Frank O’Connor
Prawdziwy mężczyzna. Opowiadania
The Masculine Principle
tłum. Maria Boduszyńska-Borowikowa
Książka i Wiedza, seria: Koliber
Warszawa 1975, str. 142

To książka odskocznia; przerywnik dnia; wypełniacz nagle pozyskanego czasu; płodozmian dla wcześniejszej, zupełnie innej gatunkowo, lektury; towarzyszka podróży, w kolejce do lekarza lub chwili oczekiwania na spotkanie.
Oczywiście, można by przypisać te cechy wielu zbiorom opowiadań, bo z natury rzeczy łatwiej czytać krótkie historie w chwilach nieoczekiwanie pozyskanego wolnego czasu. Ten zbiór ma jednak dwa atuty: niewielki objętościowo, składa się tylko z dwóch nowel.

Po okresie dość regularnego zaglądania do książek R. Doyla, C. Batemana, M. Keyes, B. O’Carroll, R. McLiama Wilsona czy P. McCabe’a poczułam ochotę na coś bardziej „klasycznego”, autora z dawnej szkoły irlandzkiej – a więc tworzącego w pierwszej połowie XX wieku. Ulegając chętce na dobrą irlandzką opowieść o codziennym życiu sięgnęłam po wydawnictwo z połowy lat 70 ubiegłego wieku. Na półeczce nieprzeczytanych lektur znalazłam małą, niepozorną książeczkę Franka O’Connora (1903-1966) – zupełnie zapomnianego w Polsce (jeśli się w tej opinii mylę, proszę o sprostowanie) twórcy powieści, opowiadań oraz wierszy i dramatów. Ten wszechstronny pisarz nigdy nie zyskał rozgłosu na miarę dzisiejszych idoli z jego rodzinnego kraju. Może czasy, w jakich żył, były trudniejsze do promocji i przebicia się, zwłaszcza do nas – za żelazną kurtynę. Bardzo żałuję, że wydawnictwa nie mogły oddać w nasze ręce większości z licznych dzieł, jakie opublikował za życia. Mimo braku rozgłosu, zrobił prawdopodobnie więcej dla rozwoju literatury w swym kraju niż każdy z czczonych dziś mistrzów powieści o mieszkańcach Zielonej Wyspy.

Irlandia wydała na świat wielkich literatów, ma kilku laureatów literackiej Nagrody Nobla, a książki pisarzy irlandzkich cieszą się w Polsce niesłabnącą popularnością. Wielki poeta, dramaturg i filozof – William B. Yeats – zetknąwszy się z prozą O’Connora przyznał, iż ma do czynienia z czymś nietuzinkowym, z twórcą, który idealnie potrafi oddać portret społeczeństwa, z którego pochodzi, mistrzowsko wplatając w fabuły to, co jest widoczne i oczywiste, jak i to, co rozgrywa się tylko w zamkniętych murach rodzinnych domów czy kościołów. O’Connor jest po trosze demaskatorem tych skrywanych, niechcianych narodowych wad, z którymi próbuje się walczyć, a które od wieków wciąż egzystują pod pokrywką oficjalnego życia. Pisarz nie ucieka od najgorszych prawd, dzięki czemu otrzymujemy szczery i niewymuszony obraz postaci z całym wachlarzem cech, którymi nie szczycimy się na zewnątrz, a które często w domowym zaciszu przejmują nad nami kontrolę. Yeats podkreślał, że O’Connor jest tym dla kraju, czym Czechow był dla Rosji. Właśnie dlatego, że w jego utworach czuć fascynację zwykłym człowiekiem, pełnym niedoskonałości, oraz losem ludzkim w konkretnym miejscu i czasie.

W skład zbiorku Prawdziwy mężczyzna wchodzą dwie nowele – tytułowa oraz Święte wrota (The Holy Door). Po raz pierwszy ukazały się pod koniec lat 50. Ale upływ czasu bynajmniej nie zdezaktualizował ich przesłania i treści. To była pierwsza rzecz, która pozytywnie mnie zaskoczyła – ponadczasowość nowelek, a następnie kunszt języka i stylu narracji, którym udało się nie zestarzeć. Bardzo przypominały książki współczesnych irlandzkich pisarzy, które systematycznie sobie przyswajam. Mając zatem świeżo w pamięci materiał do porównania – twórczość O’Connora oceniłam wysoko za szczerość i odwagę zmierzenia się z wieloma problemami oraz sprawne operowanie językiem i formą.
Irlandczycy od zawsze tworzyli sztukę zaangażowaną. Trudno znaleźć dzieło literackie wolne od domieszki rozprawy o roli Kościoła czy wspomnień epizodów walk o wolność i niepodległość kraju. O’Connor również uznaje te dwa główne nurty za istotne i godne poruszania w literaturze. Jednak w tym konkretnym zbiorze brak tego drugiego – jedynie niektóre męskie postacie mają w swych życiorysach odnotowane, że brały udział w walkach o wolność. Podejrzewam, że w swych innych, licznych dziełach porusza już ten temat równie wnikliwie, co analizę roli Kościoła i wiary w życiu każdego obywatela. Choćby z tej racji, że sam był uczestnikiem bojów o kraj (w latach 1921-22) i przypłacił swe poglądy pobytem w więzieniu.

Zbiorek Prawdziwy mężczyzna skupia się na ludziach – skomplikowanych relacjach między kobietami i mężczyznami, których łączy legalny małżeński seks bądź potępiane społecznie romanse. Obie nowele rozgrywają się w mieszczańskim środowisku, w którym naczelną rolę odgrywa religia i przestrzeganie jej nakazów. Reprezentantem Kościoła jest postać księdza Ringa, który nie jest bohaterem krystalicznie czystym. Mam wrażenie, że wręcz odwrotnie – autor celowo przypisał mu wiele wad, co było wynikiem na równi uważnych obserwacji i osobistych doświadczeń. Ksiądz Ring, postać-klamra scalająca ten zbiorek, pojawia się w obu opowiadaniach jako naczelny strażnik moralności. Jednak wewnętrznie jest zupełnie inną osobą – skorą do przekupstwa, miłującą dobra materialne i nadstawiającą uszy na najbardziej pikantne ploteczki z życia intymnego swoich parafian. Ilekroć się pojawia, wzbudza niechęć swą dwulicowością. Choć powinien być powiernikiem i dawać  wsparcie duchowe zbłąkanym duszom, z trudem udziela rad w zgodzie z nauką Kościoła, skupiając się najchętniej na możliwościach osiągnięcia korzyści majątkowych i wyciągnięcia informacji o relacjach między ludźmi, których zna. Potrafi wymuszać datki na kościół od najuboższej części społeczeństwa, nie bacząc na ich tragiczną sytuację.

Nowele O’Connora to historie kochanków. Temat ponadczasowy, który w każdych realiach tchnie trafnością, bo ludzkie namiętności nie zmieniły się od wieków. Od zawsze okupione były cierpieniem, łzami, zdradą, sekretami, nieślubnym potomstwem, nawet morderstwami w imię wyzwolenia wybranka od partnera stojącego na drodze kochanków. Tytułowy Prawdziwy mężczyzna to historia trzech córek przedsiębiorcy budowlanego, które ojciec próbuje ustawić życiowo i znaleźć im odpowiednich kandydatów na mężów. Znajdziemy w tekście opisy domowych schadzek pod okiem ojca, podczas których sonduje się kandydata. Ale drugą stroną medalu są rzeczywiste wybory córek – często zupełnie inne niż typy rodziciela. Ponieważ serce nie sługa, często wybiera się najtrudniejsze drogi, a najbardziej skomplikowane typy ludzkie najbardziej przypadają do gustu. Są tu opisy tajnych romansów i ich skutków, a także bohaterów, którzy całkowicie poświęcają się drugiej osobie kosztem siebie i swej nieskalanej dotąd opinii społecznej.
Święte wrota to również skomplikowana historia miłosna. Opowiada o bliskich przyjaciółkach Norze i Polly – dziewczętach o dobrej reputacji, które (choć zupełnie różne charakterologiczne) przewrotny los wplecie we wspólne rodzinne więzy. Jedna marzy o ukochanym mężczyźnie i tylko czeka, aby spotkać odpowiedniego kandydata, gotowa zaraz wejść w małżeńskie życie, druga przy każdej możliwej okazji deklaruje, że nigdy nie wyjdzie za mąż. Jak to w życiu bywa, czasami los płata nam figla i oto zatwardziała stara panna jest już narzeczoną, a wkrótce wstąpi w związek małżeński, natomiast druga przyjaciółka zupełnie nie ma szczęścia w miłości.
Takie są bardzo ogólne zarysy obu historii, ale rozwijając losy swych bohaterów, O’Connor wiedzie nas ku naprawdę ciekawym zdarzeniom i konfiguracjom damsko-męskim. W obu natrafiamy na jawne i tajne związki, skrywane ciąże, płatne utrzymanki, krótkie romanse o niepohamowanej namiętności, łamanie granic mieszczańskiej poprawności. Pisarz doskonale ujawnia prawdziwe oblicza mieszkańców Irlandii – kraju katolickiego, żywo i chętnie biorącego udział w uroczystościach religijnych i życiu Kościoła, a jednak jakże zepsutego od wewnątrz pijaństwem , przemocą, oszustwami i niepobłogosławionymi związkami. Z drugiej strony pokazuje, jak bohaterowie nowel cierpią z powodu tradycyjnego wychowania, w którym seks jest tematem tabu. Brak jakichkolwiek informacji o pożyciu małżeńskim w praktyce często doprowadzało nieuświadomione panny do szoku i traktowania swych powinności wobec męża jako chorych i zboczonych zachowań, o których nawet nie wypada rozmawiać z najbliższymi dusząc w sobie wątpliwości i ból.

Przeczytawszy ten skromny zbiorek byłam miło zaskoczona ciągłością tradycji obyczajowej powieści irlandzkiej. Kiedyś współcześni pisarze wydawali mi się bardzo świeży i odkrywczy w swych pełnych bólu i szczerości portretach przeciętnej rodziny. Dopiero dziś wiem, że przejęli oni pałeczkę po wcześniej tworzących kolegach po fachu i kontynuują pewien typ opowieści. Skoro pisarze XXI wieku bazują na dokonaniach swych poprzedników, O’Connor zapewne czytywał i studiował irlandzką prozę XIX i początku XX wieku.

Autor Prawdziwego mężczyzny naprawdę nazywał się Michael Francis O’Donovan i przez wiele lat pełnił obowiązki dyrektora narodowego teatru w Dublinie – Abbey Theatre. Jego liczne dzieła (pisarz ma bowiem w swym dorobku ok. 150 publikacji) tłumaczono na wiele języków europejskich. Myślę, że wpływ na przychylne przyjęcie jego prozy w tak różnych kulturach miał fakt, że pisał historie uniwersalne – z jednej strony osadzone w konkretnym miejscu i czasie, z drugiej pokazujące, że przeciętny człowiek – czy żyje w Irlandii, Włoszech, Francji czy Niemczech – skrywa podobne emocje, a nie znające granic państwowych doświadczanie jawnej czy utajonej miłości ma wszędzie takie same skutki. Podobnie jak fakt, że język ciała i prawa natury zazwyczaj wygrywają z sztucznie narzuconymi ograniczeniami i bogobojnością na pokaz.
Jeśli lubicie poczytać współczesną prozę irlandzką, zachęcam do sięgnięcia również po starszych pisarzy. W ich książkach możecie doszukać się korzeni sukcesu Doyla, McLiama Wilsona czy Batemana. Młode pokolenie pisuje o innej rzeczywistości – Irlandii doby rozwoju technicznego i cywilizacyjnego, kraju po wielu przemianach – ale ludzkie wnętrza i rozterki zostały takie same. Nie obawiajmy się natrafienia na powtarzalność i schematyzm. Irlandczycy mają to do siebie, że nawet tę samą historię każdy z nich opowie inaczej i zawsze interesująco.