Siódma rano, siódmy dzień głodówki. Nie śpię już, leżę zbierając chęci, w końcu wstaję. Idę ciężko do kuchni, gotuję wodę, nalewam do szklanki. Woda stygnie, a ja – trochę jogi. "Powitanie słońca" rozciąga mi trochę ciało, potem do łazienki. Szczotką (na…
Czytaj dalej...