Marian Keyes
Pod pierzyną
Under the Duvet
Tłum. Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Zysk i S-ka, seria: Kameleon
Poznań 2001, str. 232

 

Grudzień to czas, kiedy nawał obowiązków domowych (przygotowania do świąt) i służbowych (roczne zestawienia pracy firmy, podsumowania roku, kończenie rozpoczętych prac i inwestycji itp.) często nie pozwalają nam poświęcić lekturze tyle czasu, ile chcielibyśmy. Czasami nawet najlepsza książka, czy odkładana od miesięcy długo oczekiwana lektura, nie przynoszą nam spodziewanej radości, bo tempo dnia codziennego i drobne przeszkody co chwila odciągają nas od krótkich chwil obcowania ze światami zamkniętymi między stronicami książki.

W tak niesprzyjającym czytaniu czasie warto mieć pod ręką coś, co nie wymaga wielogodzinnego poświęcania uwagi, a jednak będzie zaspokajać nasz czytelniczy głód. Idealnym rozwiązaniem na wypełnione pracą grudniowe dni może być nie opasła, wymagająca skupienia powieść, ale książka będąca zbiorem dobrze napisanych i przemawiających do nas życiowych felietonów. Już sama forma sprawia, że bez problemu przeczytamy jeden z nich, jadąc np. tramwajem czy oczekując na przystanku na miejski środek komunikacji. Krótkie teksty możemy też przeczytać między gotowaniem kolejnych dań wigilijnej wieczerzy. Doskonale oderwą nas od rzeczywistości, kiedy czekać będziemy na wyschnięcie świeżo umytych podłóg czy wyrośnięcie dopiero co wstawionego do piekarnika ciasta.
A o jakiej to książce wspominałam dotąd tak tajemniczo? Mam na myśli doskonały zbiór felietonów, Pod pierzyną, znanej irlandzkiej pisarki, Marian Keyes, która częściej bywa kojarzona jako autorka popularnych powieści (Anioły, Arbuz, Lucy Sullivan wychodzi za mąż, Ostatnia szansa) niż jako utalentowana publicystka.

Keyes zadebiutowała jako pisarka w 1995 roku. Zbiorek Pod pierzyną ukazał się w 2001 roku. Wchodzące w jego skład teksty to pisane okazjonalnie artykuły, publikowane w różnych czasopismach, oraz teksty dotąd nigdzie nie wykorzystane, a jednak nie odstające stylem czy wyrafinowanym humorem i trafnością spostrzeżeń od pozostałych. Od dawna wiadomo, że Polacy i Irlandczycy mają podobne poczucie humoru i doskonale się rozumieją. Nie przeczą temu twierdzeniu felietony Keyes, które moim zdaniem równie dobrze mogłyby dotyczyć naszego kraju, a dowolnego Irlandczyka z jej opowieści śmiało można by podmienić na przeciętnego Polaka. Pisarka, która jest wnikliwą obserwatorką życia (cecha bardzo przydatna, wręcz niezbędna komuś zarabiającemu na życie pisaniem) z wirtuozerią tworzy celne teksty wywołujące salwy śmiechu, a humor ten wynika z idealnie oddanych sytuacji dnia codziennego, w których poważne zdarzenia przeradzają się w sytuacje komiczne i urastają do miana narodowych wad.

W krótkim wstępie Marian Keyes opowiada o tym jak to się stało, że poza powieściami została autorką poczytnych felietonów. Zanim wydała swą pierwszą powieść (Arbuz) marzyła o zostaniu dziennikarką i skończyła stosowne kursy. Jednak dopiero, gdy miała w swym dorobku kilka powieści, zaproponowano jej stałą rubrykę w Irish Tatler. Tak rozpoczęła się jej przygoda z – jak sama to określa – autobiograficznymi felietonami. To proste określenie w pełni oddaje, czym są jej teksty.

Bowiem Keyes pisze o najzwyklejszych sprawach, takich jak zakupy, uczestnictwo w kursie na prawo jazdy, promowanie książek, zwiedzanie obcych krajów, kultywowanie świąt państwowych i kościelnych. Te krótkie rozdziały na określony temat, to wyrwane żywcem fragmenty z jej powieści – historie zabawne, prawdziwe, uderzające celnością spostrzeżeń i zawartych informacji.

Ale pisane latami felietony nie powstały wyłącznie by wywołać śmiech. Część książki poświęcona jest poważnemu problemowi, jakim jest alkoholizm, który niestety nie ominął samej autorki. Tak więc w tych kilkudziesięciu podzielonych na bloki tematyczne rozdziałach każdy powinien znaleźć coś, co go poruszy, skłoni do refleksji bądź szczerze rozbawi. Zbiór nie wymaga przy tym czytania felietonów w kolejności, w jakiej są umieszczone. Czytelnik może śmiało przeskakiwać z tematu na temat i zaczynać lekturę w miejscu, w którym akurat otworzy mu się książka.

Tytuł zbiorku Pod pierzyną jest nawiązaniem do miejsca, w którym Marian Keyes tworzy. Zdecydowanie najlepiej pracuje jej się we własnym łóżku, a tradycyjne biurko jako niezbędny rekwizyt pisarza ogranicza jej literacki polot. Podczas lektury tej książki miałam skojarzenia z innymi pisarzami, których humor i równie doskonały styl narracji mocno do mnie przemawia. Język Keyes przypomina mi dowcipny styl Toma Sharpe’a, Bena Eltona, Petera Mayle’a, Billa Brysona, Mike’a Gayla czy Pete’a McCarthy’ego. Wszyscy wymienieni pisarze rewelacyjnie kroczą po własnej ścieżce literackiej, na której humor i satyra są istotnymi składnikami ich pisarstwa. Wyjątkowo trafnie potrafią też opisywać przywary swoich narodów (Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Irlandia). Właściwie Keyes to wybuchowa mieszanka stylów ich wszystkich. Do tego dochodzi indywidualny smaczek, jaki dodaje swoim książkom, co odróżnia ją od pozostałych kolegów po fachu. A może to ten zdecydowanie kobiecy pierwiastek pośród męskiej grupy pisarzy? Coś w tym musi być…
Każdy z felietonów to osobisty komentarz pisarki do zdarzeń dnia codziennego – bywa, że robi to w sposób komiczny; bywa, że wybiera drogę bardziej poważną. W obydwu przypadkach, jej teksty skrzą się od celności spostrzeżeń. I wiem, bo sama to sprawdziłam – felietony Keyes bardzo podobają się również męskim czytelnikom, którzy z równą częstotliwością wybuchają śmiechem i chętnie dyskutują o poruszanych przez pisarkę problemach.

Polski czytelnik sięgnie po książkę Keyes tym chętniej, że często identyfikujemy się z tym, co irlandzkie, bowiem Irlandia oznacza pokrewną duszę, humor, zabawę i wyśmienite piwo. Pochyleni nad kolejnym felietonem zobaczymy, że supermarkety wszędzie są jednakowe, a ich obsługa może sprawiać takie same problemy, że sąsiedzi wszędzie bywają równie złośliwi, związki damsko-męskie tak samo skomplikowane, a z pracodawcami trudno żyć w zgodzie, bo reprezentują interesy zawsze odmienne od naszego punktu widzenia. Z pełną odpowiedzialnością polecam książkę Pod pierzyną na zalatane grudniowe dni, bowiem co, jeśli nie szczery śmiech pozwoli nam przetrwać szaleństwa świątecznych porządków i przygotowań do najbardziej rodzinnych ze świąt? Czasami warto odłożyć wszystko na bok, zaparzyć sobie kubek ulubionej kawy czy herbaty i po prostu poczytać o tym, że gdzieś obok, a czasami wiele tysięcy kilometrów stąd, ludzie mają takie same problemy – problemy, na które czasami wystarczy popatrzeć z boku, aby dostrzec bardziej komizm niż prawdziwy dramatyzm sytuacji.

Dobrego humoru i nastroju życzę wszystkim na nadchodzące Święta, bo to ludzie tworzą atmosferę miejsc, a nie przedmioty, o czym również próbuje nas przekonać na swój zabawny sposób Marian Keyes.