Javier Marías
Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl
Mañana en la batalla piensa en mí
Muza, 2003, s.432
tłum. Carlos Marrodan Casas

 

Myślenie lateralne to myślenie „w bok”. Termin ten wprowadził do psychologii Edward de Bono na określenie wspomagania procesów zarządzania. Gdy pojawia się problem i należy go rozwiązać, można myśleć „w przód”, prąc do jego rozwiązania najkrótszą drogą. Najkrótsza nie oznacza jednak najlepsza (i nie zawsze – najszybsza) – myślenie w bok pozwala rozeznać się w otoczeniu.
Ludzi, którzy stosują myślenie lateralne, często charakteryzuje myślenie dygresjami. Co i rusz coś im się przypomina, wszystko się kojarzy, jedno zdarzenie przywołuje na myśl inne. Niewątpliwie taką osobą jest Victor Francés Sanz, bohater książki „Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl”.

Myśl jest zresztą głównym bohaterem powieści. Dialogi, które się pojawiają, są w gruncie rzeczy trywialne. To książka, która rozgrywa się na poziomie retrospekcji, nie interakcji. Opowiedzenie najprostszego zdarzenia skłania bohatera do snucia rozbudowanej opowieści – zachowuje się przy tym trochę tak, jakby próbował opowiedzieć dokładnie, o czym myśli, nam, którzy nie doświadczyliśmy jego życia. Obudowując każdy fakt dziesiątkami innych zapamiętanych zdarzeń, bohater tka opowieść lateralnie – na wszystkie możliwe boki, z rzadka pozwalając opowieści przesunąć się naprzód.

Sama historia jest prosta. Mężczyzna przychodzi do kobiety, ma z nią spędzić wieczór (a może nawet noc). Mąż kobiety wyjechał. Kobieta po kolacji czuje się gorzej i umiera, zostawiając swojego niedoszłego kochanka z trzyletnim dzieckiem śpiącym w drugim pokoju i włączonym telewizorem. Tak, jak napisałem powyżej – opisywana historia jest w dużej mierze pretekstem dla zupełnie innych rozważań, na przykład tych, które dotyczą języka angielskiego. Nie ma w tym zresztą niczego dziwnego: Javier Marías studiował literaturę angielską, zaś tytuł książki jest zdaniem przewijającym się przez całego „Ryszarda III” Williama Shakespeare’a.

Nie znajdziemy tu jednak prostych kalek językowych, raczej rozważane na spokojnie kwestie słowotwórstwa i znaczenia. Zwłaszcza jedno nie daje spokoju Victorowi – odnalezienie słowa, oznaczającego w staroangielskim tę dwuznaczną relację, jaka zaczyna łączyć mężczyzn, którzy przespali się z tą samą kobietą. Rozważa gebrydguma i geforliger (współłożenie i współkochanie), ostatecznie decydując się na staroangielskie gelicgan – nie mogąc nie zdawać sobie sprawy, że równie dobrze może być to przełożone jako współumieranie. Bardzo lateralnie. I proroczo.