Stefan Grabiński
Demon ruchu
Lampa i Iskra Boża
Warszawa 1999

Grabiński, jak informuje czytelnika notatka na okładce Demona ruchu jest „najwybitniejszym polskim kontynuatorem tradycji fantastycznej E.A.Poe. Epigon? I tak, i nie. Ciężko wyobrazić sobie pisarza grozy, który miałby większy wpływ na potomnych niż Poe.    Naiwnością więc byłoby myśleć, że Grabiński potrafił spod wciąż silnej (mimo że pierwsze wydanie Demona ruchu miało miejsce w 1922, a Poe zmarł w 1849 roku) inspiracji się uwolnić. Lecz z drugiej strony niesprawiedliwe byłoby czytać Demona ruchu wyłącznie przez pryzmat autora Kruka. Zwłaszcza że Grabiński znalazł własną niszę w świecie grozy.

Aby uzmysłowić sobie na czym polega wyjątkowość Demona ruchu wystarczy przejrzeć spis treści: „Głucha przestrzeń (ballada kolejowa)”, „W przedziale”, „Wieczny pasażer (humoreska)”, „Maszynista Grot”, „Błędny pociąg (legenda kolejarska)” czy „Ślepy tor”. Specyficzna lokalizacja opowiadań okazuje się największym atutem tego zbiorku. Upiorny pociąg, wagony przenoszące się do innych wymiarów czy nawiedzona stacja są wymarzonym miejscem dla bohaterów Grabińskiego, żywcem niemalże przejętych od Poego – jednostek obsesyjnych, fanatycznych niemalże, rozdartych pomiędzy rzeczywistością, która ich odrzuca, a manią, która uniemożliwia harmonijną egzystencję. Mówiąc dobitnie, mamy do czynienia z przypadkami obłędu, który jednak nie wyklucza (znów kłania się Poe) prawdopodobieństwa zaistniałych historii. Grabiński często stosuje bowiem typową technikę opowiadań grozy – pozostawia czytelnikom rozstrzygnięcie, czy opisane wydarzenia prowokowane są wyłącznie przez obłęd protagonisty, czy też zachodzi zjawisko paranormalne, wymykające się racjonalnym wyjaśnieniom.

Oczywiście, archaiczna, zmanierowana proza Grabińskiego może dzisiaj nużyć, lub, co gorsza, śmieszyć, zwłaszcza kiedy bierze się za opisywanie relacji damsko-męskich (nie zapominajmy, że kobieta u Grabińskiego zawsze posiada cechy femme fatale, nawet, albo przede wszystkim, jeśli się z nimi maskuje – jak Nuna z opowiadania „W przedziale”, w którym pozorna łania okazuje się drapieżnikiem). Jednocześnie, sugestywny styl Grabińskiego w połączeniu z wyczuciem konwencji zapewnia efektowną podróż w scenerii przedwojennej kolei. Mamy więc ospałe lokomotywy i senne stacyjki, które okazują się miejscem przenikania się wymiarów i rzeczywistości. A wszystko po to, by nas postraszyć i pogrozić palcem w starym, dobrym stylu.
I właśnie dla tego posmaku retro warto się z „Demonem ruchu” na taką wyprawę zabrać.