Już Agata Christe i Artur Conan Doyle wiedzieli, że nic tak nie ożywia akcji jak trup i że nie ma lepszego bohatera niż detektyw, dzięki potędze swego intelektu zdolny wytropić najbardziej przebiegłego mordercę. Sherlock Holmes i Herkules Poirot doczekali się plejady następców, z wielu stron świata, a nawet różnych epok historycznych.

I mimo że kryminał zwykło się uważać za literaturę drugiego sortu, uderzmy się w piersi – kto z nas raz na jakiś czas nie daje się wciągnąć w poszukiwanie odpowiedzi na pytanie „kto zabił”? Zwłaszcza, jeżeli do zabawy kuszą nas tacy mistrzowie intrygi kryminalnej, jak Caroline Graham, Donna Leon i Henning Mankell.

***

W powieściach Caroline Graham odnajdujemy, znany nam dobrze z prozy angielskich prekursorów literatury kryminalnej, klimat typowej brytyjskiej prowincji. W małych, spokojnych wioskach, gdzie każdy każdego zna i wszystko o wszystkich wie, urocze starsze panie plotkują przy popołudniowej herbatce, znudzeni przedstawiciele wyższych sfer oddają się snobistycznym rozrywkom, ekscentryczni artyści szukają ucieczki od wielkomiejskiego życia. Jedni są sympatyczni, inni lekko zwariowani, jeszcze inni to ponure odludki, ale każdy ma swoje miejsce w małym światku i opinię na swój temat wyrobioną po wiek wieków… a przynajmniej do czasu, aż któryś z sąsiadów zbulwersuje lokalną społeczność, w sposób gwałtowny żegnając się z tym światem. Zbrodnia ujawnia nagle drugie oblicze mieszkańców wioski, na światło dzienne wychodzą skrywane dotąd ciemne sprawki, sekrety rodzinne, tajemnice alkowy.

W tej scenerii pojawia się detektyw nr 1 – nadinspektor Tom Barnaby. Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie całkiem przeciętnego funkcjonariusza w wieku średnim. Domator, zamiłowany ogrodnik, wierny mąż, z niezmąconym spokojem znoszący kulinarne porażki swej małżonki, czego efekty w postaci niestrawności trapią go w godzinach pracy. Barnaby to wcielenie spokoju, otwartości, tolerancji; ktoś, komu można zaufać i zwierzyć się z najbardziej osobistych spraw. Nie dajcie się jednak zmylić – ten powolny, flegmatyczny osobnik odznacza się analitycznym, bystro kojarzącym fakty umysłem. Z radosnej paplaniny o niczym, z sąsiedzkich ploteczek, ze wspomnień o wczorajszej kolacji wydobywa dokładnie to, czego nie chciano mu pod żadnym pozorem powiedzieć.
W prowadzonych śledztwach Barnaby’ego wspiera sierżant Troy, postać, którą w pierwszej chwili trudno polubić, wydaje się ograniczony, pyszałkowaty, nietolerancyjny. Z czasem jednak i on wzbudza sympatię czytelnika, zupełnie jak stary znajomy, dziwaczny, lecz w gruncie rzeczy nieszkodliwy, a w dodatku potrafiący zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie ludzkim odruchem czy przelotnie rzuconą trafną uwagą.

Akcja powieści snuje się leniwie, autorka dużo miejsca poświęca na zbudowanie pogłębionych portretów drugoplanowych bohaterów, a poboczne wątki nieraz rozwijają się w miniopowiastki z własnymi, niezależnymi od głównej akcji finałami. Wszystko to sprawia, że książki Graham mogłyby równie dobrze być zaliczone do prozy obyczajowej – gdyby nie ten wypadający z szafy trup…

***

Wenecja w powieściach Donny Leon cuchnie. Dosłownie – od woni unoszących się nad kanałami, w których żaden z obywateli tego miasta nie odważyłby się zanurzyć bez obawy o swoje życie – i w przenośni, od intryg i powiązań, którymi jak rakiem przeżarta jest cała tkanka miasta. Za zalewanymi przez coroczną powódź murami arystokratycznych pałaców, w wąskich zaułkach zadeptywanych przez turystów ze wszystkich stron świata, w opuszczonych, remontowanych bez końca świątyniach – wszędzie tam czai się zbrodnia. Gdy dodać do tego, że szef miejskiej policji to ograniczony półgłówek, chory na przerost ambicji i czołobitny wobec socjety, chciałoby się zapytać, czy w tym mieście nie ma już sprawiedliwości?

Weneckim „ostatnim sprawiedliwym” jest detektyw nr 2, komisarz Guido Brunetti. Powolny i systematyczny w działaniach, ale nieustępliwy, gdy chodzi o dotarcie do prawdy, nie dający się speszyć czy zastraszyć funkcjami i tytułami przesłuchiwanych – w końcu jego własna żona pochodzi z arystokratycznej rodziny, a zamieszkujący piękne palazzo teściowie należą do najlepszego towarzystwa. Myliłby się jednak, kto by sądził, że Brunetti przywiązuje wagę do swoich koligacji. Skromny i prostolinijny komisarz nie ocenia ludzi po tytule czy majątku, nade wszystko ceniąc prawość charakteru.
Melancholia Brunettiego bierze się ze świadomości, że skazany jest on na kompromisy. Jak bardzo by się nie starał, nie pokona rządzących miastem i krajem korupcyjnych, zbrodniczych struktur. Robi więc co w jego mocy – dokłada starań, by żadne popełnione na terenie Wenecji morderstwo nie pozostało bez kary, niezależnie od tego, jak wysoko w strukturze społecznej postawieni są zleceniodawcy.

Donna Leon snuje opowieść o drugim obliczu podziwianego przez cały świat miasta i o życiu, jakie w jego murach toczą zwykli mieszkańcy. Wraz z Brunettim wędrujemy uliczkami Wenecji, złościmy się na wszechobecnych i utrudniających życie turystów, wracamy do domu na posiłek… Ach, posiłki państwa Brunetti to mógłby być temat na osobną książkę! Zabierającym się do lektury radzę mieć pod ręką jakieś małe conieco do przegryzienia, bo malownicze opisy szykowanych przez panią Brunetti potraw zdecydowanie wzmagają apetyt. A towarzyszące posiłkom rozmowy przy rodzinnym stole dają obraz, do czego prowadzić może połączenie błyskotliwej inteligencji z prawdziwie włoskim temperamentem, zarówno w osobie pani domu, jak i młodego pokolenia Brunettich.

Z gorącej Wenecji przenieśmy się do chłodnej i ponurej Skandynawii, do Ystad, gdzie działa detektyw nr 3, Kurt Wallander, kierujący policyjnym zespołem zajmującym się sprawami morderstw.

Bohatera powieści Henninga Mankella najprościej można scharakteryzować dwoma słowami – samotny i zgorzkniały. Rozwodnik w średnim wieku, ojciec dorastającej córki, na rzecz pracy zaniedbujący najbliższych, życie osobiste, a nawet własne zdrowie. Mimo odnoszonych sukcesów jest wewnętrznie wypalony i nie wolny od wątpliwości odnośnie sensu swoich działań. Rozterki i osobiste zmartwienia nie są jednak w stanie odwrócić jego uwagi od nadrzędnego celu, jakim jest pościg za zagrażającym społecznemu bezpieczeństwu psychopatycznym mordercą.

Powieści Mankella ukazują śledztwo nie jako pojedynek samotnego geniuszu z wyrafinowanym przestępcą, lecz jako żmudną, ciężką pracę całego zespołu śledczych, którzy wykonując rutynowe czynności pracowicie z małych kawałków układają obraz przestępstwa. Pozornie odległe sprawy, osoby przelotnie powiązane z ofiarą, wszystko to zostaje dokładnie, wielokrotnie sprawdzone, obejrzane i przymierzone, czy wraz z innymi kawałkami układanki nie tworzy sensownego obrazu. Mało tu genialnych przebłysków intelektu, wiele nieprzespanych nocy, podczas których na niekończących się zebraniach blade ze zmęczenia twarze pochylają się nad kubkami kawy.

Ponury jest klimat tych opowieści, na kartach których odrzuceni przez społeczeństwo psychopaci tworzą w swoich chorych umysłach i wcielają w życie makabryczne zbrodnicze scenariusze. Odpowiedzialnością za zbrodnie te Mankell obciąża nie tyle słabe psychicznie jednostki, co degenerujące się szwedzkie społeczeństwo, w którym następuje upadek zasad i wartości. Jeżeli ktoś z nas wyobrażał sobie do tej pory Skandynawię jako ojczyznę bezpieczeństwa i praworządności, autor skłonny jest wyprowadzić go z błędu, przytaczając liczne przykłady beztroski czy wręcz korupcji polityków, złych praw, a przede wszystkim niedoceniania i złej organizacji pracy policji. A to właśnie policjanci tacy jak Wallander i jego współpracownicy są tymi, na barkach których ciąży odpowiedzialność za bezpieczeństwo obywateli. Jak długo będą skłonni dźwigać ten ciężar, zarywać noce, rezygnować z życia osobistego i rodzinnego szczęścia, jeżeli ich praca będzie lekceważona, urzędnicy państwowi będą im rzucać kłody pod nogi, a skandale na najwyższych szczeblach zbudują w oczach opinii społecznej obraz zdemoralizowanego, skorumpowanego funkcjonariusza?

 

Powieści Graham, Leon i Mankella to nie tylko znakomita rozrywka intelektualna z kryminalnym dreszczykiem, ale także barwny i wierny obraz trzech różnych miejsc i społeczności. Działający zaś, każdy w innych realiach, trzej detektywi nie są potężnymi i niezłomnymi bohaterami bez skazy, lecz zwykłymi ludźmi, dręczonymi przez osobiste problemy i wątpliwości, przeżywającymi sukcesy i porażki. Zarówno oni, jak i ich rodziny, przyjaciele, współpracownicy to ludzie z krwi i kości, których można lubić lub nie, ale nie sposób pozostać wobec nich obojętnym. Całe szczęście, że każdy z autorów stworzył cały cykl kryminałów ze „swoim” detektywem, bo rozsmakowawszy się w tych opowieściach chce się do nich wracać wciąż i wciąż, jak do historii o starych, dobrych znajomych.


Fot. Katarzyna Kromka