Katy Gardner
Dar Syreny
The Mermaid’s Purse
Tłum. Grażyna Jagielska
Wyd. Amber
Złota Seria – Biblioteka Dobrych Książek
Warszawa 2004, str. 230

Każdy z nas nosi w sobie demona przeszłości – istotę z ciemnej strony życia – nasze najgorsze wspomnienie. Może być ono związane z traumatycznym przeżyciem  z dzieciństwa (takim jak przemoc rodzinna czy molestowanie seksualne) rzutującym na całe nasze dorosłe życie, ale może być też największym wstydem, porażką, odtrąceniem, napiętnowaniem psychicznym czy publicznym poniżeniem. Nie ma znaczenia czy dotyczy to spraw wielkich czy pozornie drobnych epizodów.  Dla każdego, kogo to dotyczy, jego demon ma najstraszniejsze oblicze i rani równie dotkliwie bez względu na siłę rażenia danego czynu. Nie istnieje skala ocen bolesnych zdarzeń; gdyby była, zawsze pokazywałaby maksimum. Nigdy tak do końca nie wiemy, kiedy znów się uaktywni potok najgorszych wspomnień i zburzy pozorny spokój ducha.
Złe wspomnienia w jednym przypominają dobre niespodzianki. Tak jak one, pojawiają się niekontrolowanie i nagle. Niestety ich następstwem są już skrajnie różne emocje. Demony przeszłości nie pytają o przyzwolenie, nie zapowiadają się. Są istotami nieprzekupnymi i nie wchodzą w żadne negocjacje. Kiedy już dochodzą do głosu, tylko one dyktują warunki. Stając z nami twarzą w twarz pozbawiają nas całej siły. Jesteśmy wówczas jak małe bezbronne dzieci skulone pod karzącą dłonią bolesnych zdarzeń. W takich chwilach dawne koszmary na powrót stają się rzeczywistością. Egzystują w zapachach, miejscach, ludziach, dotyku. Okrutna podróż w czasie powoduje pękanie z trudem gojących się ran w naszej psychice. Czasami lata pracy nad sobą idą na marne. Wielu z nas już dawno się przekonało, że bardzo trudno znaleźć lekarstwo na ból. Zwłaszcza, gdy nie jest on zlokalizowany w chorym ciele, ale w naszej psychice.

Wszyscy jesteśmy ludźmi, lecz osobno stanowimy różne wszechświaty ukształtowane w specyficznych warunkach. Toteż jedno rozwiązanie nie zawsze przynosi taki sam skutek. Dla jednych zmierzenie się z przeszłością i powrót do pewnych miejsc oraz osób może mieć działanie terapeutyczne; ale są i tacy, którzy ponownie stając w sytuacji ofiary i oprawcy, nie poczują ulgi ani wyzwolenia się. Zraniona psychika to trudny temat dla psychologów i terapeutów i zawsze wymaga indywidualnego podejścia. Także w literaturze. Wybranie go na istotny element powieści to na pewno akt odwagi, ale może okazać się w ostatecznym rozrachunku rzuceniem się z motyką na słońce. Są jednak pisarze nie bojący się stawiać sobie poprzeczki niemal ponad miarę swych możliwości. Walce ze skrywaną w sobie przeszłością poświęciła Katy Gardner powieść Dar Syreny. Autorka wzięła na swoje barki temat potwornie trudny, choć dość często eksploatowany. W takiej sytuacji można mieć obawy czy wciąż – jakby nie było – początkująca pisarka podoła temu zadaniu. Czy będziemy w stanie identyfikować się z bohaterami i poczuć, że są prawdziwi. Sprostać wyznaczonemu celowi byłoby ogromnym zwycięstwem. A to się autorce Daru Syreny jak najbardziej udało. Nie przeceniła swych sił i w efekcie mamy do czynienia z głęboko prawdziwą i złożoną psychologicznie powieścią. Powstała książka, która poruszy każdego – jestem o tym głęboko przekonana.

Druga powieść Gardner (po jej spektakularnym debiucie w 2002 r. Pożegnaniem z Gemmą (Losing Gemma) potwierdza jej opinię mistrzyni współczesnej brytyjskiej powieści psychologicznej. Od samego początku tego mrocznego thrillera o winie z przeszłości, która czeka na dzień ujawnienia i rozgrzeszenia, pisarka oczarowuje trafnością budowania postaci – oddanych ze znawstwem i doświadczeniem wprawnej terapeutki. Sukces tej historii tkwi – obok stworzenia postaci z krwi i kości – także w intrygującej i chwilami bardzo mrocznej fabule, budzącej równe emocje co wewnętrzne cienie płożące się na psychice bohaterów. Dar Syreny to książka, o której nie wypada dużo mówić, bo mnogość zagadek piętrzących się wokół kręgosłupa tej opowieści jest tylko zaletą. A ujawnianie którejkolwiek z nich zepsułoby radość bycia zaskakiwanym. Myślę, że niewielu czytelników – jeśli w ogóle tacy się znajdą – odkryje choćby połowę wszystkich „atrakcji”, jakie szykuje nam Gardner w wielkim finale. Epilog sprawnie układa puzzle porozrzucane w poszczególnych rozdziałach. Autorka zadbała o to, abyśmy nie poczuli się porzuceni u kresu tej opowieści, toteż uzyskujemy odpowiedzi na liczne zagadki oraz klarowny obraz całości.
Rozszyfrowane tajemnice złożą się w historię o ludziach, którzy cierpieli z powodu złych doświadczeń z dzieciństwa i niemożności szczerego porozumiewania się ze sobą nawzajem. Wszyscy jesteśmy tylko czyimś wyobrażeniem – zdaje się nam mówić Gardner. Nasze prawdziwe „ja” rzadko bywa powszechnie akceptowane. Nakładamy różnorodne maski albo bezwiednie nam się je narzuca już od najmłodszych lat, za naszą potulną zgodą. Odreagowaniem wiecznego ukrywania się ze swymi prawdziwymi myślami są dramatyczne decyzje jakie podejmujemy dla szczęścia innych, a z których próbujemy się potem latami oswobodzić. Zdarza się, że wierzymy, iż samodzielnie damy sobie ze wszystkim radę. Często jednak życie pokazuje nam, że pomoc tkwi nie w nas samych, ale w drugim człowieku, którego początkowo często odbieramy zupełnie inaczej.
Gardner, wprowadzając nas stopniowo coraz głębiej w psychikę swych bohaterów, przewróci świat swej powieści do góry nogami. Pokaże, jak łatwo ulec złym sądom, jak łatwo zasugerować się niesprawdzonymi informacjami, jak szybko upadamy pod ostrą krytyką innych.

Dar Syreny to lektura podchodząca pod nurt tzw. prozy akademickiej, ale z elementami thrillera i powieści psychologicznej. Poznajemy w niej los Cass – nauczycielki uniwersyteckiej wykładającej metodykę historii. Doszła właśnie do takiego etapu w życiu (skończone 30 lat, finansowa niezależność, wieloletni związek), w którym musi dokonać kilku ważnych wyborów, mających określić całą jej przyszłość jako kobiety i pracownika nauki. Postanawia wyjechać z Londynu, w którym od lat uczy i żyje w wolnym związku z ukochanym Mattem. Dziewięć lat wspólnego mieszkania sprawia, że czuje się w tym układzie bezpieczna, bo poznała już wszystkie atuty i wady swego partnera. Na nową placówkę i kolejną stację na drodze życia obiera nadmorskie Brighton. Matt – przeciwny jej przenosinom i rozstaniu na bliżej nieokreślony czas – odwozi Cass do zapuszczonego małego mieszkanka i dość chłodno żegna się. Odtąd mają się widywać jedynie w weekendy w Londynie. Przenosiny nad morze, jej ostatnia rozmowa z ukochanym i nieznane środowisko uniwersyteckie budzą w Cass wiele obaw i są pożywką dla uśpionych demonów przeszłości. W jej przypadku Brighton było od początku karkołomnym wyborem, bowiem kobieta wręcz alergicznie nie znosi morza, a jego pobliskość budzi najgorsze z możliwych wspomnienia. Sytuacja rodzinna Cass też jest nieciekawa. Sama zerwała lata temu kontakt z matką i bratem – tuż po śmierci ojca. Matt był dotąd jej całym światem, z nim wiązała swą przyszłość. Rozstanie uświadamia jej jednak, że niekoniecznie idealnie do tej wizji pasuje. Głębokie rysy zaczynają pojawiać się również na ich związku. Odległość nie scementowała ich znajomości. Wszystko odwraca się przeciwko Cass i zaczyna niszczyć także jej naukową karierę.

Główna akcja rozgrywająca się w campusie w Brighton przeplata się z, bardzo znaczącymi dla zrozumienia decyzji bohaterki, obrazkami z przeszłości: dzieciństwa, dojrzewania, okresu buntu i kryzysu rodziny po śmierci ojca. A wszystko zdobi otoczka tajemnic, dziwnych zdarzeń, niedopowiedzeń i grozy. Cass zaczyna otrzymywać niepokojące e-maile, ciszę jej nowego mieszkanka przeszywają nocne głuche telefony i milczące połączenia rejestrowane na automatycznej sekretarce, zajęcia ze studentami nie układają się po jej myśli, na dodatek jedna z studentek za bardzo próbuje się z nią spoufalać i zaprzyjaźniać, a najzdolniejszy student z grupy wydaje się psychicznie ją nękać i rozpuszczać po uczelni nieprawdziwe plotki. Żeby było trudniej, Cass dostrzega nocą jakiś cień za oknem, który wydaje się jej zakamuflowaną męską sylwetką (natomiast po campusie krążą wieści o grasującym w okolicy gwałcicielu i mordercy). Atmosfera napięcia i osaczenia budzi jej wewnętrzne upiory przeszłości. Bliskość morza, które Cass widzi nawet z okien mieszkanka, sprzyja zapadaniu w depresję i w odrzucone kiedyś z pamięci wspomnienia. Wszystko, co budziło jej lęki, odnalazła w nowej pracy. Podejmując decyzję o wyjeździe z Londynu nie przypuszczała, że będzie musiała stawić czoło wydarzeniom sprzed lat, o których nikomu nie mówiła (także Mattowi) chowając potężny bagaż emocji w odległe zakamarki psychiki. Kolejne wydarzenia na uczelni sprawiają, że to z czym starała się walczyć, powróci i po raz pierwszy ujrzy światło dzienne.

Jak już wspomniałam Katy Gardner poradziła sobie z tematem i formą powieści znakomicie. Dar Syreny zdaje się nowatorski, świeży, ale przede wszystkim powieść zaskakuje i nie nuży. Na dodatek każdy z rozdziałów zaczyna się tajemniczym fragmentem listów pisanych do matki. Wszystko złoży się w przejrzystą całość w finale. Poprzez genialne stopniowanie grozy Dar Syreny to jedna z tych książek, której treść pragnie się mimo zmęczenia poznać w jedną noc. Dla mnie osobiście wielkim jej atutem jest precyzyjne i bardzo realistyczne nakreślenie Brighton oraz perfekcyjnie oddany klimat miejscowości nadmorskiej. Ponieważ – wręcz odwrotnie niż Cass – kocham morze, rozsmakowywałam się w naprawdę genialnych opisach miejsc, pozwalających czuć zapachy, słyszeć głosy – wręcz oddychać bryzą znad morza.

Szukając informacji o autorce, szybko odkryłam dlaczego akcję powieści osadziła właśnie w Brighton i tak mistrzowsko oddała szczegóły. Otóż Gardner mieszka z mężem i trójką dzieci właśnie w tej znanej miejscowości na południu Anglii. Podobnie jak jej bohaterka, na co dzień jest nauczycielem akademickim. Pisarstwo to jej poboczne zajęcie. Wykłada antropologię na University of Sussex i publikuje prace o religiach w Indiach i Bangladeszu. Zdobyte w nauczaniu i badaniach doświadczenia doskonale wplata w pisane książki. W ubiegłym roku opublikowała trzecią – i jak na razie ostatnią powieść – pt. Hidden (w Polsce jeszcze nie wydana). Wierzę, że na tym nie skończy się literacka kariera jednej z najlepszych młodych brytyjskich debiutantek ostatnich lat. Krytycy zgodnie podkreślają, że Katy Gardner – jak mało który prozaik – sprawnie i wirtuozersko łączy głębię psychologiczną postaci z próbami wnikliwego zanalizowania relacji międzyludzkich – zwłaszcza w tych najtrudniejszych, bolesnych kwestiach.

Czytelnicy na całym świecie lubią, gdy straszy się ich rzeczami codziennymi, kiedy groza tkwi w naszych domach, rzeczach codziennego użytku, związkach z partnerami i wspomnieniach. Zgodnie z tą zasadą buduje swój literacki sukces także Gardner. Nie potrzebuje potworów z innego wymiaru ani metafizycznych rozwiązań, aby przerazić nas do szpiku kości. Ale pocieszające w jej widzeniu świata jest też to, że zło które na nas czyha oraz demony ludzkich dusz mogą zostać ujarzmione. Trzeba tylko odnaleźć właściwe rozwiązanie albo spotkać na swej drodze odpowiednie osoby. Bohaterka Daru Syreny ma to szczęście, podobnie jak wielu z nas. Może dlatego powieści Gardner robią takie wrażenie i zmuszają do wielu przemyśleń. Pokazują nie tylko problemy, ale i warianty rozwiązań i pogodzenia się z mroczną przeszłością, nie popadając przy tym w łzawy melodramat. Nad skutkiem różnych terapii musimy popracować już sami, ale na pewno książki Gardner dają nam coś ponadczasowego i cennego – nadzieję na okiełznanie naszych prywatnych strachów i skrywanej przed wzrokiem innych przeszłości. A to już wiele. Patrząc w ten sposób na literaturę jaką tworzy, na cele jakie sobie wciąż stawia, staje się jasne, że pisarka tej klasy będzie nam zawsze bliska i chętnie sięgniemy po to co ma do powiedzenia. Zupełnie od siebie dodam, niejako podsumowując wrażenia  z tej lektury, że dawno już żadna powieść nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Jest perfekcyjnie blisko prawdziwego życia, a jednocześnie mądrze próbuje leczyć nas ze skutków naszych najcięższych doznań, na które najczęściej nie mamy wpływu. Bardzo polecam tę mądrą i trzymającą w napięciu powieść.