Piotr Dumała
Gra w żyletki
Wydawnictwo Małe, 2000

Piotra Dumały przedstawiać chyba nie trzeba. Tego znanego reżysera i scenarzystę filmów animowanych, obsypywanych nagrodami na prestiżowych festiwalach filmowych, niekiedy określa się wręcz mianem postaci kultowej (vide: Dorota Szwarcman, Wprost, 26 marca 2000). Trudno się z tym nie zgodzić.

Sama należę do osób, którym Dumała uzmysłowił, iż film animowany to nie tylko bohaterowie z dzieciństwa – Reksio czy Bolek i Lolek. Takie obrazy jak Franz Kafka, tudzież dwa oparte na twórczości Dostojewskiego majstersztyki Łagodna oraz Zbrodnia i kara dowodzą, że animacja może na równi konkurować z filmem aktorskim, a czasami nawet go swą wirtuozerią w budowaniu klimatu oraz przekazywaniu treści przewyższać.

Mało osób jednak wie, iż Piotr Dumała to także pisarz. Gra w żyletki to jedyny jak dotąd wydany zbiór opowiadań, które wyszły spod pióra tego utalentowanego twórcy. Właściwie słowo opowiadanie to ciut za dużo, gdy wziąć pod uwagę rozmiar twórczości, z którą stykamy się biorąc ów tomik do ręki. Na opisanie tego, czym raczy nas Dumała, lepiej nadaje się nazwa krótka forma prozatorska bądź miniatura prozą. Niektóre z nich bowiem zamykają się w granicach jednego akapitu.
Tom podzielony jest na sześć części. Trzy pierwsze noszą nazwę opowieści, kolejna zaś to szereg miniscenariuszy do poszczególnych odcinków programu telewizyjnego z serii Doktor Charakter przedstawia. Następnie mamy do czynienia z Dialogami Wariackimi, a zbiór zamyka coś na kształt pamiętnika w 38 odsłonach pod tytułem Kamień, Drewno, Deszcz.

Prozę Dumały cechuje podobny klimat jak jego filmy. Groteska, surrealizm, częste odwołania do marzeń sennych, a także własnych doświadczeń i przeżyć są tu na porządku dziennym. W Grze w żyletki mamy na przykład świnię, która zamienia się w syrenę, wyposażony w mózg palec u nogi, który kieruje poczynaniami swego właściciela, podróże w czasie do lat młodzieńczych, świętego uwodzącego niewinną wieśniaczkę czy namiętnego gracza w żyletki. Niektóre z jego opowieści mogą nawet wzbudzić w niektórych z nas coś na kształt dysonansu poznawczego – gdy, przykładowo, dowiemy się, co tak naprawdę stało się z Kopciuszkiem, jak w dawnej Polsce rozwiązywano problem niedoboru mięsa i wędlin, albo dlaczego Japończycy mają skośne oczy. Przeczytawszy Katar. Opowieść z Düsseldorfu niektórzy pewnie dwa razy zastanowią się, nim z impetem kichną. Z kolei Niezwykły przypadek Pana D. Opowieść z ulicy Wolskiej odpowie na pytanie, jak można zostać zawodowym płaczkiem prawie nigdy nie płacząc. Interesująco wypada tu także przeróbka Opowieści zimowej Charlesa Dickensa. Z kolei najdłuższa objętościowo część niniejszego tomu, czyli Kamień, Drewno, Deszcz to nie tylko swoiste odkrywanie przed czytelnikami własnego wnętrza, lęków i obaw; to także fantastyczny opis otaczającego świata widziany oczyma wrażliwego na piękno artysty.

Na koniec dodam jeszcze, iż całość zdobią świetne rysunki własnoręcznie wykonane przez autora Gry w żyletki.