Lunatycy
Sleepwalkers
USA 1992
Reż. Mick Garris
Scen. Stephen King
Wyst. Brian Krause; Alice Krige, Madchen Amick

 

Kiedy na myśl przychodzą mi filmy takie jak Lunatycy (Sleepwalkers) – czyli twory nakręcone na podstawie dzieła Stephena Kinga (autor scenariusza), moje dobre ja mówi mi, że lepiej byłoby, gdyby King ograniczył się li i jedynie do książek. Tymczasem moje nie-tak-dobre-ja chichocze z radością, że dzięki kingowskiej nadaktywności powstają filmy właśnie w stylu Lunatyków.

Sam pomysł na film jest interesujący: oto mamy przykład niezwykłej kombinacji międzygatunkowej, czyli ludzi-kotów, którzy ścigani przez pospolitych śmiertelników (mających swoje powody, aby tytułowych lunatyków wytępić, o czym za chwilę), żyją w niekończącej się podróży pomiędzy sennymi amerykańskimi miasteczkami. Lunatycy (proszę nie pytać mnie o genezę tej nazwy, film bowiem jej nie oferuje), prócz posiadania umiejętności przemiany w kotopodobne monstra, są szczerze znienawidzone i zażarcie atakowane przez „zwykłe” koty, które na odległość potrafią wyczuć odmieńców. Co więcej, kotoczłeki żerują na niewinnych dziewczętach, które padając ich ofiarą – zostają pozbawione życiowej „esencji”.
W kingowskich Lunatykach mamy więc krwiożerczy duet składający się z matki i syna, którzy przemieszczają się z miasta do miasta, mordują, z upodobaniem przemieniają się w swoje kocie alter-ego i pielegnują kazirodczy związek do czasu, gdy w kolejnym małym miasteczku, z kolejną upatrzoną ofiarą wszystko zacznie się psuć, aż do krwawego końca.

Alice Krige przed...   I tak właśnie powstają złe filmy. Dodatkowo dostajemy niefortunne aktorstwo, dużo przepięknych kotów, policjanta zabitego kolbą kukurydzianą i Stephena Kinga w epizodycznej rólce.* Czego można chcieć więcej? Brian Krause, drapieżnik o anielsko łagodnej twarzy, brnie przez film z wyrazem udręki na twarzy. Madchen Amick, jedna z pamiętnych bohaterek Twin Peaks Lyncha, tutaj właściwie bezwiednie powtarza rolę bezbronnej niewinności, a Alice Krige, nota bene świetna aktorka, wciela się w postać demonicznej, uwodzicielskiej i zdecydowanie toksycznej matki z manierą godną szekspirowskiej tragedii, sprawiającej wrażenie, jakby aktorka pomyliła plany zdjęciowe.

i Alice już po, czyli kotołak
Krótko mówiąc, wielbiciele kiepskich filmów będą zadowoleni, miłośnicy kotów mogą się nacieszyć ujęciami swoich ulubieńców (chociaż pamiętajcie o przewinięciu scen, w których koty dostają się w ręce Alice Krige) a fani Kinga mogą dowolną ilość razy oglądać scenkę, w której mamrocze on swoją linijkę tekstu. Ja się kwalifikuję pod wszystkie powyższe kategorie, więc możecie mi zaufać. Ten film to prawdziwa, wysokiej próby strata czasu dla nas, amatorów złego kina.

——–
* Film ten obfituje w rozliczne, interesujące epizody, w których występują 1) reżyserowie filmowi – John Landis, Joe Dante; 2) pisarze grozy – wspomniany już King oraz Clive Barker; 3) aktor, który miał swoje wielkie pięć minut, ale ciemna strona mocy popchnęła go w stronę fatalnych filmów i fatalnego aktorstwa – pan Mark Hammill we własnej osobie.