Opinie o filmach, które goszczą w naszych kinach, a z różnych względów powinny być zauważone. 


Jedwabna opowieść (Brodeuses)
Francja, 2004
Reżyseria: Éléonore Faucher
Występują: Lola Naymark, Ariane Ascaride, Jackie Berroyer, Thomas Laroppe, Marie Félix
Moja ocena: 5/6

Delikatny, ulotny i zmysłowy, jak hafty głównych bohaterek, jest film Jedwabna opowieść.

Nie można było zresztą inaczej, jak ze smakiem i wyczuciem, przedstawić historię dwóch kobiet, jakże inaczej doświadczonych przez los, a mimo to znajdujących się w podobnych sytuacjach życiowych – Pani Mélikian właśnie straciła dziecko, dorosłego syna, dla młodej Claire ciąża i pojawiające się nowe życie jest końcem jej biednego i smutnego, jednak w miarę stabilnego życia. Każda z nich nie wyobraża sobie przyszłości, boją się samotności. To, co sprawia, że odnajdują sens życia, to wspólna pasja – haft, która powoli zbliża je do siebie, odsuwając lęki i cienie przyszłości.

Pomimo trudnej tematyki, która łatwo mogła być zadeptana przez frazesy, filmowi daleko jest od banału i powierzchowności. Wynika to pewnie z wielu niedomówień (które kocham w takich filmach najbardziej), gry obrazami i pozornie zwykłymi scenami, a przede wszystkim wielkiemu skupieniu głównych aktorek, stwarzających na ekranie genialny duet.

   Jedwabna opowieść wywołała u mnie zarówno łzy, jak i nieśmiały uśmiech; po wyjściu z kina pozostała zaduma. Dlatego nie waham się ten nazwać film wielkim dziełem, a także polecić go każdej kobiecie i co wrażliwszym mężczyznom.

 

Królestwo niebieskie (Kingdom of Heaven)
USA, Maroko, 2005
Reżyseria: Ridley Scott
Występują: Orlando Bloom, Eva Green, Liam Neeson, Jeremy Irons
Moja ocena: 2/6

Pierwsze pytanie, jakie nasunęło mi się po 10 minutach filmu to: o co tu chodzi?

Historia Baliana, który w ciągu pięciu minut filmu traci żonę i synka, zyskuje ojca, zabija księdza oraz stwierdza, że jednak warto podążyć za ojcem i walczyć przy jego boku, wydała mi sie nader naciągana, a przede wszystkim skrótowo opowiedziana. Takie uczucie nie opuszczało mnie już do samego końca – film na ekranie się toczył, a ja cały czas nie wiedziałam, o co chodzi, kiedy Balian weźmie za żonę siostrę króla, a przede wszystkim kiedy ocali kraj (jakikolwiek to byłby kraj).
Doszłam nawet do wniosku, że ilość wątków zawartych w tym filmie starczyłaby spokojnie na 10-odcinkowy serial telewizyjny… i szkoda tylko, że Scott nie wpadł na ten sam pomysł. Może wtedy spokojnie mógłby zacząć, rozwinąć i zakończyć każdy wątek, a nie po łebkach skakać między nimi.

Jeżeli zaś chodzi o aktorstwo… z tym było jeszcze gorzej, niż ze scenariuszem. Orlando Bloom jest bardzo przystojnym mężczyzną, ale aktor z niego mizerny. Widzę, że chłopak się naprawdę stara, ale niestety, odrobina talentu bardzo się przydaje, a ilość zagranych ról nie przekłada się na jakość gry aktorskiej. Każde zdanie wypowiadane przez Baliana brzmiało jak patetyczny frazes… no, ale może w sumie to nie wina Blooma, tylko nadal scenariusza.
Z resztą aktorów było tylko ciut lepiej, na szczęście jedni mówili mniej, a inni (teoretycznie główni) nie mówili prawie wcale, mieli tylko ładnie wyglądać i robić smutne miny (patrz Eva Green).

Podsumowując – film jest kompletnie nieudany, nudny, zmanierowany i z dużymi, niespełnionymi ambicjami.
Radzę omijać kino szerokim łukiem, ewentualnie brać poduszkę i … miłych snów :-).


5×2 pięć razy we dwoje (5×2 cinq fois deux)

Francja, 2004
Reżyseria: François Ozon
Występują: Valeria Bruni Tedeschi, Stéphane Freiss, Géraldine Pailhas, Françoise Fabian, Michael Lonsdale
Moja ocena: 5/6

Film przedstawia 5 najważniejszych scen z życia jednej pary, jednak, jak już sugeruje tytuł, nie obracamy się wokół pary jako całości, ale wokół dwojga ludzi, na pewien czas związanych małżeństwem.

Sposób opowiadania ich historii jest zaskakujący – sceny z życia pokazane są w odwróconej chronologii. Pierwszą sceną jest rozwód Marion i Gilesa, potem dopiero narodziny dziecka, ślub i wzajemne poznanie.
Wydawałoby się, iż sceny te są najważniejszymi i najbardziej zbliżającymi momentami w małżeństwie dwojga ludzi, jednak w ich przypadku każda z tych chwil była kolejnym etapem samotności we dwoje. Uczucie, które było na początku, powoli zamieniało się w przyzwyczajenie, a „kochanie” – w stosunki małżeńskie. Nie można tu winić żadnej ze stron, samotność siedziała w każdym z nich – Giles największą uwagę zwracał na cielesność i ulotne rozkosze, Marion wychowała się w rozbitym domu i chcąc nie chcąc powielała ten schemat.
Marion i Giles nie są kimś wyjątkowym, ani specjalnie przystojni, ani mądrzy – są dokładnie tacy, jak większość z nas. Dlatego film tak bardzo dociera do naszego wnętrza, odzwierciedla wszystkie nasze obawy i lęki samotnych wieczorów.

Film daje do myślenia, pozostawia wiele pytań, na które w scenariuszu mamy czyste i klarowne odpowiedzi (czy aby na pewno?), jednak w naszym życiu na zawsze zostaną one opatrzone znakami zapytania.

Wybrane premiery czerwcowe:

Sin City – Miasto grzechu (Sin City)
Premiera: 17.6.2005
USA, 2005
Reżyseria: Frank Miller, Robert Rodriguez
Występują: Bruce Willis, Mickey Rourke, Josh Hartnett, Elijah Wood, Michael Madsen, Benicio Del Toro

Adaptacja kultowej już serii komiksów „Sin City” Franka Millera.
Głównymi bohaterami są Marvin, który po spędzonej wspólnie nocy znajduje swoją kochankę martwą i postanawia odnaleźć mordercę; Dwight, chroniący prostytutki przed skorumpowanym gliną oraz Hartigan, którego znajoma prostytutka staje się celem psychopatycznego mordercy. Film utrzymany jest w ściśle komiksowym stylu, nie odbiegającym klimatem od rysunkowego pierwowzoru.

W ostatnim czasie coraz większym zainteresowaniem cieszą się adaptacje komiksów. Część z nich (Superman, Spiderman) jest produktem dla mniej wysmakowanego widza, coraz częściej na ekran trafiają jednak perełki filmowe, takie jak Hellboy czy Batman reżyserowane przez świetnych twórców, starających się pamiętać cały czas o komiksowym pochodzeniu swojego dzieła. Dzięki temu możemy delektować się wysublimowaną scenografią, ciekawą treścią a przede wszystkim odrobinę bajkowym, jednak dużo mroczniejszym klimatem.

Na naszych oczach postaje nowy gatunek filmu opartego na komiksie, którego Sin City jest idealnym reprezentantem.

 

Człowiek pies (Unleashed)
Premiera: 17.6.2005
Francja, USA, Wielka Brytania, Hong Kong, 2005
Reżyseria: Louis Leterrier
Występują: Jet Li, Morgan Freeman, Bob Hoskins, Kerry Condon, Andy Beckwith

Opowieść o Dannym, wychowanym przez swojego „Pana”- Barta na perfekcyjną maszynę do walki, traktowanego jak pies, z obrożą na szyi. Kiedy po wypadku Danny budzi się w szpitalu, nie ma koło niego „Pana”, a jedynie niewidomy pianista. Danny uczy się być człowiekiem, poznaje ludzkie uczucia, aż do czasu, kiedy „Pan”  zaczyna się dopominać o niego.

Film zrealizowano z dużym rozmachem, zatrudniono dobrych aktorów – w roli Barta widzimy Boba Hoskinsa, który na przekór swojemu wizerunkowi wciela się w chciwego i pozbawionego wszelkich uczuć człowieka.


Skala ocen:

6 – wybitny (wiem, że do niego wrócę)
5 – bardzo dobry
4 – dobry
3 – całkowicie przeciętny
2 – oj, źle jest
1 – nie zbliżać się do kina! (gorzej być nie może)