Patricia Cornwell
Kuba Rozpruwacz – portret zabójcy
Tłum. Janusz Ochab
Prószyński i S-ka, 2004, str. 342

 

Ta historia jest równie brytyjska, co Big Ben, pałac Buckingham czy Tower Bridge. Po prawie 120 latach postać ukryta pod pseudonimem Jack the Ripper nie przeraża już ani mieszkańców stolicy Zjednoczonego Królestwa, ani napływających z wielu stron świata turystów. Ci drudzy wydają się nawet zafascynowani tajemniczymi zbrodniami sprzed lat i z przyjemnością wykupują wycieczkę „śladami Kuby Rozpruwacza”, która nieodmiennie kończy się dla jej uczestników kuflem piwa w pubie Ten Bells. Dziś zimna jesień 1888 roku wydaje się tak odległa w czasie, że zdarzenia, które wstrząsnęły dzielnicą ubogich Whitechapel na West Endzie, zdają się równie niewyraźne, co przysłowiowe londyńskie mgły co roku zapędzające się w najmniej przychylne ludziom zaułki tego wielomilionowego miasta.

Właściwie nie chciałam pisać o tej książce. Trudno ją spokojnie czytać, kiedy tylko uświadomimy sobie, że opisane zdarzenia nie są literacką fikcją zrodzoną w umyśle pisarza mocnych thrillerów. Listopad, najbardziej ponury z miesięcy, skłania jednak do refleksji nad przemijalnością losów ludzkich. My sami, częściej niż w innych porach roku, zastanawiamy się nad tymi, którzy odeszli na zawsze. Ponura aura za oknem przypomina przeklętą londyńską jesień – mokrą, przeszywającą chłodem, szumiącą wiatrem między budynkami i zdającą się skrywać w szybko zapadającym zmierzchu wiele tajemniczych sylwetek.
Patricia Cornwell, znana amerykańska pisarka, mająca w swym dorobku kilkanaście kryminałów (m.in. Trupia farma, Ofiary przypadku, Dziwna zaraza, Krzyż Południa), dzięki zaproszeniu do Scotland Yardu w 2001 roku stanęła twarzą w twarz z szansą rozświetlenia jednej z najtrudniejszych zagadek kryminalnych sprzed ponad 100 lat. Mimo obaw i depresji, którą przypłaciła pracę nad tą książką, próbuje przekonać świat i swoich Czytelników, że tajemniczy mężczyzna, znienacka napadający upadłe kobiety w XIX-wiecznym Londynie, zyskał nareszcie konkretną twarz.

Sama Cornwell przekonana jest o tym, iż znalazła ostateczne rozwiązanie zagadki Rozpruwacza. Pisarka miała okazję poznać osobiście Johna Grieve – najbardziej poważanego oficera śledczego w Wielkiej Brytanii. Jak się później okazało, rozmowa ta zaważyła na całej jej karierze, zaś jej rozmówca okazał się wybitnym ekspertem w temacie zbrodni Rozpruwacza.
Przez dziesiątki lat kilkunastu mężczyzn z różnych środowisk, o różnych zawodach i wykształceniu kandydowało do miana tego okrutnego zabójcy. Wyobrażano sobie, że człowiek popełniający tak straszne zbrodnie sam musi wyglądać jak ktoś z piekła rodem. Nic bardziej mylnego! Ostatnim niesprawdzonym przez komisarza kandydatem był wielki artysta swojej epoki, wybitny malarz i dżentelmen budzący powszechny szacunek. Cornwell, rozpoczynając badania nad życiem Waltera Sickerta, na pewno nie przypuszczała, dokąd zaprowadzą ją dawne ślady morderstw wzięte pod lupę współczesnej medycyny sądowej. Jej relacja ze śledztwa, któremu poświęciła ponad rok życia, przypomina wieloelementową układankę, w której każdy z klocków idealnie pasuje do pozostałych, nie pozostawiając obserwatorom wątpliwości, że mogliby po drodze gdzieś zbłądzić i źle łączyć fakty.

Walter Richard Sickert był malarzem swoich czasów. Urodził się w Niemczech w1860 roku, w mieszanym małżeństwie Duńczyka z pół Irlandką, pół Angielką. Gdy miał 8 lat, rodzice przeprowadzili się do Anglii, gdzie Walter rozpoczął naukę. Był trzecim utalentowanym i uzdolnionym plastycznie pokoleniem Sickertów. Nikt, kto kiedykolwiek miał z nim do czynienia nie przypuszczał, że już w wieku 28 lat (1888 r.) dokona swej pierwszej okrutnej zbrodni.

Tak jak w kryminałach nie ma sensu opowiadanie treści (o zakończeniu już nie wspomnę!), tak i w przypadku tej prawie dokumentalnej książki nie wypada wręcz prezentować poszlak i dowodów, które tak idealnie do siebie pasują. Straszne zbrodnie ze wszystkimi najokrutniejszymi detalami zaczynają na nowo odżywać na stronach tej opowieści. Zanim dowiemy się, jak zginęły, poznamy życie codzienne ofiar Kuby Rozpruwacza, obrazek często smutny i ponury, na odtworzenie którego pozwalają zachowane fotografie, dokumenty i relacje w policyjnych aktach. Ale ta książka jest czymś więcej niż suchym raportem policji badającym ponad stuletnie dowody winy.
Opowieść Cornwell to także portret ówczesnej epoki, jak i mały wykład z historii sztuki i psychologii zbrodni. Czytelnik poznaje obyczaje oraz codzienne życie mieszkańców wszystkich grup społeczeństwa zamieszkującego Londyn. Pisarka oprowadza nas po salonach arystokracji, pracowniach malarzy, nocnym życiu maleńkich teatrów i coraz popularniejszych music halli. Ujrzymy na własne oczy ludzkie istnienia walczące na brudnych ulicach o swój byt, tani nocleg, odrobinę ciepła i niewyszukane rozrywki.

Ciemna strona dużego miasta fascynowała Sickerta, który, jak typowy morderca seryjny, miał dwa różne oblicza. Uwielbiał nocami włóczyć się po najbardziej niebezpiecznych zakątkach i zaglądać w najbardziej spowite ciemnościami ulice. Był żywym ucieleśnieniem modnej w jego czasach sztuki teatralnej pt. Dr. Jekyll i Mr. Hyde. Sam parał się przez jakiś czas aktorstwem, a w przeistaczaniu się wyglądem i zmianie tonacji głosu nie miał sobie równych. Sickert doskonale zmieniał też charakter pisma. Prawdopodobnie z jednakowym kunsztem pisał prawą i lewą ręką. Do dziś zachowały się listy, jakie Rozpruwacz wysyłał do Scotland Yardu. Ten trwający latami dialog między dobrem a złem strasznie go bawił i był motorem dla planowania oraz realizowania kolejnych morderstw.
Niestety, pod koniec XIX wieku policja nie umiała wyciągać właściwych wniosków ze śladów pozostawionych przy ofiarach. Również psy tropiące szkolono bardzo nieumiejętnie i niechętnie włączano do poszukiwań, jako zwierzęta mało pożyteczne dla tropienia przestępców. Ta gra, która dla Sickerta była zabawą, a dla inspektorów powodem do rezygnacji ze stanowisk, trwała wiele lat. Dopiero dziś, kiedy grafolodzy umieją odnaleźć nawet w całkiem odmiennych stylach pisma tę samą rękę autora, kiedy istnieje bank odcisków linii papilarnych, baza fotograficzna i analiza DNA, mogliśmy dopasować ostatnie elementy tej łamigłówki.
Niestety, stuprocentowa pewność nigdy nie będzie naszym udziałem, bo ciało Sickerta zostało poddane kremacji. Czy jednak potrzeba nam jego szczątków aby uwierzyć? Czy potrzeba kolejnych dowodów winy? A może wystarczy bacznie przyjrzeć się jego obrazom o zastanawiających tytułach, jak Morderstwo w Camden Town, Sypialnia Kuby Rozpruwacza, Kuba na brzegu czy Łgarz, w których zawsze widzimy mężczyznę i kobietę oraz czający się w tle strach i nadchodzący niespodziewany atak. W jednym z listów do policji Jack the Ripper napisał o sobie, że siedzi w nim istota z piekła. Czy wiedzieli o tym jego najbliżsi?

Sickert dożył spokojnie ponad 80 lat (zmarł w 1942 r.). Wciąż czuję po tej lekturze silne podekscytowanie dowodami ujawnionymi przez Cornwell. Jeśli uznamy, że pisarka ma rację i właśnie ten genialny artysta ponosi winę za te straszne zbrodnie, trudno pozostać obojętnym wobec faktu jego długoletniej bezkarności. Nie tylko pozostał za życia poza kręgiem podejrzanych, ale na dodatek mógł mieć z tego wielką satysfakcję, bawiącą go równie mocno, co pisywanie dziwnych listów do Scotland Yardu, mających na celu doprowadzenie inspektorów na trop seryjnego zabójcy. Jedno jest pewne: dziś nie uciekłby przed wymiarem sprawiedliwości, a taki spóźniony proces i obnażenie jego chorej psychiki może zastanowi tych, którzy wciąż traktują Kubę Rozpruwacza jak atrakcję turystyczną. Miejsca przemocy nie mogą być atrakcyjne, podobnie jak człowiek zdolny do wyjątkowych okrucieństw. Mimo że okrzyknięto go kiedyś czołowym brytyjskim artystą, inspirującym całą grupę malarzy z tzw. Camden Town Group.

Ta książka nie jest lekką lekturą, przypominającą czytanie dobrze napisanych kryminałów. Z jej kart przemawiają dziś do nas przede wszystkim straszne losy niewinnych kobiet, które w tak nagły i niespodziewany sposób zakończyły swe życie. To dla nich warto było raz jeszcze przeprowadzić to śledztwo i wskazać winnego. Choć ich los na ulicy z góry był przesądzony, nie zasługiwały na karę jaką zgotował im człowiek, który jednocześnie gardził i fascynował się płcią piękną. Dziś wiemy już, że historia XIX-wiecznych zbrodni w Whitechapel to nie tylko śmierć kilku prostytutek. To także zgony kilkudziesięciu istnień ludzkich, mające miejsca dokładnie tam, gdzie zawiodły Sickerta jego podróże do rzekomych przyjaciół artystów.

Tak naprawdę nie chciałam pisać o tej książce. Tak, jak nie chce się spojrzeć na zdjęcia ofiar czy wejść do ciemnej piwnicy, kiedy nie mamy ze sobą światła. Ale ta wiktoriańska opowieść przenika Czytelnika na wskroś, szybko przenosząc w wyobraźni do epoki dorożek i prymitywnej wciąż medycyny, kiedy operacje odbywały się przy świetle bijącym z kominka, a pacjenci nie byli znieczulani ani usypiani. W ciemnych zaułkach Londynu kryło się zło, jakiego zwykli ludzie nie mogli sobie nawet wyobrazić. Trudno polecać książkę, która – niemal to gwarantuję – śni się po nocach. Ale z drugiej strony poczułam dziwną ulgę, kiedy tożsamość zbrodniarza została ustalona.

Zagadka Kuby Rozpruwacza wciąż wzbudza wiele emocji i kontrowersji.
Wersja zdarzeń opisana przez Patricię Cornwell jest tylko jedną z wielu, a my nigdy nie będziemy pewni winy Waltera Sickerta. Obarczanie konkretnych osób serią morderstw z Whitechapel nadal wzbudza poważne i intensywne dyskusje w szerokich kręgach zainteresowanych. Ustalenie tożsamości Kuby Rozpruwacza to zadanie, które po tylu latach wydaje się w praktyce trudne do zrealizowania. Nadal trwają też badania nad niektórymi dowodami opisanymi w książce Cornwell.

Zainteresowani tą tematyką oraz Londynem końca XIX wieku znajdą wiele ciekawych informacji na stronie internetowej www.casebook.org.