Mad Season
Above
Columbia 1995

„We die young” – kronika wyśpiewanej śmierci.

Kiedy w początkach kwietnia 2002 roku Layne Staley, wokalista Alice in Chains, wydawał ostatnie tchnienie w swoim domu w Seattle, nie mógł wiedzieć, że odnaleziony zostanie dopiero po dwóch tygodniach. W ostatnich latach swojego życia odsunął się bowiem od wszystkich i od wszystkiego. Jego najbliższy przyjaciel, Jerry Cantrell (gitarzysta Alicji), o śmierci Staleya dowiedział się z gazet. Staley powiększył grono ofiar heroinowego nałogu i podążył w ślady Hilela Slovaka (Red Hot Chilli Peppers) czy Andrew Wooda (Malfunkshun; Mother Love Bone).

W pamięci pozostaną ostatnie, mizerne próby wykrzesania czegokolwiek z formalnie wciąż istniejącego zespołu – wydany trzy lata przed śmiercią Staleya „Music Bank” zawierał cztery nowe piosenki, zaś do „Get Born Again” (jakiż obiecujący tytuł…) nakręcony został nawet teledysk. Jeszcze przez chwilę mignął w klipie do „Another Brick in the Wall” supergrupy Class99 i słuch po nim zaginął.

Ale nie chcę pisać o tym, że Alice in Chains wypuścili trzy pełne albumy i dwie epki. Nawet nie o tym, że „Down in a Hole”, „Would?”, „Rooster” czy „Angry Chair” na długo zawojowały listy przebojów. I nie o tym, że dzięki swemu niesamowitemu głosowi Staley stał się postacią rozpoznawalną na pierwszy rzut ucha (był również wokalistą podrabianym: by wspomnieć tylko Scotta Weilanda z pierwszej płyty Stone Temple Pilots, czy całą twórczość Days of the New). Chciałbym napisać o Mad Season.

Mad Season jest jednym z kilku zespołów, których nigdy bym nie poznał, gdybym nie zainteresował się działalnością poboczną członków zespołu Pearl Jam. Polubiłem dowodzony przez Stone’a Gossarda zespół Brad, zakochałem się w brzmieniu amentowego Three Fish. Ale to Mad Season sprawiło, że znalazłem się na kolanach. Mike McCready, gitarzysta Pearl Jamu, Layne Staley – wokalista Alice in Chains, Barrett Martin – perkusista Screaming Trees oraz niejaki Baker* na basie. Wśród zaproszonych gości – Mark Lanegan, wokalista wspomnianego Screaming Trees. I jedna jedyna płyta: „Above”.

Kiedy usłyszałem o śmierci Staleya, moją pierwszą myślą było, że teraz już nikt nie pamięta tamtego lata. W „Long Gone Day”, wykonywanym wspólnie z Markiem Laneganem, Staley śpiewa: „but I am only one who remembers that summer”. To niesamowite słuchać jego głosu, kiedy na pozór tylko spokojnie zaczyna frazę w „Wake Up”: „wake up young man, it’s time to wake up, your love affair has got to go…”, kiedy wydaje się, że żyjący wciąż jeszcze Staley śpiewa do siebie samego to, co mówili do niego przyjaciele: obudź się, człowieku, nie można tak żyć… A potem, w „River of Deceit”: „my pain is self-chosen” – bólem tym i wyborem okazało się być dla niego samo życie. „Why we have to live in so much hate every day?” – pyta w „I Don’t Know Anything”. Kronika wyśpiewanej śmierci? Na pewno trudno jest mu nie wierzyć – konsekwentnie kroczył tą właśnie drogą, wąską ścieżką ku zatraceniu. I ta nieznośna myśl, że nawet instrumentalny „November Hotel” z rozkręcającym się, zapętlonym motywem gitary, nawet on może już być epitafium.

W książeczce dołączonej do płyty znajdziemy niepokojące czarno-białe ryciny, rysowane jego ręką. Oraz pokręcone teksty (wszystkie autorstwa Staleya), dziwne, posklejane z przerażenia, niepokoju i niewytłumaczalnej potrzeby autodestrukcji; wszystko to zaś na tle rozciągniętego jaskrawozielonego zdjęcia. Na zdjęciu „niejaki Baker” i Barrett Martin w tle, McCready uchwycony nieco od góry i Layne – patrzący trochę w bok, z zafarbowanym na jasno kucykiem na środku głowy.

„I don’t know anything, I don’t know anything, I don’t know who to be”.

Niestety.

Mad Season
Above
Tracklist:
Wake Up/X-Ray Mind/River of Deceit/I’m Above/Artificial Red/Lifeless Dead/I Don’t Know Anything/Long Gone Day/November Hotel/All Alone


* Baker zawsze, we wszystkich publikacjach dotyczących Mad Season, pojawiał się jako „niejaki Baker”. Niejaki Baker zresztą również nie żyje – zmarł w styczniu 1999 roku.