PJ Harvey
Uh Huh Her
Universal Island Records 2004

Polly przeszła długą drogę od swojego debiutanckiego albumu „Dry” do dźwięków, jakie prezentuje na swoim najnowszym krążku „Uh Huh Her”. Rozwój muzyczny szedł w parze ze zmianą image’u. PJ pozbyła się swojego obcisłego, różowego kostiumu, zmyła groteskowy makijaż i na płycie z 1998 roku „Is This Desire?” zaprezentowała fanom swoje wygładzone, stonowane oblicze. Następnie przyszła kolej na album z 2000 roku „Stories From The City, Stories From The Sea”, który stanowił połączenie agresywnych brzmień pierwszych albumów artystki z liryzmem, jaki stopniowo przebijał się przez ścianę potężnych, gitarowych dźwięków.

Natomiast rok 2004 to rok „Uh Huh Her”. Jest to pod wieloma względami płyta szczególna. Poprzedzona czteroletnią ciszą ze strony artystki, jeszcze przed ukazaniem się wzbudzała zrozumiałe nadzieje i obawy. Jednak zastanawianie się czy Polly Jean jest w stanie nagrać drugie „Stories From The City…” jest rozumowaniem błędnym. „Uh Huh Her” jest bowiem muzyczną opowieścią stworzoną przez artystkę, która z pozornie wyeksploatowanych środków potrafi wyczarować własne, niepowtarzalne brzmienie.
Utwory tworzą harmonijną całość, a mimo to, a może właśnie dzięki temu, można wyróżnić kilka wyjątkowych fragmentów. W „Shame” głos Polly zdaje się załamywać na granicy płaczu, aby następnie przemienić się w agresywny krzyk w „Who The Fuck?”. „The End” okazuje się drobnym, instrumentalnym pożegnaniem, a „The Slow Drug” i „The Desperate Kingdom of Love” wyszeptanymi zwierzeniami. Wreszcie, jest na tej płycie delikatnie narastające, żarliwe „You Come Through”, w którym Polly Jean śpiewa o miłości w sposób, który jest nie do wyobrażenia na jej pierwszych płytach.

Przebywanie w muzycznym świecie PJ Harvey jest równoznaczne z odnajdywaniem nowych elementów jakie pojawiają się w jej twórczości oraz podziwianiem talentu, z jakim łączy ona rockowe korzenie z własną muzyczną wrażliwością. W ten właśnie sposób każdy nowy album PJ staje się wyzwaniem zarówno dla artystki, która, aby się rozwijać musi eksperymentować, jak i dla słuchacza, który jednocześnie chce być zaskoczony i uspokojony.
Na „Uh Huh Her” Harvey osiąga niemalże idealne proporcje w harmonizowaniu nowych elementów ze swoim charakterystycznym, niepokornym brzmieniem. Dlatego też z wielką niecierpliwością czekam na jej następną płytę, by przekonać się, w którą stronę podąży artystka (i mam cichą nadzieję, że czeka mnie duża niespodzianka).  Co dalej, Polly Jean?

PJ Harvey
Uh Huh Her
The Life and Death of Mr Badmouth/Shame/Who The Fuck?/Pocket Knife/The Letter/The Slow Drug/No Child of Mine/Cat on the Wall/You Come Through/It’s You/The End/The Desperate Kingdom of Love/The Darker Days of Me and Him