Ota Pavel
Śmierć pięknych saren
Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, 1998
Tłum. Andrzej Czcibor-Piotrowski/Józef Waczków

 

Można napisać, że to powieść o łowieniu ryb.

Można dodać, że jest to historia pewnego dzieciństwa i młodzieńczego zachłyśnięcia się życiem. Jest to również opowieść o mamusi i tatusiu, o wielkich tłustych karpiach, chytrych węgorzach, o psie Holanie, który polował na jelenie i o tym jak narrator zginął/nie zginął na rybach.

A zatem to także powieść o śmierci.
Pavel to jeden z nielicznych pisarzy, którzy nie muszą używać konkretnego słowa, aby w pełni wyrazić jego znaczenie. Okres dzieciństwa bohatera „Śmierci pięknych saren” staje się sensem istnienia, a poprzez wspomnienia narrator odkrywa pustkę swojego dorosłego życia.

Oszałamia język tej historii. Gawędziarski, pozornie infantylny, lekko unosi czytelnika w rejony dzieciństwa narratora, nad spienione rzeki i głębokie stawy – tam, gdzie przyszło mu łowić najpiękniejsze ryby. Ale jednocześnie język ten staje się porażającym narzędziem w opisywaniu koszmaru wojny i nadciągającej Zagłady, która nagle ogarnia rodzinę bohatera. Wobec narastającego poczucia osaczenia – w chwili, kiedy bracia narratora zostają wysłani do obozu koncentracyjnego, zaś on po raz pierwszy doświadcza grozy wojny – łowienie ryb staje się znakiem walki o przetrwanie.

Czas po wojnie okazuje się pasmem rozczarowań. Dorosłość nie przynosi odpowiedzi na większość dziecięcych pytań, zaś powrót nad znajome brzegi rzek staje się pełną bólu podróżą wstecz do czasów beztroski. Wreszcie przychodzi załamanie i próba podniesienia się:

„Dziesiątki razy chciałem odebrać sobie życie, gdy już nie mogłem dłużej wytrzymać, ale nigdy tego nie zrobiłem. Pewnie w podświadomości pragnąłem jeszcze jeden raz pocałować usta rzeki i łowić srebrne ryby. To właśnie jako rybak nauczyłem się cierpliwości, a wspomnienia pomagały mi żyć.”

To jest ostatni akapit Śmierci pięknych saren.