Daphne du Maurier
Moja kuzynka Rachela
My Cousin Rachel
Tłum. Zofia Uhrynowska-Hanasz
Wyd. Prószyński i S-ka
Seria: Biblioteczka pod Różą
Warszawa 2003, str. 304

Kilka miesięcy temu pisałam dla Pinezki o autobiografii kornwalijskiej pisarki Daphne du Maurier zatytułowanej Moje młode lata. Zabrałam się do poznania twórczości nieznanej mi wówczas pisarki dość nietypowo. Zamiast zapoznać się najpierw z jej dorobkiem, sięgnęłam w pierwszej kolejności po fakty z jej życia.

Po tamtej lekturze zapragnęłam przyjrzeć się z bliska dorobkowi tej pisarki. Postać Daphne  zafascynowala mnie już lata temu. Odkąd zaczęłam zaczytywać się literaturą brytyjską i irlandzką, wielokrotnie w przeróżnych opracowaniach natrafiałam na jej nazwisko.
Rzeczywiste powody tej fascynacji są dwojakie. Po pierwsze, pisarka żyła i tworzyła w Kornwalii – rejonie, który uważam za nieopisanie piękny skrawek nie tylko Wielkiej Brytanii, ale i w skali całego świata. Stąd zupełnie nie dziwi mnie jej umiłowanie do otoczenia w którym wzrastała oraz fakt, że miejsce gdzie żyła mogło mieć wpływ na decyzję o pierwszych literackich próbach. Po drugie, jej konotacje rodzinne wiodą ku wybitnym postaciom z rodu du Maurier, których losami również się interesowałam. Ojciec – sir Gerald du Maurier był znanym aktorem, reżyserem i producentem. Natomiast dziadek, George du Maurier, za życia święcił triumfy jako pisarz i popularny rysownik oraz ilustrator. To właśnie jego postać znacząco przewija się w fabularyzowanej biografii Henry’ego Jamesa pióra Davida Lodge’a. Błyskotliwa, choć nietypowa dla twórczości Lodge’a powieść – Autor, autor (Biblionezka – marzec 2005) – sporo miejsca poświęca Georgowi, który był bliskim przyjacielem wielkiego pisarza. Lodge, studiując źrodła mogące mu pomóc przy jej pisaniu, informacje o parze przyjaciół czerpał ze wspomnień wnuczki rysownika – Daphne.

Skoro Daphne dorastała w tak twórczej atmosferze, niemal skazana była w swym dorosłym życiu na zajęcie się zawodowo jedną z dziedzin sztuki. Zdecydowała się na pisarstwo. Dziś, poznając jej życiową drogę, myślę że dokonała najlepszej z możliwych decyzji. O początkach jej twórczości można poczytać we wspomnianej już biografii i wszystkich zainteresowanych tą barwną i kontrowersyjną postacią, odsyłam do tej książki. Daphne bazowała na prowadzonych w młodości Dziennikach. Autobiografia kończy się w latach 30 XX wieku – wtedy autorka wyszła za mąż i zakończyły się dla niej tytułowe młode lata.
Kolejne dekady obfitowały wydawaniem książek, pisanych dla licznej rzeszy miłośników jej prozy. W spadku kolejnym generacjom czytelników pozostawiła kilkanaście nadal chętnie czytanych powieści z pogranicza gatunków, które szybko osiągały status bestsellerów. Na sukces tych książek wpłynął fakt, że Daphne bardzo sprawnie łączyła thriller psychologiczny z romansem, kryminał z sagą rodzinną, historię Kornwalii z mitami i legendami przekazywanymi sobie wśród miejscowej ludności. Wydając kolejną powieść miała po swojej stronie wielbicieli co najmniej czterech gatunków literackich, których śmiało pozyskiwała doskonałymi i wciągającymi historiami, gdyż jednakowo swobodnie czuła się w każdym z nich. Zarówno w opisach przyrody, wnętrz, ubiorów czy życiowo trafnych, niewygładzonych dialogach celnie oddawała realia pór roku, pogodę, miejsca, charakter epoki czy wykreowywanych postaci. Każda z nich to mały majstersztyk psychologicznej głębi i, co szczególnie ważne, tyle samo uwagi poświęcała bohaterom pierwszoplanowym, co epizodycznym. Jej postacie są doskonale nakreślone. Od razu wyczuwamy z jakim człowiekiem mamy do czynienia i czego możemy się z jego strony spodziewać.
Doskonała konstrukcja postaci nie eliminuje dreszczyka emocji, który du Maurier funduje nam we wszystkich swych fabułach. Bo element zaskoczenia to podstawa dobrej fabuły. A na niej Daphne również się znała. Dziś pamiętamy ją głównie jako autorkę słynnej Rebeki, Oberży na pustkowiu, zbiorów opowiadań Nie oglądaj się teraz czy Makabresek. Wiele pozycji z jej dorobku jest nadal wznawianych. Jedna z krótkich form posłużyła za scenariusz do słynnych Ptaków Alfreda Hitchcocka. Angielski reżyser zaadoptował też powieść Rebeka na potrzeby filmu pod tym samym tytułem [przyp. red.].

Z szerokiej gamy tytułów, jakie liczy bibliografia du Maurier, zaintrygowala mnie Moja kuzynka Rachela z 1951 roku. Dość niefortunnie wznowiona przez wydawnictwo Prószyński w serii Biblioteczka pod Różą – stylem okładki i logo serii kojarzy się niepotrzebnie z tanim i marnym jakościowo romansidłem. Czy tylko tym mogą dziś być dla nas jej utwory – reliktem przeszłości bez związku z teraźniejszością? Utworami trącącymi myszką i czasami bezpowrotnie utraconymi? Niemym muzeum Kornwalii, która tak bardzo autorkę inspirowała? Otóż nie! Doskonale istotę pisarstwa Daphne ujęła inna brytyjska pisarka – Margaret Foster – która po jej śmierci odnotowała:
[…] Żaden z popularnych pisarzy tak triumfalnie nie wymykał się klasyfikacji.[…] Spełniała wszystkie wątpliwe kryteria beletrystyki popularnej, a jednocześnie potrafiła sprostać wymaganiom „prawdziwej literatury” co udało się zaledwie nielicznym.
Podczas lektury Mojej kuzynki Racheli dość szybko przekonałam się, jak trafne są to słowa! Zdanie koleżanki po fachu idealnie oddaje różnorodny styl książki. Podobnie zresztą jest i z innymi jej dziełami. Żonglerka gatunkami wychodziła jej znakomicie (mimo, że w rodzinie nie było żadnego cyrkowca, a jedynie zdolny aktor brytyjskiej sceny).

Fabuła tej powieści, rozpoczynającej się na prowincji Kornwalii, jest dość prosta. Zatwardziały kawaler Ambroży Ashley opuszcza swą posiadłość pozostawiając na straży majątku swego młodego spadkobiercę – Filipa. Ambroży – zapalony ogrodnik i hodowca roślin (również tych egzotycznych)– udaje się do Włoch, gdzie za radą lekarza ma podreperować słabnące z wiekiem zdrowie. Sezony zimowe, tak surowe na wybrzeżu, spędza poza ojczyzną, a podczas ostatniej takiej podróży spotyka Rachelę Coryn, której się wkrótce oświadcza. Pierwsze miesiące małżeństwa oboje spędzają we Florencji, gdzie młoda stażem małżonka ma duży dom. W ciepłym klimacie Włoch Ambroży opowiada jej o rodzinnych stronach i wspólnie planują podróż do Kornwalii. Wujek Filipa (wychowywał chłopca od dziecka, nie będąc jego rodowitym ojcem) podupada jednak na zdrowiu, o czym informuje go w sporadycznych i bardzo lakonicznych listach. Filipowi trudno odnaleźć w nich osobę Ambrożego, którego znał przez całe swoje życie. Wyraźnie małżeństwo całkowicie go zmieniło. Z czasem listy są jeszcze rzadsze, za to posiadają zagadkowe i urywane treści, często niezrozumiałe i nie mające związku z wcześniej poruszaną tematyką. Dziwna korespondencja zaczyna Filipa niepokoić. Kiedy otrzymuje list o alarmującej treści, postanawia bez zwłoki jechać do Florencji i wyjaśnić wszystko osobiście na miejscu. Niestety, w trakcie przygotowań do drogi do Kornwalii nadchodzi wiadomość o śmierci wuja. Młodzieniec automatycznie całą winą za zdarzenia, których nie był świadkiem, obarcza żonę Ambrożego. Agresywnie nastawiony do jej osoby, nie odwołuje jednak podróży i wyrusza na spotkanie swemu przeznaczeniu.
Podczas drogi Rachela jawi mu się jako ucieleśnienie całego zła tego świata. Jej postać jawi się w wyobraźni Filipa niczym monstrum, wcielając się w typ morderczej staruchy o wątpliwej urodzie. Kiedy dociera do posiadłości we Florencji, w której wuj spędził ostatnie miesiące życia, nie zastaje nikogo poza służbą. Nie udaje mu się też przez kilka dni spotkać oko w oko z obiektem swej nienawiści ani pozyskać nurtujących go informacji o okolicznościach tajemniczej śmierci bliskiej mu osoby. Zdruzgotany powraca do Kornwalii, w której, ku zaskoczeniu wszystkich, pojawia się wkrótce zagadkowa Rachela.

Cała powieść pisana jest z punktu widzenia mężczyzny – Filipa. To on jest głównym bohaterem, wokół którego rozgrywa się cała akcja. Ambroży był dla osieroconego chłopca ojcem, wujkiem, przyjacielem, doradcą, opiekunem i mentorem. Dał mu dobre wykształcenie, posyłając do Oksfordu. Mimo że chłopiec nie był jego rodzonym dzieckiem, zapisał mu cały swój majątek, którym dysponował do chwili ukończenia przez wychowanka 25 lat ojciec chrzestny Filipa – Nick Kendall. Kendall był również właścicielem ziemskim z Kornwalii. Mieszkał w pobliskiej Ashleyom posiadłości i bezskutecznie próbował wyswatać Filipa ze swoją jedyną córką Luizą, niechcianą ze strony Filipa.

Konfrontacja Filipa z Rachelą to najciekawszy wątek tej historii. I będzie rozwijany aż do zaskakującego końca. Od samego początku tej znajomości towarzyszy wiele tajemnic, niedopowiedzeń i skrywanych emocji. Nieujawnianie rzeczywistych myśli i odczuć tworzy między obojgiem barierę, którą Rachela stara się od samego początku przełamać. Każde z nich przed osobistym spotkaniem stworzyło sobie własny wizerunek drugiej strony wraz z całym wachlarzem cech charakteru, które trudno odnieść – jak się z czasem okazuje – do rzeczywistości.
Pogłębianie znajomości z Rachelą zmienia także Filipa. Dotąd był młodzieńcem, któremu obce było damskie towarzystwo. Od dziecka w domu wuja służyli wyłącznie mężczyźni, a szkoła w Oksfordzie była także wyłącznie męska. Filip staje nagle u progu całkiem nieznanego mu wszechświata, jakim jest kobieta. Wszystko, co obserwuje, wydaje mu się zupełnie obce, nowe, niezrozumiałe z męskiego punktu widzenia, a jednak na dłuższą metę fascynujące i elektryzujące. Chłopak szybko dojrzewa u boku Racheli i staje się odpowiedzialnym spadkobiercą majątku, dobrze wypełniającym dotychczasowe obowiązki należące do Ambrożego.
Niezmiernie ciekawie pokazuje pisarka obyczaje i codzienne rytuały życia na kornwalijskiej prowincji. Znajdziemy w tej książce wyczerpujący opis przygotowań i przebiegu świąt Bożego Narodzenia, które to zapewne du Maurier spisywała na podstawie własnych wspomnień. Dla mnie osobiście równie urocze były rytuały zalotów damsko-męskich, pełne powściągliwości, wzajemnego szacunku, tajemnic i konwenansów. Miało to swój czar i jest tak inne od współczesnego nam obyczaju w tej sferze. I mimo że może wydawać się bardzo staroświeckie, chwilami  czułam ukłucie żalu za czasami, kiedy mężczyźni tak uroczo adorowali damy.

Zaczynając czytać powieść du Maurier miałam obawy, że będzie ona nudna (przestarzała tematyka!), a powieściowy czas – tak różny od tego, z czym stykamy się na co dzień – sprawią, że mnie i każdemu innemu czytelnikowi nie uda się dłużej skupić na niej uwagi. Ale już po pierwszych stronach przekonałam się, że historia napisana ponad pół wieku temu może trzymać w napięciu tak samo, jak potrafią to współcześni mistrzowie thrillera i kryminału. Nasuwały mi się także skojarzenia z wiktoriańskimi powieściami Sarah Waters czy prozą Antonii Susan Byatt.
Wnętrza bohaterów, choć noszą oni kostiumy minionych epok, nie różnią się zbyt wiele od tego co skrywają w sobie współcześni ludzie. Twórczość du Maurier oparła się czasowi i igra sobie z nim, doskonale świadoma swej wartości. Kobiety od zawsze mamiły mężczyzn, a oni poddawali się tym zabiegom i wpadali w wszystkie zastawione pułapki, tracąc dla swych wybranek rozum, honor, a często i życie. W finale Moja kuzynka Rachela odpowie na nurtujące nas pytanie: co naprawdę zdarzyło się we florenckiej willi i dlaczego Ambroży – mężczyzna w sile wieku rozstał się z życiem wkrótce po zawarciu małżeństwa z piękną i tajemniczą kobietą.
Choć książka ukazała się w serii romansowej, zakwalifikowałabym ją bardziej do klasyki kryminału i dobrej powieści psychologicznej. Mam nadzieję, że inne powieści tej pisarki (a kilka czeka już na półeczce na swoją kolej) będą równie fascynujące i zaskakujące.

Ciekawe życie mieszkanki Kornwalii zaowocowało narodzinami wielkiego talentu literackiego. Du Maurier potrafi mistrzowsko przyciągać uwagę czytelnika i stopniować napięcie. Każda kolejna strona zachęca, by czytać dalej. Jak już wspomniałam, wielki reżyser Alfred Hitchcock nakręcił na podstawie jej prozy sławne i nagradzane Ptaki (1963), a wcześniej przeniósł na duży ekran Rebekę (1940). Uważa się, że tylko on jako pierwszy potrafił zacząć historię od trzęsienia ziemi, a potem już tylko stopniować napięcie. Ja po lekturze Mojej kuzynki Racheli zastanawiam się, czy aby nie miał on w osobie du Maurier nauczycielki, która swą prozą pokazała przyszłemu mistrzowi kina, jak tworzyć historie trzymające nas w szponach napięcia i niepewności aż do samego – oczywiście zaskakującego – finału. Bowiem ta doskonała książka trzyma się hitchcockowskiej reguły. A być może cały eklektyczny styl du Maurier właśnie go ukształtował. Wcale nie zdziwiłabym się, gdyby rzeczywiście tak było.

Zaczęłam recenzję od tytułu-cytatu znanego przeboju Budki Suflera, w którym wokalista śpiewał: Nie wierz nigdy kobiecie. Dobrą radę ci dam. Nic gorszego na świecie nie przytrafia się nam. Ten fragment jest idealnym komentarzem do powieści du Maurier, bowiem kto jak kto, ale i Ambroży i Filip Ashleyowie doskonale się o tym przekonali. Nie na darmo wuj pisał z Florencji: Rachela moja miłość, ale i: Rachela, moja udręka