Opinie o filmach, które goszczą w naszych kinach, a z różnych względów powinny być zauważone.

Miasto Gniewu (Crash)
USA, Niemcy, 2004
Reżyseria: Paul Haggis
Występują: Sandra Bullock, Tandie Newton, Don Cheadle, Brendan Fraser, Matt Dillon

Moja ocena: 5/6

Spotykamy się każdego dnia, zderzamy, aby po chwili znów pójść swoją drogą i zapomnieć o swoim istnieniu – tak pokrótce przedstawia treść filmu w pierwszych minutach jeden z głównych bohaterów.

Film zbudowany jest z pojedynczych scen, przypominających układankę, która pozwala nam wniknąć w zaledwie dwa dni z życia kilkunastu osób, dni, które jednak zmieniają ich przyszłość. Pierwsze sceny każą nam sądzić, iż wybraliśmy się na film Spike’a Lee i jego artystyczną walkę z rasizmem. Na szczęście, następne sekwencje wyprowadzają nas z błędu i pokazują głębszy obraz każdego z nas. Film nie przedstawia postaci czarno-białych, każdy popełnia błędy, każdy ma szansę na odkupienie.
Dla mnie najważniejsze jednak było całkowite zaskakiwanie widza – jeżeli już wydawało nam się, że wiemy wszystko, następna scena burzy ten porządek i pozostawia nas w zdumieniu i niedowierzaniu; niedomówienie wątków i zakończenie dokładnie tych, które pasowały – idealne wyczucie.

„Miasto gniewu” jest jednym z najlepszych filmów, jakie ostatnio widziałam, a już na pewno niedocenionym wydarzeniem, perełką kinową wakacji, której nie można przeoczyć.
Nie rozumiem tylko, dlaczego nie pozostawiono oryginalnego tytułu, czy też jego dokładnego przekładu, gdyż 'miasto gniewu' brzmi jak tani thriller policyjny i kompletnie nie jest adekwatne do treści, przez co wielu widzów zapewnie ominie ten seans w kinie.

Człowiek pies (Unleashed)
Francja, USA, Wielka Brytania, Hong Kong, 2005
Reżyseria: Louis Leterrier
Występują: Jet Li, Morgan Freeman, Bob Hoskins, Kerry Condon, Andy Beckwith

Moja ocena: 4/6

Luc Besson coraz rzadziej reżyseruje filmy (ostatni to „Joanna D’Arc”), nie przeszkadza mu to jednak pisać kilku lepszych czy gorszych scenariuszy rocznie. Ich fabuła jest zawsze taka sama: bohaterami są outsiderzy, ludzie nieprzystosowani do życia lub wyróżniający się szczególnymi umiejętnościami przetrwania w miejskiej dżungli; tematem – ich walka z otoczeniem; znak szczególny – dużo zapierających dech w piersiach scen walki, ucieczek, pogoni, zarówno samochodowych jak i pieszych ( „Taxi”, „Yamakasi”, „Transporter”).

Od schematu tego nie odbiega również „Człowiek pies”, który swój sukces może zawdzięczać jedynie świetnemu aktorstwu Morgana Freemana (żadne odkrycie, on zawsze jest świetny), Jeta Li (sceny walki z jego udziałem porażają precyzją ruchu i siłą wykopów) oraz oczywiście Boba Hoskinsa, który rzadko gra role 'tych złych', ale jak to już robi – oczu oderwać nie można.

Całość prezentuje się dobrze, trochę za dużo sentymentalizmu, ale da się wytrzymać.

Wojna światów (War of the Worlds)
Premiera: 08.7.2005
USA, 2005
Reżyseria: Steven Spielberg
Występują: Tom Cruise, Tim Robbins, Dakota Fanning, Miranda Otto, David Alan Basche

Moja ocena: 2/6

„Wojna Światów” jest z pewnością najgorszym filmem Spielberga i na pewno jednym z gorszych filmów w kinematografii.
Poniższy rozbiór na części pierwsze uzmysłowi każdemu kinomanowi, dlaczego film ten można uznać za katastrofalny w każdym calu (nie mylić z gatunkiem filmu).

Reżyseria – film jest adaptacją książki H.G. Wellsa, a szczególnie znany z audycji radiowej, kiedy to Orson Welles wstrząsnął Ameryką (ludzie uwierzyli, iż słuchają prawdziwej relacji z ataku Marsjan i w pośpiechu opuszczali swe domy). Wobec takiej przeszłości wymagania wobec wersji Spielberga relatywnie wzrosły.
Reżyser niestety nie podołał narzuconemu sobie zadaniu. Nakręcono sieczkę klasy B z dobrymi efektami specjalnymi, a to przecież za mało jak na XXI wiek, kiedy to efekty mają wspomagać film, a nie być jego główną atrakcją. Katastrofa.

Scenariusz – pierwsze sceny przedstawiają nam (jak to zazwyczaj bywa w filmach o  trzęsieniach ziemi, wybuchach wulkanów, zabójczych tunelach czy złych kosmitach) głównych bohaterów – zwyczajnych ludzi, jakich wielu na całym świecie. Dzięki temu zabiegowi możemy się utożsamiać z postaciami, cieszyć się ich zwycięstwem, podziwiać męstwo i odwagę w krytycznych momentach. Dlatego widzimy Raya, który dobrym ojcem nie jest, a w dodatku żona 'podrzuca' mu dzieciaki – zbuntowanego nastolatka Robbiego oraz neurotyczną Rachel. Wspólne przeżycia zbliżają ich do siebie, tworzą więzi, a nawet uczucie. Całość podana jest łopatologicznie, topornie i z nachalnym moralitetem. Katastrofa.

Aktorstwo – Tom Cruise już dawno udowodnił, iż dobrym aktorem to on nigdy nie był i nie będzie. Ponieważ chyba zapomniała o tym reszta ekipy, partnerujący mu aktorzy starają się doścignąć gwiazdę. A co skusiło świetnego Tima Robbinsa do zagrania w tym filmie postaci, która wzbudza śmiech na sali? Chyba tylko sława reżysera, lub też inne, nieznane nam układy. Mam nadzieję, iż nie czytał on scenariusza wcześniej, bo inaczej to… Katastrofa.

Marsjanie – fakt, mają fajne gadżety, jednak wyglądają jak skrzyżowanie E.T. (czyżby jednak nie wrócił do domu, tylko poleciał na Marsa?) z Obcym. No i są wyjątkowo ślepe i głuche. Katastrofa.

Zakończenie – jak można było się domyślić, nikt nie ginie, wszyscy wracają cali i zdrowi do domu (śmiech na sali), żyją długo i szczęśliwie… a, i oczywiście kochają ojca. Katastrofa.

Jak widać film skonstruowany jest z bardzo podobnych klocków. Decyzję o pójściu do kina pozostawiam jednak widzom.

Premiery sierpniowe:

Pan i pani Smith (Mr. and Mrs. Smith)
Premiera: 05.8.2005
USA, 2004
Reżyseria: Doug Liman
Występują: Brad Pitt, Angelina Jolie, Adam Brody, Vince Vaughn, Peter Lavin

Film zdobywający popularność, bardziej ze względu na życie uczuciowe aktorów grających główne role, niż na wartość artystyczną.
Zdawałoby się, że państwo Smith są zwykłym, nudnym i znudzonym sobą małżeństwem. Jednak jak zawsze pozory mylą – obydwoje są zabójcami na zlecenie, którzy teraz otrzymali zlecenia zlikwidowania siebie nawzajem.

Wyspa (The Island)
Premiera: 26.8.2005
USA, 2005
Reżyseria: Michael Bay
Występują: Ewan McGregor, Scarlett Johansson, Djimon Hounsou, Steve Buscemi, Sean Bean, Michael Clarke Duncan

Futurystyczne obawy człowieka znów są tematem filmu.
Garstka wybrańców żyje w Orwellowskim państwie, kontrolowanym przez władze. Sny ich i marzenia zaprząta tajemnicza, utopijna wyspa – jedyny skrawek prawdziwego i naturalnego lądu. Lincoln postanawia dotrzeć i osiedlić się na wyspie, która jednak nie jest rajem na ziemi, a jej mieszkańcy są dawcami narządów, hodowanymi na potrzeby „państwa”.
Film wyreżyserowany został przez Michaela Baya, który jak dotąd wsławił się produkcjami o dużym zapleczu finansowym jak „Pearl Harbour” i „Armaggedon”, wiec i tym razem liczę jedynie na dobrą rozrywkę wizualną na dość średnim poziomie intelektualnym.

Skala ocen:

6 – wybitny (wiem, że do niego wrócę)
5 – bardzo dobry
4 – dobry
3 – całkowicie przeciętny
2 – oj, źle jest
1 – nie zbliżać się do kina! (gorzej być nie może)