Orhan Pamuk
Śnieg
Kar
tłum. Anna Polat
Wydawnictwo Literackie, 2007

W dobie literatury pospiesznej Śnieg Pamuka jawi się jako kuriozum. Opasła powieść zeszłorocznego noblisty brnie poprzez śniegowe zaspy, ciągnąc za sobą oszołomionego bielą czytelnika. Ten zachwyt udziela się również poecie Ka, który przybywa do prowincjonalnego miasteczka Kars, aby napisać reportaż o samobójstwach tamtejszych dziewcząt.

Jak w każdej dobrej powieści, banalne szczegóły szybko ukazują swoje drugie i trzecie dno, stając się pretekstem dla obszernych dywagacji. Pamuk mocuje się z tematem bez dna, jakim jest kondycja współczesnej Turcji, mieszając polityczno-kulturową wizję społeczeństwa z sytuacją artysty, z jego poczuciem wyobcowania i strachem przed szczęściem. Pod grubym śniegowym płaszczem kryje się dramat kraju rozdartego pomiędzy teokracją a sekularyzmem.

Ostry podział na „naszych” i „waszych” widoczny jest przede wszystkim w konflikcie pomiędzy młodymi radykałami a starszym rozgoryczonym pokoleniem, miastem a prowincją, czy też przede wszystkim w sytuacji kobiet, żyjących w patriarchalnym, zafascynowanym przemocą społeczeństwie. Jest jeszcze dramat emigrantów, których reprezentantem jest Ka, naturalny outsider w hermetycznym Karsie. Miasteczko to pole badawcze Pamuka, kraj w miniaturze, którego ster wyrywają sobie dwie bojowe frakcje światopoglądowe, a dla ludzi niezdecydowanych i słabych jak sfrustrowany poeta miejsca po prostu już nie ma.

Wreszcie, co wydaje się szczególnie istotne w przypadku bohatera-poety, Śnieg skonstruowany jest ze słów o wielkiej sile rażenia. A ta wiara w powagę słowa, jak i szacunek dla przekazywanej treści, wywarł największe wrażenie na tak zblazowanej czytelniczce jak autora tej recenzji.