Wybuchła nagle wielka granda
bo teatr porzuciła Janda.
Każdego dyrektora zmorki
że mu się skłócą dwie aktorki.
Wnet babcie po klozetach wieszczą
że one razem się nie zmieszczą.

Więc zaraz pachnie awanturą
po leninowsku: która którą?
Tak rozpoczyna się od nowa
wojna na miny, gesty, słowa.
Ty felietonem, to ja blogiem
to ta-tu znowuż monologiem.
Można, spierały się na łamach,
prostytuować się w reklamach?
Czy Jaracz mógłby za „co łaskę”
zachwalać tampon i podpaskę,
a Woszczerowicz z Warszawianki
przedstawiać mógłby nowe garnki?
Modjeska nago wpół – bez wstążki
telefoniczne czyta książki?
Junkers rajony przez Zelwera?
Toż to nóż w brzuchu się otwiera.
Czy wciskał maść do d. Osterwa?
Ech, daj Pan spokój, jestem w nerwach.
A Janda: to nie PRL
and I am a material girl”,
Zamiast latami rzucać grepsem
starczy zareklamować tepsę
Lub verde*. Wnet by panie schudły
gdyby złapały sie za kudły.

*

Cały ten zgiełk jak mało który
znów wciągnął masy do kultury.
Spiera się cieć z manikiurzystką
któraż to większą jest artystką.
Sołtys się skubie: cie choroba!
która się bardziej NIE podoba?
Szczepkowska z aktorskiego rodu
w skorupkę wsiąkła już od młodu.
Zaś Janda była (to się zdarza)
ambitną córką kolejarza,
lecz ciężką pracą nie bez bólów
żyje jak człowiek – wśród marmurów.
Aktorsko to się czasem wspina
aż do poziomu Seweryna.
Mało nie wzięli jej do „Dallas”,
zagrała nawet Marię Callas.
Wywieźli ją do er-ef-enu
– płakała nad brzegami Renu.
Bez obaw! Jak Wanda nie utonie
i wystąpiła w Babilonie.
Tam właśnie pośród pochwał, kares
ujrzała „mane, tekel, fares”

*

Rzecz się znalazła w takim stanie
– konieczne było głosowanie,
bo komedianci swoje racje
forują poprzez demokrację.
I się skończyły stawki o nic
toż komunizmu nastał Konic.
Janda wiedziona jakimś fatum
twarde stawiła ultimatum
i piękną wygłosiła mowę,
że będzie robić tu odnowę
bo gmin po mieście rozpowszechniał,
iż teatr ten nazbyt spowszechniał.
Rozgląda się – jej mina rzednie
to dla kolegów tantum brednie.
Chyba z jej głowy spadnie treska
jednak znalazła sie na deskach.
Patron teatru klimaty zna te
– każdy ma swoje Westerplatte.

*

Się porobiło, mocium panie
mur między aktorkami stanie.
I choćby Wajda zagrzmiał: zgoda!
to jedna drugiej nogę poda.
W Pałacu popłoch. Obie? Draka.
Jedna? Zabraknie na Kossaka.
Ten spór ma jednak strony dobre
bo bezrobotni na tę kobrę
zamiast rozpaczać nad swym losem,
z wpuszczonym w szczerbę papierosem,
teraz zajmują się kulturą:
która i kiedy skopie którą?
Lecz dam wam dobrą radę Klossa:
lepiej pilnujcie swego nosa.
Straci robotę? Nawet gdyby,
wciąż będzie łowić grube ryby.
Choć Jandzie, mówiąc między nami,
odbiła palma pod Kannami
gdy Melpomenie zrobi gest Ka
to reżyseria dla niej pestka.

*

Teatr ogromny. I tak patrzę
Co to się dzieje w tym teatrze.
Sześć stóp pod ziemią sadzę fraszki
starej steranej łysej czaszki.

*

Koniec tratata!
Kto to czytał – tego strata!

++++++++++

/* Wybaczcie gdy ktoś przy obiedzie
ale to verde capem jedzie