Władimir Sorokin
Lód Wydawnictwo W.A.B. 2004
Tłum. Agnieszka Lubomirska Piotrowska

Uwielbiam blurby*.
Zdarzyło mi się spędzić długie godziny w księgarni, zaczytując się w opisach, jakie wydawcy umieszczają na okładkach. Często miewam wrażenie, że pisarze blurbów są ciekawsi od autorów dzieł przez nich zachwalanych, ponieważ mają rzadką umiejętność maksymalnego zagospodarowania skromnej przestrzeni, nie wspominając nawet o sugestywności tego typu literatury.

W przypadku Lodu Władimira Sorokina czytamy:
„W Moskwie, mieście, gdzie nic już nikogo nie dziwi, działa organizacja, polująca na blondynów o niebieskich oczach. Porwani padają ofiarą sadystycznego eksperymentu i tylko nieliczni budzą się z niego do nowego życia. Niespodziewanie kawał kosmicznego lodu, znany światu jako meteoryt tunguski, przynosi nadzieję uśpionym. Sorokin bawi się wątkami mesjanistycznymi, a nietzscheańską ideę nadczłowieka wplata we wzory kultury masowej, tworząc porywającą i brawurową opowieść o odwiecznym, niespełnionym marzeniu ludzkości”.
Intrygujące, nieprawdaż?

Lód to powieść, która sprawia wrażenie pomostu pomiędzy literaturą popularną a literaturą z wyższej półki, mierzącą się z absolutem i „przeklętymi pytaniami”. Niestety, wrażenie okazuje się w tym przypadku pozorne. Żywiołowe fragmenty poświęcone życiu moskiewskiej mafii, neofaszystów, prostytutek, szemranych biznesmenów i całego gangsterskiego półświata (wzdragam się przed użyciem słowa „półświatek” ponieważ Lód wyraźnie sugeruje, że współczesna Rosja jest jednym wielkim gangiem) przeplatają się z wzniosłymi opisami übermenschów – nadludzi, którzy wykorzystując właściwości tajemniczego lodu z niemniej zagadkowego meteorytu tunguskiego, biegają po świecie, katując na śmierć wybranych (czyt. niebieskookich blondynów i blondynki), aby „przebudzić” ich serca i powołać w swoje szeregi. Cel tego całego zamieszania? Powstanie nowego świata, a jakże.

Oczywiście, łatwo i lekko naigrywać się z fabuły jakiejkolwiek powieści. Głęboko wierzę, że temat jest kwestią drugorzędną wobec umiejętności warsztatowych autora. Mój problem z Lodem polega na tym, że Sorokin wie o czym pisze, ale obie płaszczyzny – tematyczna i warsztatowa – chwilami rozjeżdżają się w przeciwnych kierunkach. Co ciekawe, Lód to książka napisana znakomicie, czyta się ją sprawnie i dynamicznie. Mimo to nie potrafię uwolnić się od wrażenia dysonansu, jaki bije z tej powieści. Nie przekonują mnie zupełnie „wątki mesjanistyczne”, ponieważ Sorokin nie wyciąga z nich żadnych prawdziwie nowatorskich czy poruszających wniosków, co dla książki, która, jak sądzę, aspiruje do czegoś więcej niż miano „czytadła”, jest zabójcze. „Powieść przejrzysta jak bryła lodu” głosi kolejny chwytliwy napis na okładce. Niestety, Lód dzięki owej przejrzystości balansującej na krawędzi naiwności, szybko topnieje w mojej pamięci.

Podsumowując krótko: Lód to dobra powieść, zaś blurb na okładce – świetny. Całość jako arcydzieło? Nie w moim kanonie.

 

* blurb – anglicyzm, oznaczający zachwalającą informację o książce, umieszczoną zazwyczaj na okładce. Nazwę tę uwielbiam, podobnie jak same blurby.