojawiają się właśnie w Internecie.
Głównym tego powodem jest to, że Internet nie podlega właściwie żadnej kontroli społecznej, nawet cenzura obyczajowa, która działa na przykład w tradycyjnych mediach, sprawiając, że niektóre treści są w nich nieobecne lub wyraźnie marginalizowane czy mitologizowane, okazuje się właściwie ograniczona. Klątw i czarnej magii nie znajdziemy – z różnych powodów – we wspomnianych popularnych pismach, mimo że myślenie magiczne jest w nich stale obecne. Rzadko, choć nigdy w formie instrukcji, tematyka taka pojawia w programach telewizyjnych, typu Nie do wiary produkcji TVN.
Dzieje się tak także dlatego, że Internet to medium otwarte, o niskich kosztach publikacji, niestanowiących właściwie żadnej bariery. W wypadku stron internetowych nie musi stać za takim przekazem bogata instytucja, dysponująca drogą technologią, jak w wypadku telewizji, radia czy prasy wysokonakładowej.
Rzeczą oczywistą wydaje się przekonanie, które muszą podzielać osoby sięgające po klątwy, o magicznej mocy słów – oczekuje się tu określonych skutków w realnym świecie od wymówienia odpowiedniej formuły w odpowiednich warunkach (jak pisze się na stronie Eblisu: „Nakahed przynosi niezadowolenie, zniechęcenie i zgryzoty; Tairew sprzyja zatruciom; Zairik zasmuca”. Na plan pierwszy wysuwa się przekonanie, że nie ma żadnych wątpliwości co do skuteczności tych słów, o czym świadczy przewijające się przez większość wspomnianych stron wyraźne ostrzeżenie przed efektami nieprzemyślanego rzucania klątw. Skoro wiemy, od którego bóstwa oczekiwać określonych skutków, nie trzeba powodu pytać, dlaczego jest ono skuteczne.
I w tym kontekście nie ma specjalnego znaczenia, że klątwy te funkcjonują  zasadniczo w dwóch wersjach – pierwszej – kiedy rzucane są samodzielnie, przy zachowaniu odpowiednich warunków, i w drugiej – gdy istnieje ewidentne pośrednictwo „profesjonalne”. I tu, i tu widać chęć wpisania klątwy w jakiś system obiektywizujący, na przykład przez wyraźne uwypuklenie prawno-finansowego aspektu funkcjonowania stron. Można sądzić, że wydawanie faktur, rachunków, podpisywanie umów, służy wbrew pozorom nie tylko zabezpieczeniu interesów firmy, zajmującej się klątwami, ale także uwiarygodnia w oczach odbiorcy skuteczność magicznego działania. Skoro płacę – wiem za co płacę i wierzę, że nie marnuję swoich pieniędzy. Taka wiara stwarza przecież konsumenta. Tę samą uwiarygodniającą funkcję pełni też rozbudowana oferta – ilość bóstw na usługach firmy świadczy o jej „profesjonalizmie”.
W społeczeństwie konsumpcyjnym, a ściślej w jego mitologii, kryje się przekonanie, że pieniądze mają nie tylko siłę nabywczą, ale i quasimagiczną. W tym sensie możliwość kupienia klątwy nie tylko nie umniejsza jej skuteczności, ale wręcz czyni ją bardziej prawdopodobną. Konsument nie jest skłonny do myślenia, że zmarnował pieniądze.
Zresztą nadawca klątwy, czyli osoba, która ją wypowiada lub płaci, by wypowiedziano ją w jej imieniu, nie musi być wcale głęboko wierzącym satanistą, wystarczy właściwa człowiekowi myśl, że Kowalskiego powinno spotkać to, na co zasługuje, bo lepiej mu się powodzi albo krzywo spojrzał na nas w windzie. Niezbędna natomiast jest tu wiara w magiczną moc słowa.
Klątwa internetowa nie odwołuje się – jak wynika z przykładów – do najbardziej zakorzenionych w świadomości zbiorowej wyobrażeń chrześcijańskich (ani klątwy ludowej, ani chrześcijańskiej ekskomuniki), co wobec newage’owej synkretyczności religijnej nie jest wcale paradoksem. Jeśli przyjmuje się charakterystyczne dla New Age’u przekonanie o równości religii, odpowiadające „globalnej” dostępności do nich, którą Internet wzmacnia, będąc przecież narzędziem rozpowszechniania informacji o różnych formach wierzeń, to zastępy złych duchów, jakimi dysponuje firma specjalizująca się w klątwach, nie mogą dziwić. Każda religia w takiej sytuacji  staje się zbiorem elementów, z których wybiera się te najbardziej odpowiadające naszym prywatnym celom.
Są jeszcze dwa powody, dla których nie odwołuje się w tym wypadku do chrześcijańskich tradycji, czy to w wersji kanonicznej czy ludowej. Pierwszy wiąże się z wyraźnym zmniejszaniem się znaczenia demonów i piekła w wyobrażeniach chrześcijańskich; piekło i demony są najmniej „popularnymi” wyobrażeniami religijnymi. Z badań z lat 80, prowadzonych w Europie zachodniej, wynika, że w Boga wierzy 75% Europejczyków, w diabła 25%, a w piekło 23%. Ta dysproporcja wiele znaczy.
Drugie – powiązane z powyższym – łączy się z przemianami wizji zła w kulturze europejskiej. W ciągu ostatnich stuleci zło przesuwa się coraz wyraźniej ze świata zewnętrznego do wnętrza człowieka:
„Piekło leży u korzeni losu ludzkiego i życia w społeczeństwie. […] Wszystko […] sprowadza się do relacji między mną a innymi. To piekło mojego »ja«, które izoluje się, by się potwierdzić, i realizuje swą fundamentalną samotność w stanie lęku: Gdzie ja jestem, tam jest wolna wola, a gdzie jest wolna wola, tam potencjalne jest piekło absolutne i wieczne […]” 16.
Z opisów towarzyszących w Internecie klątwom wynika, że z magii tego rodzaju mogą korzystać dwa typy osób, pierwsi będą wierzyć, że zostali skrzywdzeni i mają prawo do wyrównania rachunków (niczym w II cz. Dziadów, gdzie winie musi towarzyszyć zawsze kara, i to przekonanie można nazwać mianem tradycyjnej wiary w boski porządek świata), dziś jednak w przeciwieństwie do tradycyjnych wyobrażeń religijnych nie ma czasu – mówiąc lekko ironicznie – by czekać na wyrównanie rachunków na tamtym świecie. Zakochani, porzuceni, skrzywdzeni, sfrustrowani, zagubieni uznają swoje prawo do rzucania klątw przeciw swoim krzywdzicielom tu i teraz.
Drudzy będą widzieli w klątwach narzędzie do manipulowania rzeczywistością. Natężenie stresu osób pragnących zdobyć majątek, brak racjonalnej samooceny, zwłaszcza w kraju, w którym następują trudne przemiany, to wszystko powoduje, że ludzie szukają w klątwach pomocy, by pognębić swoich konkurentów, by zdobyć nad nimi przewagę. Wtedy klątwa ma przede wszystkim – by tak rzec – funkcję uspokajającą. Potwierdzają to zresztą sugestie zawarte na stronach internetowych:
„Przykładowe zastosowanie takiej usługi: zemsta względem wyrządzonych krzywd; eliminacja konkurencji z rynku;  ponaglenie dłużnika do wywiązania się z zobowiązania; przestroga”.
Internet z innych jeszcze powodów uprawdopodabnia klątwę. Będąc medium słowa, sieć przyczynia się do ponownego zwrócenia uwagi na siłę słów; jest ona siłą realną, na przykład potencjalną możliwością dotarcia w jednej chwili do setek milionów odbiorców Internetu na całym świecie. Jawi się jako siła mityczna – wpisana w różne wyobrażenia sieci: wizje wirtualnej rzeczywistości (jak w filmach Matrix czy Johnny Mnemonic). Jest wreszcie siłą magiczną – słowo w Internecie może zmieniać  rzeczywistość: przez wyrażanie opinii, nacisk społeczny, ułatwienia w samoorganizowaniu się ludzi, niezależne od państwa (M. Castels w Galaktyce Internetu pisze, że bez sieci zaistnienie ruchu alterglobalistów nie byłoby możliwe, bo ludzie połączeni tak luźnymi więziami nie mogliby się sprawnie zorganizować. Internet bywa potężnym medium).
Klątwa internetowa to – po pierwsze – świadectwo dwudziestowiecznego procesu prywatyzacji religii, według którego uznaje się, że dzisiejszy homo religiosius ma pełne prawo dobierać swe przekonania religijne zgodnie ze swoimi prywatnymi potrzebami i preferencjami. Jeśli uznaje, że jego potrzeby zaspokoją bóstwa, na które powołują się twórcy stron z klątwami, stwierdzi, że będą one powolne jego pragnieniom. Dla takiego człowieka przekonanie o skuteczności klątw nie stoi w sprzeczności z byciem chrześcijaninem i racjonalnie myślącym człowiekiem.
Po drugie na kształcie klątw bardzo wyraźnie odbija się globalny charakter sieci, która stanowi w ten sposób zapis różnorodnej i wieloaspektowej kultury globalnej. Mieszanie się elementów tejże jest w Internecie czymś oczywistym. Dzięki tej cesze nie ma żadnej sprzeczności w łączeniu ze sobą bóstw z różnych tradycji czy religii.
Po trzecie wreszcie klątwa internetowa wiąże się z fascynacjami bardzo potoczną wizją zła, które choć czerpie ze źródeł współczesnego satanizmu, odwołują się raczej do wizji zła na poziomie horrorów z ich uproszczeniami i śmiesznościami. A przecież dla przeciętnego odbiorcy tego gatunku granica między filmową fikcją a rzeczywistością jest raczej płynna.
Po czwarte klątwa jako rozwiązanie problemów człowieka współczesnego wpisuje się w hedonistyczną wizję religii. Dziś często – także w Nowych Ruchach Religijnych – wyobrażenia religijne powiązane są z przyjemnościowym modelem życia, który zakłada, że także religia ma mu służyć i go uzasadniać. Klątwa jako łatwy i skuteczny sposób radzenia sobie z problemami życiowymi, mającymi przecież zupełnie inne i racjonalne źródła, posiada dużo zalet, a odwołanie się do sił wyższych ma po prostu wymiar praktyczny. W myśl zasady: jeśli nasza firma jest niekonkurencyjna, należy raczej rzucić klątwę na konkurentów i czekać na jej spełnienie niż podejmować wysiłek restrukturyzacji.
Po piąte wiązałbym wiarę w magiczną moc słowa ze specyfiką polskiej religijności. To religijność obrzędowa, o ludowym właśnie rodowodzie, gdzie rytuał ma znaczenie podstawowe. Skoro zatem społeczeństwo nasze jest tak mocno zakorzenione w tradycyjnej religijności – przekonanie o magicznej mocy słów, doskonale w tę tradycję się wpisuje. Przy zastrzeżeniu, że gdzieś po drodze gubi się jasny porządek ludowych wyobrażeń dobra i zła.
Po szóste – paradoksem jest, że sami twórcy stron z klątwami – jak świadczy o tym wywiad udzielony przez twórcę strony Eblisu dziennikarzowi „Przekroju” – mogą traktować moc klątw z dużym dystansem. Nie przeszkadza to jednak nikomu poważnie lękać się skutków funkcjonowania tego typu stron. W jednym z katolickich serwisów znajdziemy artykuł, który w poważnych słowach ujawnia satanistyczny charakter strony 17.
Po siódme – można zaryzykować stwierdzenie, że istotniejsze znaczenie ma tu chyba mit klątwy jako czegoś zakazanego i tajemniczego, niż klątwa sama (w końcu na stronach profesjonalistów nie znajdziemy żadnych, nawet przykładowych formuł tego typu). Ważny jest mit tajemnicy, z którą lepiej samemu nie mieć nic wspólnego, zgodnie z ludową zasadą, by uważać, bo „licho nie śpi”. Niech zajmą się tym za nas – o szczęsny micie współczesności – profesjonaliści.
Reasumując. Żeby wykazać główną różnicę między klątwami tradycyjnymi (anatemą, ekskomuniką, klątwą ludową) a współczesną ich formą, można powiedzieć, że te pierwsze są raczej homogeniczne, a drugie – zdecydowanie heterogeniczne.
Tradycyjna klątwa była wpisana w całość spójnej kultury, w której wszyscy uczestniczący we wspólnocie wierzących byli przekonani o istnieniu i działaniu magicznych mocy. Kapłani/guślarze/i inne osoby wybrane mogły ich używać dla spójności i dobra tej wspólnoty. W tych kulturach klątwa jest zjawiskiem jednorodnym, doskonale w nią wpisanym, w jej język, przepisy moralne, wyobrażenie społeczne o jasnych funkcjach i zasadach.
Współczesna klątwa tych warunków nie spełnia. Może być używana jednostkowo dla prywatnych celów, nikt poza pragnącym ją rzucić, nie musi w ramach danej społeczności wierzyć w jej skuteczność. Osoba posługująca się klątwą korzysta z wszelkich źródeł religijnych, nie ma tu żadnych granic ani historycznych, ani przestrzennych, sięga nawet do najbardziej odległych od dominujących w danej kulturze wyobrażeń religijnych. Dlatego klątwa taka nie wymaga ani głębokiej wiary w transcendentny porządek świata, gwarantowany w kulturach tradycyjnych przez bóstwa. Twórcy stron, na których można je znaleźć, łączą język marketingu z językiem tajemnym, magicznym, nie widząc w tym żadnej sprzeczności. Myślę, że odbiorcy także jej nie dostrzegają.
Na każdym poziomie widać, że klątwa internetowa to twór heterogeniczny, mozaika złożona z wielu różnych elementów współczesnej kultury. Mozaika ta jest miejscami zaskakująca, bo odnajdziemy w jej fragmentach zarówno zbanalizowany satanizm, pozostałości ludowej magii słowa, ale i newage’ową synkretyczność religijną.
Zadziwiające  jest przy tym jednak to, jak bardzo myślenie magiczne i wiara w magiczną moc słów są potrzebne człowiekowi współczesnemu, żyjącemu, jak się dość powszechnie uznaje w rozwiniętym technologicznie świecie, w społeczeństwie, które stara się istnieć w oparciu o racjonalne myślenie.

VII

O popularności klątw w Polsce można wnosić nie tylko z Internetu. Wystarczy przypomnieć Modlitwę Polaka z filmu w reżyserii Marka Koterskiego pod tytułem Dzień świra, by to udowodnić. Składa się na nią ciąg klątw wpisany w wieczorną modlitwę, wygłaszaną przez stojących na balkonach blokowiska naszych rodaków:
„Gdy wieczorne gasną zorze,
Zanim głowę do snu złożę,
Modlitwę moją zanoszę,
Bogu, Ojcu i Synowi,
Dopierdolcie sąsiadowi.
Dla siebie o nic nie wnoszę,
Tylko mu dosrajcie, proszę.
Kto ja jestem? Polak mały,
Mały, zawistny i podły.
Jaki znak mój? Krwawe gały,
O to wznoszę swoje modły,
Do Boga, Marii i Syna,
Zniszczcie tego skurwysyna,
Mego rodaka, sąsiada,
Tego wroga, tego gada,
Żeby mu okradli garaż,
Żeby go zdradzała stara,
Żeby mu spalili sklep,
Żeby dostał cegłą w łeb,
Żeby mu się córka z czarnym
I w ogóle żeby miał marnie,
Żeby miał aidsa i raka,
Oto modlitwa Polaka”.

—–
* Artykuł ukazał się w kwartalniku Tekstualia nr 4 kwiecień/maj 2006

Jest to tłumaczenie tekstu angielskiego, który można znaleźć między innymi. na rozbudowanej „czarnomagicznej” stronie: http://www.spellsandmagic.com/blackmagic.html.
2 Zamieszczone tu bóstwa przedstawione są na stronie „EBLISU” (www.licho.pl) w formie tabelki.
3 Podobną stylistykę zastosowano na stronie: http://urokhekate.republika.pl/about.html.
4 Zob. B. Malinowski, Szkice z teorii kultury, Warszawa 1958, s. 471–485.
5 G. van der Leuuw, Fenomenologia religii, Warszawa 1978, str. 449.
6 Fragment o magii slowa opiera się na książce Anny Engelking, Klątwa. Rzecz o ludowej magii słowa, Wrocław 2000, zwłaszcza rozdział Magia ludowych rytuałów słowa.
7 Ibidem, s. 44.
8  Zob. B. Malinowski, Problem znaczenia w językach pierwotnych [w:] A. Paluch, Malinowski, Warszawa 1981.
9 W. Szekspir, Romeo i Julia, tłum. S. Barańczak, Poznań 1992, s. 57.
10 Rzymskie epitafia, zaklęcia i wróżby, wyb. i oprac. Lidia Storoni Mazzolani, tłum. i wstępem opatrzył S. Kasprzysiak, Warszawa 1990, s. 125.
11 J. Siemek, Śladami klątwy, Warszawa 1966, s. 21–22.
12 Podaję za: A. Engelking, op. cit., s. 277–279.
13 G. van der Leuuw, Fenomenologia religii, Warszawa 1978, s. 176.
14 Fragment o satanizmie na podstawie haseł „satanizm tradycyjny” i „satanizm współczesny” [w:] Religia. Encyklopedia PWN, t. 9, Warszawa 2003.
15 Na marginesie warto dodać, że tradycyjny satanizm wiąże się zwykle w węższym sensie i według teologii chrześcijańskiej z kultem Szatana jako upostaciowieniem zla i przeciwnikiem Boga; zaś w szerszym sensie – i to nas tu interesuje przede wszystkim – łączy się z bardzo różnorodnymi działaniami magicznymi i kultowymi, które mają na celu uzyskanie wpływu na istoty uznawane w danej tradycji religijnej za negatywne i nie będące dozwolonym przedmiotem kultu, a mające zapewnić danej osobie uprawiającej satanizm osobiste powodzenie oraz moc szkodzenia otoczeniu. Sam termin rozpowszechnił się w wyniku wzrostu zainteresowania okultyzmem w II połowie XIX w. W chrześcijaństwie średniowiecznym na przykład wątki satanistyczne przypisywano chętnie gnostykom – stąd znane sprawy katarów, templariuszy, begardów, beginek, a później oskarżenia wysuwane przeciwko osobom zajmującym się alchemią i okultyzmem. Współczesny satanizm, którą to nazwą opisuje się różne nurty tak zwanej „lewej ścieżki”, odwołuje się do XIX i XX wiecznej tradycji okultystycznej, zwłaszcza A. Crowleya, teozofii i nazistowskiego okultyzmu, a także do opowiadań H. P. Lovecrafta. Wśród XX wiecznych nurtów satanizmu największą popularnością cieszył się satanizm A. Sz. LaVeya, który twierdził, że jedynym celem życia jest zaspokajanie swoich potrzeb i doznawanie przyjemności, w możliwie najpełniejszej formie. Doktryna ta w uproszczonej formie przeniknęła do kultury popularnej i stała się wzorcem licznych młodzieżowych grup satanistycznych w ostatnich dekadach XX wieku. Zob. przypis 14.
16 G. Minois, Historia piekła, Warszawa 1996, s. 203.
17 Z. Wolny, Charakterystyka strony licho.pl, http://www.krajski.com/976zwlic.htm, gdzie w akapicie podsumowującym przeczytamy: „Szatan występuje (ukrywa się w oszałamiająco wielkiej liczbie wcieleń. »Władca mocarstw powietrza« jak go nazywał św. Paweł, jest mistrzem w błyskawicznej zmianie imion i charakteryzacji. Nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że Książe Ciemności nie pojawia się już w postaci pojedynczej osoby, lecz obecnie chętnie wciela się w grupy osób lub instytucje. Należy jednak pamiętać, iż zło jak i każdy czyn musi być utożsamiane z konkretną osobą. To osoba działając zgodnie ze swoją wolną wolą jest początkiem każdego działania. Dlatego »Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce ze złem i naucz wybierać to, co dobre, abyśmy zawsze wiernie służyli Bogu i osiągali szczęście wieczne. Amen«”.