Shirley Jackson
Nawiedzony
The Haunting of Hill House
Zysk i S-ka 2000
Tłum. Maria Streszewska-Hallab

Dla wielu osób Shirley Jackson jest autorką Loterii, która weszła do kanonu amerykańskich opowiadań ubiegłego wieku. Prócz opowiadań, Jackson pisała powieści dla dorosłych i dzieci, eseje, wspomnienia, a mimo to w krótkiej lecz pojemnej pamięci kultury masowej zapisała się przede wszystkim swoją powieścią z 1959 roku pt.: Nawiedzony.

Stephen King stwierdził w swojej znakomitej książce Danse Macabre, że w języku angielskim mało jest opisów, które dorównywałyby początkowi Nawiedzonego1. Istotnie, otwierający akapit tej powieści obiecuje czytelnikom powieść grozy wysokiej klasy i, co najważniejsze, dotrzymuje słowa:

Żaden żywy organizm nie może na dłuższą metę normalnie funkcjonować w warunkach absolutnego realizmu. Niektórzy utrzymują, że nawet skowronki i koniki polne miewają sny. Dom na Wzgórzu, choć nienormalny, opierał się samotnie o swoje pagórki i tulił ciemność w swym wnętrzu. Stał tak już osiemdziesiąt lat i zapewne stać tak będzie przez następne osiem dziesięcioleci. W środku ściany wznosiły się pionowo do góry, cegły przylegały równo jedna do drugiej, podłogi były w całkiem niezłym stanie, a drzwi – dobrze zamknięte. Pomiędzy drewnem a kamieniami Domu na Wzgórzu zalegała głucha cisza, a to, co po nim chodziło, chodziło samotnie.2

Nawiedzony jest więc historią Domu na Wzgórzu i grupki badaczy, którzy postanawiają zbadać jego tajemnice:

Zamiary doktora Montague względem Domu na Wzgórzu bezpośrednio były związane z metodami nieustraszonych dziewiętnastowiecznych łowców duchów, postanowił on bowiem zamieszkać w Domu na Wzgórzu i przekonać się na własnej skórze, co się tam działo.

Oczywiście, tematyka wydaje się znajoma, aby nie rzec, wyeksploatowana i nieobca nawet tym czytelnikom, którzy z zasady unikają horrorów. Horror jest bowiem bardzo specyficznym gatunkiem literackim, na którym wielu pisarzy (i czytelników) potłukło się boleśnie. Zdradliwie łatwo jest przekroczyć cienką linię oddzielającą przerażenie od śmieszności, a aura grozy niebezpiecznie przeradza się w straszenie czytelnika dziurawym prześcieradłem i plamami z ketchupu. Rzecz jasna, na każdą formę horroru istnieje zapotrzebowanie, mimo to, jak zauważa King, mistrzowie horroru, jak E. A. Poe czy właśnie Shirley Jackson, posiedli umiejętność wzbudzania autentycznej, nieskrępowanej grozy bez uciekania się do pobudzania odruchów wymiotnych u czytelnika.

* * *

Główny reflektor Nawiedzonego oświetla Eleanor Vance.

Po śmierci matki jedyną osobą, której rzeczywiście nienawidziła, była jej własna siostra. Nie lubiła też ani swego szwagra, ani pięcioletniej siostrzenicy i w ogóle nie miała żadnych przyjaciół. (…) Nie pamiętała, aby w swoim dorosłym życiu była kiedykolwiek naprawdę szczęśliwa.

Eleanor jest naiwna, egocentryczna i całkowicie nieświadoma zewnętrznego świata. Jej osobowość to wybuchowa mieszanka wybujałego ego (które przejawia się nie tyle w arogancji, lecz kompletnym zaabsorbowaniu sobą) z poczuciem winy wywołanym śmiercią matki. Ponadto Eleanor dysponuje pewnymi nieuświadomionymi zdolnościami telekinetycznymi (w dzieciństwie przeżyła gwałtowny deszcz kamieni, który spadł na jej dom), a te, połączone z niewinnością bohaterki w Domu na Wzgórzu, okazują się niebezpieczną kombinacją.

Kto jest głównym bohaterem tej powieści? Jackson zderza ze sobą osobowości młodej kobiety i demonicznej budowli, wyraźnie sugerując niejasny, złowieszczy związek pomiędzy zagubioną Eleanor a mroczną posesją. Skwitowanie Nawiedzonego jako powieści o duchach byłoby więc dużym uproszczeniem. Kim jest bowiem ów upiór nawiedzający stary Dom na Wzgórzu? Być może Dom jest czarnym charakterem tej powieści, który wybiera sobie Eleanor na główną ofiarę. Ale być może to właśnie Eleanor, która wyrusza w fatalną podróż w poszukiwaniu miejsca, które można nazwać domem, okazuje się centralną zjawą tej historii. Przybycie do Domu zdeterminowanej i obolałej psychicznie jednostki prowokuje wydarzenia, które wymykają się spod kontroli, doprowadzając Eleanor na skraj obłędu.

Nietrudno zepsuć taką literacką kombinację nadmierną egzaltacją lub też, z drugiego końca, wrzaskliwością. Jackson zgrabnie przeskakuje nad dziurami, w jakie wpada większość autorów horrorów.
Nie ma odpowiedzi na pytania rosnące podczas lektury tej powieści. Czytelnik pozostaje sam ze spekulacjami nad tym, co naprawdę wydarzyło się w Domu na Wzgórzu. „To” z pierwszego akapitu pozostaje nieuchwytne, niewyjaśnione i wzbraniające się przed zdefiniowaniem.

Proszę sobie teraz wyobrazić przełożenie tej subtelnej literackiej konstrukcji na język filmu.

Powieść doczekała się dwóch filmowych adaptacji. Pierwszą, w reżyserii Roberta Wise’a z 1963 roku omówimy za chwilę, drugą natomiast, w reżyserii Jana De Bonta z 1998 roku należałoby miłosiernie przemilczeć, tratuje ona bowiem bezlitośnie to, co czyni jej literacki pierwowzór wyjątkowym. Jest to film krzykliwy, przeładowany efektami, w którym aktorzy wydają się przytłoczeni – nie tyle atmosferą samego domu, co nadmiarem F/X. Co gorsza, film ten cierpi na zabójczą w tym przypadku dolegliwość, polegajacą na topornym wyjaśnieniu widzowi wszelkich niuansów, które zresztą z samą powieścią Jackson niewiele mają wspólnego. Tak naprawdę warto obejrzeć ten film jedynie dla Lili Taylor, której nie można odmówić sugestywności w budowaniu postaci Eleanor.

   Nawiedzony dom na wzgórzu Roberta Wise’a (1963) jest czarno-białym zapisem zmagań Eleanor z Domem, z ludźmi, którzy nie są w stanie jej zrozumieć i przede wszystkim jest obrazem Eleanor walczącej z samą sobą. Oszczędny w efektach, stylowy horror tak jak powieść Jackson zgrabnie buduje nastrój klaustrofobii, która opanowuje grupę bohaterów, zamkniętych w brzuchu wielkiej bestii, jaką jest Dom na Wzgórzu. Eleanor, grana przez Julie Harris, wydaje się być nieco zahukaną, onieśmieloną młodą kobietą, która podczas interakcji z Domem zaczyna zadawać sobie fundamentalne pytania o jej miejsce na świecie, nie dostrzegając przy tym, jak szybko zbliża się ku krawędzi przepaści.

Film ten jest modelowym wręcz przykładem horroru, w którym główny nacisk postawiony jest raczej na budowanie atmosfery, niż efekty specjalne. Nie ma w nim elementów gore (czyli scen potencjalnie obrzydliwych dla widza), nie ma kropli krwi, lecz dzięki temu zyskuje bezbłędnie poprowadzona fabuła oparta na świetnym scenariuszu (czyli głównie na powieści Jackson) i gra aktorów, którzy zdecydowanie wygodnie czują się w swoich rolach. Julie Harris skutecznie buduje na swojej lekko anielskiej, rozmarzonej aparycji początkowy obraz Eleanor, która następnie przechodzi rozpaczliwą metamorfozę wymuszoną obecnością Domu.

Podsumowując, mamy tutaj do czynienia z rzadkim przypadkiem wybitnej adaptacji filmowej wybitnej powieści. Wise bardzo poważnie potraktował powieść Jackson jako podstawę dla swojego dzieła, modelując starannie film od pierwszych scen, kiedy Eleanor wykrada samochód aby udać się w swoją pierwszą i ostatnią podróż, aż do tragicznego finału.
Oczywiście, film ten spełnia również podstawowy warunek udanego horroru. Straszy jak cholera, i co lepsze, nie jesteśmy w stanie stwierdzić czego tak naprawdę się boimy. A to właśnie jest prawdziwa groza.

The Haunting, 1963

1Stephen King, Danse Macabre, Prószyński i S-ka SA, Warszawa.
2 Shirley Jackson, Nawiedzony, Zysk i S-ka, Poznań, 2000. Pozostałe cytaty z powieści w tym tekście pochodzą z tego wydania.

Nawiedzony Dom
The Haunting

USA, 1963
reż. Robert Wise
wyst. Julie Harris, Claire Bloom, Richard Johnson, Russ Tamblyn

Nawiedzony
The Haunting

USA, 1999
reż. Jan De Bont
wyst. Lili Taylor, Catherine Zeta-Jones, Liam Neeson, Owen Wilson