Daphne du Maurier
Moje młode lata
„Myself When Young”
Tłum. Anna Bańkowska
Prószyński i S-ka, seria: Biografie
Warszawa 2000, str. 166

 

Lubimy słuchać historii rodzinnych. Opowiada się je najczęściej w trakcie świąt i na rodzinnych zjazdach, przywołując z pamięci zdarzenia śmieszne, ważne, godne podziwu, a nawet dramatyczne i mrożące krew w żyłach.  Wszystkie one wchodzą w skład dziejów określonej grupy osób tworzących bliższą bądź dalszą rodzinę. Bez względu na to, kim są jej członkowie, ciekawych epizodów nie brak, bo to ludzie a nie ich zawody i pozycja społeczna uczestniczą w tych powtarzanych przez pokolenia historiach. Część z nich uwieczniły klisze fotograficzne, inne przekazane zostały jedynie ustnie. Z roku na rok rośnie prawdopodobieństwo, że prawdziwe kiedyś opowieści obrosły w mnóstwo dodatkowych i fikcyjnych ozdobników. Inaczej bywa, kiedy w domu odnajduje się dawne pamiętniki i dzienniki. Wtedy zamknięte w nich dzieje mogą nam dać najbliższy prawdzie obraz minionych bezpowrotnie lat oraz przodków, którzy tajemniczo spoglądają z wyblakłych fotografii w zakurzonych albumach.

Częścią historii artystycznej rodziny du Maurier jest opowieść o dzieciństwie i dorastaniu Daphne, znanej kornwalijskiej pisarki. Daphne (ur. 1907 – zm. 1989) była córką sir Geralda du Maurier, znanego aktora i producenta sztuk, a wnuczką George’a – cenionego pisarza i rysownika, bliskiego przyjaciela Henry’ego Jamesa. U progu swych siedemdziesiątych urodzin pisarka zdecydowała się opisać kilkunastoletni okres swego życia, który zatrzymała w czasie na kartach pamiętników prowadzonych w latach 1920-32. Zapiski te stały się jedynie punktem wyjścia do napisania książki biograficznej, nie przedrukowującej wpisów z kolejnych dni, ale oddającej zdarzenia i emocje, które kiedyś towarzyszyły tym zapiskom. Moje młode lata (Myself when Young) są więc kilkurozdziałową opowieścią o dzieciństwie w artystycznej rodzinie, Londynie z początku XX wieku, związku z młodszą siostrą Angelą, pierwszych próbach literackich i teatralnych, dojrzewaniu, konwenansach i zwyczajach, przenosinach do nowego domu w Kornwalii, wypadach do modnych wówczas Francji i Włoch, wzlotach i depresjach oraz miłostkach i uczuciu zakończonym małżeństwem.

Nie jest to typowa książka biograficzna. Kiedy poznajemy jej autorkę i zarazem bohaterkę, liczy sobie ona już dwanaście lat, a w ostatnim rozdziale jest kobietą zaledwie dwudziestopięcioletnią, o niezbyt dużym doświadczeniu życiowym. W roku 1932 zaczynała dopiero nowy okres w życiu, zarówno jako pisarka, jak i świeżo upieczona mężatka (rok wcześniej ukazała się jej debiutancka powieść Dobry duchThe Loving Spirit). Prowadząc przez dwanaście lat dziennik nie zdawała sobie sprawy, że prawie pół wieku później każdy z wpisów ożywi odległą przeszłość i stanie się małym skarbem, dzięki któremu z sukcesem uda jej się odtworzyć atmosferę dni, gdy rodził się jej talent a wszystkie przygody budowały doświadczenie mogące być przydatne w tworzeniu powieści i opowiadań. Moje młode lata powstały w jednym określonym celu. Ciekawy opis życia w latach 20 i 30 w Wielkiej Brytanii to tylko interesujący dodatek w opowieści, która ma udzielić wyczerpującej odpowiedzi na wielokrotnie zadawane autorce pytanie: jak to się stało, że została pisarką?

Podczas lektury tej wprawnie napisanej książki miałam jednoznaczne skojarzenia z pewnym polskim odpowiednikiem opowieści biograficznej, dotyczącej również określonych lat z życia jej autorki. Mam tutaj na myśli doskonałą Marię i Magdalenę Magdaleny Samozwaniec – równie zabawne i bardzo ciekawe wspomnienia dotyczące losów dwóch sióstr z artystycznej rodziny Kossaków, ukazujące kulisy życia krakowskiej bohemy tamtych lat. I Samozwaniec, i du Maurier interesująco pokazują dwa odrębne światy reprezentowane przez rodzeństwa wychowywane w domach, w których sztuka przez duże „S” była równie ważna jak zwykłe sprawy codziennego bytu. Do tego plusem każdych z tych wspomnień są sugestywne opisy minionych epok z wszystkimi szczegółami dotyczącymi wychowywania młodego pokolenia, idącego już inną ścieżka życiową niż ich rodzice. Anglia z książki Daphne to czas bujnego rozkwitu życia towarzyskiego ludzi ze świata kultury i sztuki. Autorka wspomnień odebrała domowe wykształcenie, by później kontynuować je w Paryżu, który obok Kornwalii stał się miejscem ucieczek i poszukiwań inspiracji do pierwszych poważnych prób literackich. Jako nastolatka równie chętnie pisywała prozę jak i poezje. Zanim wydała debiutancką powieść, doskonale czuła się w krótkiej formie opowiadań. Największą popularność przyniosła jej Rebeka z 1938 roku, którą z powodzeniem zekranizowano, a jedną z głównych ról powierzono wybitnemu aktorowi Laurence’owi Oliverowi.

Daphne du Maurier nazywa się pisarką kornwalijską.  Nie byłoby zapewne tego przypisywania konkretnemu rejonowi, gdyby nie decyzja rodziny o zakupie posiadłości w Ferryside, gdzie urzekła ich uroda wystawionego na sprzedaż Szwajcarskiego Domku. Miejsce to, początkowo wybrane jako dom wyłącznie letniskowy, stało się dla początkującej pisarki wielką miłością i inspiracją. Pokochała bliskość morza, wyprawy promem do pobliskiego miasteczka, zapach portu i zieleń kornwalijskich łąk. Nowy styl życia sprawił, że zafascynowała się żeglarstwem i wkrótce zakupiła swoją pierwszą łódź. Oczywistym stało się to, że Kornwalia na stałe zagości w jej twórczości. Opisy okolicy, którą zamieszkiwała stały się niemal znakiem rozpoznawczym pisarki. Oddając się lekturze Młodych lat nie sposób nie zrozumieć co ją urzekło w tym malowniczym rejonie. Rozdziały poświęcone Kornwalii przesycone są emocjami i entuzjazmem. Du Maurier nadmorskie miasteczka opisuje z pasją, malując słowem nie tylko pejzaże, ale i zapachy oraz zmienną pogodę kolejnych pór roku. Codzienne życie nierozerwalnie wkraczało do historii z jej książek. Zrodziły się z niego także zbeletryzowane biografie jej przodków (m.in. Mary Ann, The du Maurier) oraz wydana pod koniec lat 60 książka o legendach i mitach rejonu – Vanishing Cornwall. W 1969 roku w pełni doceniono zasługi Daphne dla brytyjskiej literatury, nadając pisarce Order Imperium Brytyjskiego. Choć jej powieści często wydawano w serii biblioteczek romansów – cała twórczość stąpała po cienkiej, prawie niewidocznej linie dzielącej popularne czytadła od literatury cenionej przez krytykę i uważanej za ambitną. Jej dokonania pisarskie spełniały kryteria wymagań zarówno literatury masowej jak i elitarnej, toteż do dziś mówi się o niej jako o autorce wymykającej się wszelkim klasyfikacjom i szufladkowaniu. Balansując między światami trafiającymi w gusta masowych czytelników, a historiami zajmującymi umysły wytrawnych smakoszy literatury, przebojowo odnalazła swoje miejsce wśród współczesnych jej ludzi pióra i godnie przejęła artystyczną spuściznę rodziny.

Moje młode lata czyta się doskonale. Jedynym mankamentem tych wspomnień może być fakt, że pisarka chwilami zbyt mało miejsca poświęca zdarzeniom, które mogłaby opisać wnikliwiej, dodając jeszcze więcej szczegółów i własnych odczuć z tym związanych. Momentami czułam niedosyt i frustrację, że to już wszystko na dany temat, że z pewnością jej dzienniki zawierały znacznie więcej, a jednak dokonując świadomych wyborów pomijała niektóre zdarzenia z przeszłości. Także materiał ilustracyjny (czarno-białe archiwalne fotografie) mógłby być o wiele bogatszy. Aż prosi się, aby do książki włączyć fotografie miejsc, o których opowiada z tak dużym emocjonalnym zaangażowaniem: zwłaszcza urokliwe rejony Kornwalii i zdjęcia z wyjazdów do europejskich stolic kultury. Mimo tych braków nie mogę napisać, że brak tej literaturze stylu i polotu. Biografia młodych lat pisarki może zainteresować nie tylko czytelników jej prozy, ale również te osoby, które cenią wielopokoleniową artystyczną schedę rodziny du Maurier. Książka ta jest bowiem również opowieścią o pewnym okresie z dziejów Anglii, gdzie wraz z upływem czasu pojawiają się nowe wynalazki cywilizacji, opisy nowości książkowych i krótkie oceny lektur, jakie w tamtym czasie wpływały na rozwój jej osobowości. Ale gdyby pominąć te rankingi książek ocenianych okiem dorastającej panienki i opisy codziennego życia w małym nadmorskim miasteczku pozostanie to, co nigdy nie przeminie póki istnieje ludzkość i żyje literatura – relacje międzyludzkie i opis więzi rodzinnych. O zdarzeniach sprzed dziesiątek lat czytać dziś można nie tylko w kontekście ciekawostek historycznych, ale też rozpatrując je jako dowód na to, że relacje między siostrami były i będą skomplikowane, bo dorastanie to walka o uznanie rodziny i pierwszych adoratorów.  Du Maurier pokazała też swoim czytelnikom, że i dawniej, i dziś rodzice starają się rozpościerać nad swymi pociechami ochronny parasol, co często jest powodem do kłótni, sporów i pierwszych buntów przeciw osobom, które tak naprawdę wciąż bardzo kochamy.

Moje młode lata kończą się opisem ślubu Daphne z poznanym w Kornwalii Tommym Browningiem. Co było dalej? Tego autorka w tej książce już nam nie zdradza. Warto zapewne jednak poszukać odpowiedzi na to pytanie w jej innych opowieściach biograficznych i kilkunastu popularnych i nadal czytanych powieściach. Bowiem codzienne życie było dla pisarki główną pożywką i czerpała z niego całymi garściami. Daphne miała to szczęście, że mogła żyć i tworzyć tam, gdzie czuła się najlepiej. Pisała, kochała i zmarła w swym ukochanym domu w Kornwalii. Mając 19 lat zanotowała pospiesznie w notatniku ze stronami przeznaczonymi na rachunki wiersz pełen zachwytów nad wyimaginowaną krainą, która zrodziła się w jej wyobraźni i miała być przeciwieństwem zgiełku londyńskiego życia. Jeszcze wtedy nie wiedziała, że wkrótce rodzina nabędzie nowy dom, a ona sama na stałe zamieszka w zupełnie odmiennym niż dotąd otoczeniu. Być może była to prorocza wizja dająca początek uczuciu, któremu pozostała wierna przez całe życie, uczuciu, które okazało się silniejsze nawet niż jej miłość do męża. Po latach przeglądając i wybierając materiał do swoich wspomnień, ze zdziwieniem dostrzegła, że latarnia morska z młodzieńczego wiersza stała się niedługo potem rzeczywistością z kornwalijskiego wybrzeża – smukłą wieżą majaczącą na horyzoncie, ku której lubiła spoglądać śledząc wzrokiem tajemniczą smugę światła.

Nad wód otchłanią czarną latarnia błyskała,
z wietrznego wzgórza smętnie w morze spoglądała.
Wysoką, mocną wieżą strzelała pod niebo
I żeglarz utrudzony dziwił się, dlaczego
gwiazdy zdają się blade, a latarni promień
Świeci równo i jasno w tej dalekiej stronie.
[…]
Nie ma już liści. Drzewa i wielkie paprocie
Zastygły, przykurczone w swej niemej zgryzocie.
Wszędzie jest cicho, głucho, ni szmeru, ni błysku
I tylko popiół został na pogorzelisku,
I latarnia, bezsilną wściekłością targana;
Oto straszliwa klęska z niebios im zesłana!
Byłażby ona skutkiem dzikiego pragnienia
Lasu, który pożądał rozkoszy palenia?