Jest jakiś nieodparty urok w szarpiących duszę balladach irlandzkich. Jest jakaś siła muzyki i magia przekazu, kiedy w ciszy pokoju rozbrzmiewa nastrojowa pieśń U2, Clannad, Enyi czy The Chieftains. Podobnie sprawa się ma ze współczesną literaturą irlandzką. Albo się ją uwielbia i czci, albo nienawidzi.

Nie będę więc zwlekać z moim wyznaniem. Kocham literaturę Zielonej Wyspy na równi z dziełami pisarzy brytyjskich. Podobnie jak w muzyce i szeroko rozumianej sztuce, twórcy z Irlandii są niezwykle zaangażowani w to, co robią. Nie jest to może najwłaściwsze słowo, bo budzić może skojarzenia z powojenną sztuką walczącą, ale to zaangażowanie w sprawę widać na każdym kroku i polega ono przede wszystkim na wkładaniu serca w to, co się robi.

Współczesna proza irlandzka ma wielu wybitnych przedstawicieli. Obok tak cenionych i wyniesionych na piedestał twórców, jak James Joyce, Samuel Beckett, Flann O’Brian czy Brian Moore, do głosu doszło najmłodsze pokolenie prozaików, reprezentowane nazwiskami Roddy’ego Doyle’a, Patricka McCabe’a, Brendana O’Carrolla czy Pete’a McCarthy’ego.

Ja chciałabym pozostać na chwilę przy sylwetce pisarza, który oczarował mnie swoją wizją ojczystego kraju. Mam na myśli Roddy’ego Doyle’a, prozaika urodzonego w Dublinie, w 1958 roku. Zanim całkowicie poświęcił się pisarstwu, Doyle uczył języka angielskiego oraz geografii w jednej ze szkół północnego Dublina. Dotychczas napisał i wydał kilka powieści, z których każda cieszyła się sporym sukcesem, a krytyka również nie pozostawała obojętna wobec jego literackich dokonań, przyznając mu w przeciągu zaledwie 3 lat dwie prestiżowe nagrody Bookera (1991 za „Furgonetkę”, 1993 za „Paddy Clark Ha Ha Ha”). Na początku tego roku ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka napisana w 1999, przedostatnia jak na razie powieść, zatytułowana „Gwiazda zwana Henry” (A Star Called Henry).
Pisarz jest również autorem kilku książeczek dla dzieci (m.in. Not Just for Christmas, The Meanwhile Adventures) oraz biografii swoich rodziców (Rory and Ita, 2002). Jego opowiadanie włączono do antologii Yeats is dead! A Novel by Fifteen Irish Writers (2001).

Autor zadebiutował w roku 1987 książką „The Commitments”. Historia narodzin fikcyjnego zespołu soulowego w ponurej rzeczywistości Dublina końca lat osiemdziesiątych, mającego stać się dla bohaterów lekarstwem na problemy codzienności, doczekała się w krótkim czasie udanej adaptacji filmowej (reż. Alan Parker, USA-Wielka Brytania, 1991). Samą książkę dość szybko okrzyknięto bestsellerem, a Doyle uczynił rodzinę Rabittów bohaterami jeszcze dwóch swoich powieści. „The Commitments” – moim zdaniem, mimo swego rozgłosu – najsłabsza powieść tego pisarza, skonstruowana wyłącznie jako ciągnący się na 150 stronach dialog o muzyce, marzeniach i poszukiwaniu swego miejsca na świecie, miała swój dalszy ciąg w postaci powieści „Dzidziuś” (The Snapper) oraz „Furgonetka” (The Van).

Ta doskonale napisana i przemawiająca do Czytelnika trafnością spostrzeżeń oraz sposobem konstruowania postaci trylogia (zwana popularnie „trylogią Barrytown”) ukazuje nam przemiany, jakie dokonują się na przestrzeni lat w wielodzietnej, katolickiej rodzinie Rabittów. Problemy, z którymi borykają się mieszkańcy współczesnej Irlandii, wydają się wyjątkowo silnie przemawiać na rodzimym gruncie. Czytelnik dość łatwo odnajdzie w swym otoczeniu polski odpowiednik bohaterów Doyle’a, którzy przeżywają na co dzień adekwatne zdarzenia i konflikty.
Pisarz roztacza przed nami obraz rodziny, która z trudem egzystuje pod wspólnym dachem, nie stroni od mocniejszych używek i burzy na każdy z możliwych sposobów sielankowy obraz religijnej rodziny. Czytelnik zetknie się w tej opowieści z problemem niechcianej ciąży, brakiem zaufania do członków rodziny, codziennością zbudowaną na konfliktach i wzajemnych podejrzeniach, spiskowaniu i zakłamaniu najbliższych. W zamykającej ten tryptyk „Furgonetce” głowa rodziny traci stałą pracę i odtąd Rabittowie stają się posiadaczami zdezelowanego samochodu, w którym urządzają smażalnię frytek i hamburgerów.

Z upływem lat Doyle nie ucieka od jeszcze mroczniejszych wizji zdarzeń, jakie rozgrywają się za zamkniętymi drzwiami domów mieszkańców Irlandii i śmiało sięga po jeszcze bardziej palące problemy. Rewelacyjna opowieść o trudnym dzieciństwie i zbyt szybkim dorastaniu „Paddy Clark Ha Ha Ha” (książka ta była jak dotąd najlepiej sprzedającą się powieścią w historii nagrody Bookera) przenosi nas w końcówkę lat sześćdziesiątych, do domu rodziny Clarków, zamieszkujących irlandzką prowincję. Ponownie akcja osadzona jest w znanym już z wcześniejszych powieści Barrytown, leżącym w okolicach Dublina. Obraz społeczeństwa w dobie przemian obyczajowych mających miejsce w Irlandii po 1968 roku poznajemy dzięki dziesięcioletniemu Paddy’emu. Opowieść obejmuje czasowo okres kilku lat i pokazuje wewnętrzny rozpad rodziny Clarków.
Pisarstwo Doyle’a odznacza się niezwykłą siłą obrazu i umiejętnym oddaniem sylwetek bohaterów. W tym przypadku czytelnik spogląda oczami dziecka na sprawy świata dorosłych i jego rówieśników. Mimo dość sporej dawki humoru (zwłaszcza w warstwie dialogowej) książka ma smutny i mało optymistyczny wydźwięk. Sugestywny portret Irlandii pełen jest bólu, przemocy i strachu. Dobre i ciepłe epizody z dzieciństwa stają twarzą w twarz z okrucieństwem świata, w którym przyszło dojrzewać dzieciom z pokolenia bohatera. Pisarstwo Doyle’a jest również niezwykle nastrojowe. Na kilku zaledwie stronach pisarz potrafi rozśmieszyć, ale też zszokować celnością stwierdzeń i doprowadzić do łez.

Napisana w 1996 roku „Kobieta, która wpadała na drzwi” (The Woman who walked into doors) jest według mnie najbardziej dojrzałym dokonaniem pisarza. Autor ukazuje w nim problem przemocy wewnątrz rodziny, problem sygnalizowany już w poprzednich książkach, jednak nigdy nie potraktowany tak szeroko i wnikliwie.
Bohaterka Paula Spencer jest sprzątaczką i żoną Charla. Cała opowieść to jej relacja ze związku z mężczyzną, który już przy pierwszym spotkaniu wydawał się jej przeznaczony, a który z czasem zamienił jej życie w koszmar. Doyle przedstawia problem maltretowania kobiet w sposób porażający i śmiały. Nie ukazuje rozwiązań i wyjścia z trudnej sytuacji. On po prostu wkłada w usta bohaterki historię narodzin pewnej miłości, która z czasem traci pierwotny aspekt zauroczenia i fascynacji, a przeistacza się w walkę między małżonkami. W smutnej i nieraz trudnej do zrozumienia rzeczywistości, w której żyje Paula, odnaleźć można mimo wszystko potężną siłę życiową i wolę przetrwania, która pomaga kobiecie przejść przez domowy koszmar z jak najmniejszymi ranami na ciele i psychice. „Kobieta …” to śmiałe zestawienie scen pełnych ciepła obok uderzających w czytelnika z całą mocą scen przemocy. Pozytywna energia, jaką ma w sobie niewątpliwie Paula, daje jej szansę na godne wyjście z tego związku.
Doyle z bardzo dobrym skutkiem spróbował pokazać myśli i zachowanie kobiet, które mimo bicia wciąż kochają, które mimo codzienności, sprowadzającej się do prostego pytania: „Czym dziś zakończy się ten dzień?”, nadal mają marzenia i tęsknoty. W swoich opisach oswaja Czytelników z trudnym aspektem przemocy w rodzinie, bywa brutalny i do bólu szczery. Może dlatego lektura „Kobiety…” tak bardzo zostaje w pamięci i tak długo z nas nie ulatuje. Bo nie da się pozostać obojętnym wobec tak ważkiego problemu i tak dobrze napisanej historii.

    W książce Doyle’a „Gwiazda zwana Henry”, która dopiero co ukazała się na polskim rynku, pisarz uczynił bohaterem Henry’ego Smarta, syna jednonogiego bramkarza burdelu z Dublina, dziecko narodzone w slumsach w roku 1902 i wychowane na ulicy. Otoczenie, w którym przyszło mu dorastać wpłynęło na jego wybór drogi życiowej. Henry od dzieciństwa włóczy się zaułkami miasta dokonując kradzieży, jest buntownikiem, a akty przemocy są jego chlebem powszednim. Jako czternastolatek jest już żołnierzem Irlandzkiej Armii Obywatelskiej i dla Irlandii jest gotowy zrobić wszystko. Henry należy do chłopców Michaela Collinsa, którym nie obce są zabójstwa dokonywane dla słusznej sprawy.
Krytyka i tym razem zachwyciła się powieścią Doyla, która w wydaniach anglojęzycznych jest określana jako pierwszy tom cyklu The Last Roundup, przyrównując ją pod względem bogactwa językowego i genialności oddawania postaci do stylu Dickensa. „Gwiazdę…” uznano za najbardziej dojrzałe i wstrząsające dzieło irlandzkiego pisarza, w którym sportretował miasto i ludzi, nie obawiając się zaglądać w najciemniejsze zaułki i najbardziej mroczne zakamarki ludzkiej duszy.

Jerzy Jarniewicz, anglista i znawca literatury brytyjskiej oraz irlandzkiej, krytyk, poeta i tłumacz tak pisał o nurtach dominujących we współczesnej prozie z Zielonej Wyspy:

[…] Od opublikowania Portretu artysty minęło ponad osiemdziesiąt lat. Irlandia współczesna nie jest Irlandią Joyce’a. Z każdym rokiem ten kraj zmienia się, a wraz z nim zmieniają się postawy pisarzy. Niektórzy z nich wsiadają na prom w Holyhead i wracają do Tary. Brian Moore przerwał milczenie i napisał powieść o rozdzierającym Irlandię Północną konflikcie politycznym. Eksperymentujący z formą powieściową John Banville odniósł sukces, wydając The Book of Evidence, i nie jest już postrzegany przede wszystkim jako pisarz, rzucający wyzwanie projektowi literatury narodowej. John McGahern, który w The Dark tak bezkompromisowo demaskował zakłamanie, jakie kryje się w wizji szczęśliwej irlandzkiej rodziny, w swej ostatniej powieści Amongst Women nakreślił ponownie obraz autorytarnego ojca, ale uznał jego despotyzm za cechę drugorzędną. […] Zadziwiająco często powieści autorów młodszego pokolenia dotyczą przemocy, i to przemocy wcale nie związanej z wojną domową. Patrick McCabe pisze o wyjątkowo bestialskim morderstwie, popełnionym przez nastoletniego chłopca; […] Roddy Doyle w nagrodzonej Bookerem powieści Paddy Clark Ha Ha Ha opisuje okrucieństwo dzieci, a w filmie telewizyjnym Rodzina demaskuje – ukrytą pod sentymentalną maską – przemoc w rodzinie.*

Czas pokazał, że narodowe nurty literackie podlegają przemianom i upływ lat diametralnie je zmienia. Świat wokół nas nieustannie przybiera nowe oblicze i w przeważającej mierze nie mamy wpływu na mechanizmy, jakie rządzą maszyną zmian. Doyle, mimo bogatych korzeni literatury irlandzkiej, nie sięga do źródeł, ale odnalazł swój własny styl narracji, który pokonał ciążący nad pisarzami z tego kraju kompleks Jamesa Joyce’a.

—–
* Jerzy Jarniewicz, Lista obecności. Szkice o dwudziestowiecznej prozie brytyjskiej i irlandzkiej; seria: Konstatacje, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2000, str. 245-246
** Ze względu na brak egzemplarza polskiego wydania powieści „Dzidziuś” (The Snapper) zamieszczam okładkę do wydania brytyjskiego.
—–
„The Commitments”
tłum. Tomasz Bieroń;
Zysk i S-ka 2002, Poznań
Kameleon, str. 150

„Furgonetka” (The Van)
tłum. Jacek Manicki,
Amber 1995, Warszawa
Złota Seria, str. 280

„Dzidziuś” (The Snapper)
Amber 1995, Warszawa
Złota Seria, str. 198

„Paddy Clark Ha Ha Ha”
Tłum. Bożena Stokłosa
Amber 1995, Warszawa
Złota Seria, str. 314

„Kobieta która wpadała na drzwi”
(The Woman who walked into doors)
Tłum. Tomasz Bieroń
Zysk i S0ka 2002, Poznań
Kameleon, str. 210

„Gwiazda zwana Henry”
(A Star Called Henry)
Tłum. Paweł Laskowicz
Zysk i S0ka 2005, Poznań
Kameleon, str. 410