Opinie o filmach, które goszczą w naszych kinach, a z różnych względów powinny być zauważone.

Hotel Ruanda (Hotel Rwanda)
Kanada, Wielka Brytania, Włochy, Republika Południowej Afryki, 2004
Reżyseria: Terry George
Występują: Don Cheadle, Sophie Okonedo, Nick Nolte, Antonio David Lyons, Joaquin Phoenix
Moja ocena: 5/6

Przejmujący do bólu film, przedstawiający bratobójczą wojnę w Ruandzie widzianą oczami kierownika hotelu, w którym to budynku schronienie znalazło ponad 1200 osób skazanych na śmierć (film oparty jest na faktach).

„Hotel Ruanda” wcina się głęboko do mózgu, nie sposób choć na moment oderwać się od ekranu. Świetnie zagrany (szczególne brawa dla Dona Cheadle), świetnie napisany i wyreżyserowany – każda scena jest idealnie taka, jaka powinna być – bez przesadnego sentymentalizmu; trochę nawet ostro i bez przygotowania zostajemy wrzuceni w ten okrutny świat i wraz z bohaterami modlimy się o pomoc dla uciekinierów.
Mnie szczególnie zapadł w pamięć jeden dialog, w którym główny bohater, Paul, dziwi się, iż nikt na świecie nie widzi ich tragedii, nikt nie interesuje się tysiącami zabijanych ludzi. Słuchający tego reporter stwierdza spokojnie, iż ludzie są już tak znieczuleni i „uśpieni”, że po wiadomościach o morderstwach spokojnie idą jeść kolację.

Zapewniam, że ten film zbudzi nas choć na moment z tego odętwienia i każe inaczej spojrzeć na informacje, które codziennie podawane nam są w mediach.

Gorąco polecam!

Historia Przemocy (A History Of Violence)
USA, 2005
Reżyseria: David Cronenberg
Występują: Viggo Mortensen, Maria Bello, Ashton Holmes, Heidi Hayes, Ed Harris, Willam Hurt
Moja ocena: 4/6

Film przedstawia kilka dni z życia przeciętnej amerykańskiej rodziny. Moment, w którym Tom zabija dwóch zawodowych morderców wprowadza przemoc w ten, zdawałoby się, normalny dom. Z ukrycia wychodzą skrywane przez lata tajemnice, każdy się zmienia i nic już nie ma szansy być takie samo.
Typowe dla Cronenberga – nic nie jest jednoznaczne, opowiedziane do końca, a to, co najważniejsze, pozostaje bez odpowiedzi.

Komornik
Polska, 2005
Reżyseria: Feliks Falk
Występują: Andrzej Chyra, Małgorzata Kożuchowska, Jan Frycz, Sławomir Orzechowski, Marian Dziędziel
Moja ocena: 3/6

Z każdym rokiem uświadamiam sobie, że nagroda na festiwalu w Gdyni wcale nie obiecuje dobrego filmu, przyznawana jest raczej „dla zasłużonych” – dla aktora, który zawsze gra tak samo, ale wcześniej go niedoceniano; dla reżysera, który debiutuje – nieważne, że film jest słaby; lub też dla powracających po latach, których przecież trzeba nagrodzić, gdyż kilkanaście lat temu byli wielcy. W przypadku „Komornika” mamy nagrodę wynikającą z trzeciego powodu – Feliks Falk, wielki w latach 70, teraz dopiero, jak sam mówi, znalazł scenariusz, który go zainteresował i skłonił do powrotu za kamerę. Zresztą wcale mu się nie dziwię – historia komornika (najbardziej znienawidzonej profesji w Polsce), który po śmierci jednego z dłużników nawraca się na drogę prawości i dobra mogłaby być ciekawym tematem.

Mogła … ale jednak się nie udało.
Pierwsza część filmu, ze względu na grę Andrzeja Chyry jako komornika Bohme oraz zdjęcia Bartosza Prokopowicza, przypomina wcześniejszy wspólny film tych panów – „Dług”. Bohme biega po bliżej nieokreślonym śląskim miasteczku ze skwaszoną miną i bez skrupułów udowadnia nam, jaki to on jest zły i bezwzględny (zajęcie sprzętu z intensywnej terapii na poczet szpitalnych długów itp.) a ponadto nie szanuje rodziny, przyjaciół, starych znajomych… Z ekranu płyną kolejne dowody na okrucieństwo Bohme, bardzo dosadne dowody, żebyśmy na pewno dobrze zrozumieli i nie mieli wątpliwości.
Ta część filmu, oprócz łopatologicznego przekazu była do obejrzenia. Jednak przemiana komornika w „dobrego człowieka” była już całkiem niestrawna. Jeszcze nachalniej pokazywano nam, jaki to Bohme się zrobił prawy (oddał figurkę Matki Bożej, przekazał pieniądze na leczenie chorej dziewczynki itd.) a jakbyśmy jednak nie zrozumieli, to komornik biegnąc nocą ciemna krzyczy „Jestem dobrym człowiekiem!”.

Nie wiem jak inni, ale ja naprawdę lubię, jak reżyser stara się wyobrazić sobie przyszłego widza jako istotę rozumną, może nawet trochę inteligentną, której nie trzeba wszystkiego dosadnie mówić i powtarzać, która umie sama wysnuć wnioski, ba, nawet lubi sama się domyślać, odkrywać tajemnicę i lubi jak koniec pozwala na dyskusję co do interpretacji… A takim natrętnym lekcjom moralności mówię głośne NIE.

Premiery listopadowe:

Frankie (Dear Frankie)
Premiera: 11. 11. 2005
Wielka Brytania, 2004
Reżyseria: Shona Auerbach
Występują: Emily Mortimer, Jack McElhone, Gerard Butler, Mary Riggans, Sharon Small

Frankie jest dziewięcioletnim chłopcem, którego ojciec od wielu lat żegluje na okręcie HMS Accra, dowodem podróży ojca są listy opisujące niesamowite przygody, które spotykają ojca w podróży. Jednak w rzeczywistości matka Frankego uciekła z nim od męża, gdy ten miał 3 lata i od wielu lat sama pisze listy do synka.
Życie tej pary zmienia się, gdy do portu w ich miasteczku przybywa prawdziwy okręt HMS Accra. Mama Frankiego musi szybko znaleźć mężczyznę, który przed jej synem odegra rolę ojca.

Harry Potter i Czara Ognia (Harry Potter and the Goblet of Fire)
Premiera: 25. 11. 2005
USA, 2005
Reżyseria: Mike Newell
Występują: Daniel Radcliffe, Emma Watson, Rupert Grint, Robbie Coltrane, Ralph Fiennes, Michael Gambon, Brendan Gleeson, Jason Isaacs, Gary Oldman, Miranda Richardson, Alan Rickman, Maggie Smith, Timothy Spall

Nie mogłam sobie odpuścić tej przyjemności – informuję, że w kinach pojawi się czwarta część przygód słynnego czarodzieja Harrego Pottera.

Tym razem za kamerą stanął Anglik – Mike Newell, najbardziej znany z filmu „Cztery wesela i pogrzeb”. Ponieważ jego filmy zawsze są piękne plastycznie (jasne kolory, przystojni aktorzy, wszystko cudne i cukierkowe), opowiadane dość prosto i bez uciekania w metafory, wnioskuje z tego, iż również „Harry Potter i Czara Ognia” zbliży się bardziej do stylistyki „HP i komnaty tajemnic” niż do ostatniego tomu, sfilmowanego przez Alfonso Cuarón. Jestem pewna, że wyjdzie to tylko filmowi na dobre, jako że nie należy zapominać, iż Harry Potter jest bajką dla dzieci, dzieci, które lubią się bać, ale jednak nadal dzieci, natomiast wersja Cuaróna stanowczo nie była adresowana do najmłodszej widowni.

Jak w niebie (Sa som i himmelen)
Premiera: 04. 11. 2005
Szwecja, 2004
Reżyseria: Kay Pollak
Występują: Michael Nyqvist, Frida Hallgren, Axelle Axell, Verena Buratti, Niklas Falk

Utalentowany dyrygent po przebytym zawale wraca do rodzinnego miasteczka, aby „podreperować zdrowie”. Przypadkiem słyszy próbę chóru kościelnego, udziela kilku rad, a kilka dni później zostaje poproszony o prowadzenie śpiewaków. Z dnia na dzień chór staje się jego pasją, drugą rodziną, pojawiają się jednak również wrogowie.

Skala ocen:

6 – wybitny (wiem, że do niego wrócę)
5 – bardzo dobry
4 – dobry
3 – całkowicie przeciętny
2 – oj, źle jest
1 – nie zbliżać się do kina! (gorzej być nie może)