Simone Veil
O prawo do aborcji
Wydawnictwo Sic! 2005
tłum. Sławomir Królak


Temat aborcji co i rusz powraca, zazwyczaj przy okazji publikacji kolejnych książek zajmujących się tym tematem. Niecały rok temu pinezka pisała o innej pozycji dotyczącej tej drażliwej sprawy (Milczenie owieczek Kazimiery Szczuki). Niedawno pierwszy raz w Polsce ukazało się przetłumaczone przemówienie Simone Veil będące kamieniem milowym w europejskiej debacie na temat aborcji.

Historia rodzaju ludzkiego – to historia coraz silniejszego wyodrębniania się jednostki, ale zarazem i historia zwiększającej się wolności. Dążenie do wolności to nie siła metafizyczna i nie można go tłumaczyć prawami natury; jest to nieuchronny rezultat procesu indywiduacji i rozwoju kultury.
Erich Fromm Ucieczka od wolności

Na prawo od wolności

Krótka to książeczka. Sam tekst przemówienia, wygłoszonego przez Simone Veil 31 lat temu przed francuskim Zgromadzeniem Narodowym, liczy sobie stron 35. Nieco dłuższy jest wywiad zamieszczony na dalszych stronach, przeprowadzony przez Annick Cojean dla dziennika Le Monde (wywiad ukazał się 3 listopada 2004 roku). Całość nie przekracza jednak stu stron – i te właśnie sto stron jest wykładnią tego, co mają do powiedzenia zwolennicy prawa do aborcji.

Kwestia aborcji jest kwestią ideologiczną, kwestią moralności. Już dawno stwierdzono, że podczas gdy zwolennicy zawężenia (bądź zniesienia) prawa do aborcji argumentują to prawem do życia każdej istoty (w tym także dziecka poczętego), aktywiści bądź sympatycy ruchu pro choice zwracają uwagę na prawo do wolności wyboru i samostanowienia. Argumenty, jak zresztą stwierdza to sama Simone Veil w wywiadzie, są nie do odparcia i nie do obalenia z żadnej ze stron. Tak naprawdę schodzenie do argumentacji „zabijanie vs. wolność” jest końcem konstruktywnej dyskusji.

Zanim przejdę do skomentowania rdzenia tej książki, chciałbym zająć się pokrótce wywiadem z Simone Veil, zamieszczonym na końcu. Jest on – niestety – bardzo pobieżny i zaprojektowany tak, że na pierwszy rzut oka widać, że autorka całym sercem popiera działalność Veil. Robi to przykre wrażenie, zwłaszcza że w kilku miejscach aż się prosi o zadanie pytania „nieprawomyślnego”, na przykład o udział mniejszości muzułmańskiej w rewelacyjnych wynikach wzrostu demograficznego. Wywiad ten stanowi podkreślenie i tak już wyrazistego przemówienia – lecz nic poza tym.

   W 1975 roku weszło we Francji do życia tzw. Prawo Veil zezwalające na aborcję nie tylko w przypadkach ciężkiego uszkodzenia płodu, zagrożenia życia kobiety bądź ciąży będącej wynikiem kazirodztwa lub gwałtu. Powodem wprowadzenia prawa Veil nie była fascynacja „cywilizacją śmierci”, które to określenie pojawiło się zresztą nieco później, lecz paląca potrzeba uregulowania problemu nielegalnych zabiegów aborcyjnych, szacowanych wówczas na trzysta tysięcy rocznie. W liczbie tej kryło się zarówno podziemie aborcyjne, jak i turystyka aborcyjna, głównie do Wielkiej Brytanii i Holandii.

Podczas swojego słynnego wystąpienia, poprzedzającego głosowanie nad ustawą, Veil stwierdziła:
(…) w czasie dyskusji zamierzam bronić tekstu ustawy w imieniu rządu, nie żywiąc żadnych ukrytych myśli i z pełnym przekonaniem co do jej słuszności, prawdą jest jednak i to, że nikt nie mógłby odczuwać głębokiego zadowolenia, podejmując się obrony ustawy – najlepszej z możliwych, jak sądzę – dotyczącej tej materii. Nikt nigdy nie przeczył, a minister zdrowia w najmniejszym stopniu niż ktokolwiek inny, że aborcja – jeśli nie jest dramatem – stanowi porażkę (…)1.

Warto zwrócić uwagę na to stwierdzenie osoby oskarżanej potem o zezwalanie na holokaust nienarodzonych: aborcja, która nie jest dramatem, która nie jest wynikiem ciężkiego boju wewnętrznego i dylematu – jest porażką.

Ale czy prawo, które nie jest egzekwowane pozostaje prawem? Kiedy wszyscy wydeptują ścieżki, czy istnieje sens rozstawiania tabliczek o niedeptaniu trawników? Można spróbować nauczyć ludzi szanować zieleń, ciężko ich do tego zmusić. Można to zrobić montując państwo policyjne i przy każdym drzewie stawiając stróża prawa. To w sumie prostsza droga. Trudniejszą jest uświadomić ludziom, że to, co robią, jest złe albo niewłaściwe – z różnych powodów.
Edukacja, przed której wprowadzeniem konserwatywni zwolennicy ruchu pro life również się bronią, jest jedyną rzeczywistą alternatywą dla aborcji. Projekt, który został Państwu przedłożony, bierze pod uwagę stan faktyczny, jeśli dopuszcza on możliwość przerwania ciąży, to w takim celu, by sprawować nad tą praktyką kontrolę i – o ile to tylko możliwe – odradzać kobietom dokonywanie aborcji2.

Tylko wychodząc naprzeciw tym, które swoją decyzję już podjęły, można namówić je do dialogu. W przeciwnym razie gwałci się – po raz wtóry – ich wolność osobistą i prawo do samostanowienia.


1
Simone Veil, O prawo do aborcji, s. 34
2 j.w. s. 14