Ha Jin
Oczekiwanie
Waiting
tłum. Klaudia  Michalak-Palarz
Zysk i s-ka
Poznań 2003, stron 305

Andreï Makine
Kobieta, która czekała
La femme qui attendait
tłum. Katarzyna Bieńkowska
Muza SA
Warszawa 2005, stron 163

Wiera czekała trzydzieści lat na powrót swojego mężczyzny z wojny. Gdy ruszał, miała szesnaście lat, on niewiele więcej. Lin Kong od osiemnastu lat próbuje rozwieść się ze swoją, wybraną mu dawno temu przez rodziców, żoną. Rozwód jest niezbędny, by mógł w ogóle myśleć o założeniu rodziny z kobietą, którą naprawdę kocha. Wiera mieszka w radzieckiej Rosji. Lin mieszka w Chinach. Są zupełnie i całkowicie różni. Mają odmienne biografie, zapatrywania i powody oczekiwania. Łączy ich tylko Godot i przeżycie totalitaryzmu.

stoimy pod murem
zdjęto nam młodość jak koszule skazańcom
czekamy
Jacek Kaczmarski, „Mur”

II. Mężczyzna i kobieta

Andreï Makine w swojej najnowszej powieści (może lepiej byłoby napisać: noweli. Książka liczy sobie wszak tylko 150 stron) opowiada historię Wiery, kobiety, która czekała. Jej losy zostają spisane przez młodego człowieka, pisarza, który przypadkiem trafił do Mirnoje, wioski, z której trzydzieści lat temu wyruszył pewien mężczyzna. Na niego właśnie czeka Wiera. Czeka, choć on zapewne nie żyje, a jeśli żyje, to być może nic nie pamięta, a jeśli nawet pamięta, to nie wierzy, że ktoś na niego czeka. Mimo że Wiera złożyła mu obietnicę. Wiera czeka, a wychowany we wciąż słabnącym (przynajmniej w słowach narratora) radzieckim reżimie młodzieniec nie jest w stanie tego zrozumieć. Kiedyś sam był świadkiem, jak obietnica na „zawsze” w krótkim czasie rozpadła się w pył. Dlaczego ona wciąż czeka? Dlaczego zorganizowała sobie życie tak, by być gotową na jego powrót? Po trzydziestu latach?

Zupełnie inne czekanie serwuje Ha Jin w „Oczekiwaniu”. Lin Kong jest lekarzem w mieście Muji. Jest również rewolucyjnym pułkownikiem. Jego wybranka, Manna Wu, jest przełożoną pielęgniarek w tym samym szpitalu. Dawno temu rodzice Lin Konga wybrali mu już jednak małżonkę, Shuyu, z którą w dodatku ma córkę Hua. Shuyu i Hua mieszkają w Wiosce Gęsi, do której Lin przyjeżdża co roku, by wziąć rozwód. Co roku także wyjeżdża, wciąż pozostając w związku małżeńskim. Kiedyś, gdy Lin i Manna byli jeszcze młodzi, pewien oficer wydał rozporządzenie, że mężczyzna może rozwieść się ze swoją żoną bez jej zgody po osiemnastu latach separacji. Gdy poznajemy Lin Konga i Mannę Wu, mija właśnie siedemnasty rok prób.
Jest w tej książce kilka zupełnie różnych poziomów. Oczekiwanie Lin Konga jest oczywiste: w końcu, już niebawem, jego żona będzie musiała zgodzić się na rozwód. Lin czeka na decyzję swojej żony i czeka na to, by móc w końcu być ze swą przyjaciółką. Przyjaciółką, nie kochanką, gdyż rewolucyjne prawo zabrania kontaktów intymnych. Karą jest wyrzucenie z wojska, separacja lub nawet zesłanie. Lin i Manna bardzo się pilnują, by ich znajomość nie budziła zastrzeżeń przełożonych.
Lecz, oczywiście, czeka także Manna. Kilka razy w trakcie trwania znajomości z Linem podejmowała trudną decyzję, że przestanie czekać. Znajdzie innego mężczyznę. Problemem jest to, że Lina kocha. I w końcu wszystkie próby znalezienia substytutu spełzną na niczym: Manna będzie czekać.
Czeka także Shuyu. Czeka w dwójnasób. Czeka co roku na swojego męża, którego zdążyła w trakcie nieobecności wyidealizować. Opiekowała się jego rodzicami, gdy umierali, opiekowała się i nadal opiekuje ich wspólną córką. Shuyu czeka na Lin Konga, aż wróci i z nią zostanie. Równocześnie czeka na ten moment, gdy minie osiemnaście lat, bo i ona zdaje sobie sprawę z tego, że ten moment w końcu nadejdzie.

III. Oczekiwania

Mam dwa problemy z powieścią Makine’a. Po pierwsze, jest za krótka, by dobrze oddać cały bezmiar (trzydzieści lat! Narrator powieści ma ich dwadzieścia sześć…) oczekiwania. Wiera jest, niestety, wyrwana z kontekstu i pospiesznie opisana. Szczegóły z jej życia, potrzebne do konstrukcji fabuły, zostały oddane po łebkach – wiemy na kogo czeka i jak długo, ale nie wiemy zupełnie, czy czeka jednolicie, czy to jej czekanie ewoluowało, czy może tak naprawdę, w istocie już nie czeka, darowała sobie, zaś owo czekanie potrzebne jest tylko jako fasada, ochrona przed światem. Można odnaleźć zarysy takiej interpretacji. Szkoda, że tylko zarysy. Drugim problemem jest egzaltacja, objawiająca się między innymi nadmiarem wielokropków. To dziwne, jak dużą irytację może wzbudzić prosty znak przestankowy. Używanie pięknych, lirycznych słów, ubieranie zwykłych zdarzeń w słowa niemalże poetyckie może być celowym literackim zabiegiem – tu niestety razi i sprawia nieco pretensjonalne wrażenie.

Zupełnie inaczej wygląda to w powieści Ha Jina. Być może jest to również kwestia ilości miejsca, jakie zapewnił autor swoim bohaterom, ale przede wszystkim sposób narracji.  W tej książce rozgrywają się prawdziwe ludzkie dramaty, dostajemy na tacy garść ludzkich żyć, lecz opowiedzianych w taki sposób, jakby rzecz dotyczyła wyboru koloru tapczanu, czy letniej randki w parku. I przeraża ta wyuczona obojętność przeradzająca się w bierność, bo przecież „nic nie można zrobić” i „wszyscy wiemy, jak jest”. Więc życie, to prawdziwe, trzeba odłożyć na kiedy indziej…
I chyba właśnie to jest najbardziej niesamowite w tej w sumie dość prostej historii. W tym całym napięciu tylko jedno pozostaje niezmienne. Ludzie w tej powieści nie czekają na przydział mieszkania czy możliwość kupna samochodu. Oni czekają na życie. Każde z nich czeka na to, by w końcu ich życie mogło się rozpocząć. Wydarzenia, te dobre i złe, szczęśliwe rozwiązania i tragedie, są wstydliwie i pokątnie zapisywane na marginesie, nie dzieją się naprawdę. Bo ci, którzy czekają, jeszcze nie żyją. Zaczną żyć dopiero i w tym momencie zacznie się prawdziwa ewidencja.

Także przedstawione światy, Rosja u Makine’a i Chiny u Jina są zupełnie różne, choć przecież, wydawałoby się, wyrosłe z jednego ideologicznego pnia. Rosja końca lat siedemdziesiątych jawi się dekadencko, ba, sprawia nawet wrażenie wolnego kraju. Nie widać Partii, nie widać wojska, nie ma drylu, zaś narrator otwarcie mówi co myśli (i nikt do niego za to nie strzela). Chiny, mniej więcej w tym samym okresie, to państwo policyjne, w którym wszelkie złamanie regulaminu karane jest złamaniem człowieka. Partia i jej Prawa są wszędzie – nawet w zabitej dechami Wiosce Gęsi czuć jest wszechobecne zniewolenie. Przede wszystkim zaś odnajdujemy je w głowach i czynach ludzi: niezależnie od swoich problemów i niezgody na manipulację, nie wystąpią oni przeciw władzy. W żadnym zakresie.

Kiedy czeka się na Godota, spokojnie można się nie doczekać. Jest on tylko myślowym konstruktem, cieniem na ścianie, fantasmagorią. Nawet gdyby przyszedł i stanął twarzą w twarz z czekającym, spokojnie można go nie rozpoznać i czekać dalej, czekać do woli. Dużo gorzej jest z wyczekiwaniem konkretnym. Na człowieka, na zdarzenie. Może się bowiem okazać, że niestety człowiek się doczeka. I może się wtedy okazać, że nie bardzo wie, po co było mu to wszystko.