Tove Jansson
Lato
Sommarboken
Przeł. Zygmunt Łanowski
Wydawnictwo „Nasza Księgarnia” 2007
str. 212

Niewielka książeczka składa się z kilkunastu krótkich opowiadań, których bohaterkami są babka i jej wnuczka Sophia (oraz jej ojciec, niemal nieobecny, wiecznie pracujący przy swoim stole), spędzające lato na niewielkiej dzikiej wysepce u brzegów Finlandii.

Pora roku wyznacza dzień podróży na wyspę na letnie rezydowanie. Akcja tych przygodowych miniatur zaczyna się w kwietniu, w ostatnim rozdziale nadchodzi sierpień i czas na sprzątanie wyspy, spakowanie się przed odjazdem.
Trzecim głównym bohaterem jest oczywiście pogoda, której odmienne twarze tworzą codzienne otoczenie rodziny zaszytej na wyspie, wszechobecną materię, z początku wilgotną i mroźną, potem coraz bardziej słoneczną i upalną, kapryśną w porze sztormów, by wreszcie:
Któregoś wieczora w sierpniu wychodzi się na dwór i nagle wszystko jest czarne jak smoła, wielka ciepła czarna cisza otacza dom. Jest nadal lato, ale ono już nie żyje, zatrzymało się, nie więdnąc i jesień już stoi u progu 1.

Stary dom z przybudówką, w którym babka spędziła już czterdzieści siedem lat (jak twierdzi) stoi na zasypanych mokradłach, tak blisko ziemi, że pory roku odczuwalne są również wewnątrz; to, co stoi w domu raz w roku odbija się w lodzie skuwającym wodę, a sztormowe podmuchy zabierają i oddają garnki odmakające w wodzie u brzegu.
Stara płaskodenna krypa, służąca do wycieczek i wypraw do miasteczka, także jest częścią domu. Poznajemy i inne znaki zadomawiające bohaterów na ich wyspie: Każdy człowiek, który mieszka na wyspie, co jakiś czas przesuwa wzrokiem po horyzoncie. Widzi faliste linie znajomych szkierów i znaki nawigacyjne, które zawsze znajdują się na tych samych miejscach, i krzepi się spokojną świadomością, że widoczność jest dobra i wszystko jest tak, jak być powinno 2. Aż do czasu.

Jednak z początku trudno jest się odnaleźć na wyspie. Dla Sophii to pierwsze spędzone tam lato, pierwsze po trudnej zmianie w jej życiu. Babka obserwuje wnuczkę i rozumie jej uczucia: Przyjeżdża się tu na wyspę w największym pośpiechu, jako zwarta grupa ludzi, którzy zawsze żyli razem i z nawykiem właścicieli poruszają się wokół siebie na gruncie, który dobrze znają i z którym są obyci, i każde najmniejsze zagrożenie tego, do czego przywykli, czyni ich tylko jeszcze bardziej zwartymi i pewnymi. Wyspa może być okropna dla kogoś, kto przychodzi z zewnątrz. Wszystko jest tu już gotowe, każdy ma swoje miejsce, zazdrośnie strzeżone, spokojne i samowystarczalne. W obrębie tych brzegów wszystko funkcjonuje według rytuałów skostniałych od ustawicznego powtarzania, a równocześnie każdy kroczy przez swój dzień tak kapryśnie i przypadkowo, jak gdyby świat kończył się za horyzontem 3.

Przygody bohaterek Lata mają skromne i raczej posępne niż malownicze dekoracje oraz jedno właściwie, chociaż nieskończenie rozległe, miejsce akcji. Wydarzenia, których jesteśmy świadkami, często prowadzą nas w takie miejsca jak niedopowiedziane nigdy zakamarki długiej przeszłości babki, przemruki niepokojących nastrojów i ciężkich myśli, księżycowe wyprawy wyobraźni i karkołomne potyczki słowne babki i Sophii na śmierć i życie dżdżownicy czy kaczki lodówki.
Bohaterki w czasie codziennych spacerów i załatwiania drobnych spraw wymyślają mimochodem zabawy, a przypadkowe przygody i płoche wyzwania noszą podskórny, ledwie wtrącony ciężar metafizycznej powagi, za każdym jednak razem obracanej w żart.
– Jak twoje nogi? – zapytał Verner.
– Kiepsko – odparła serdecznie. – Ale w niektóre dni nadają się jeszcze do chodzenia. Potem zapytała go, czym się teraz zajmuje.
– O, wszystkim po trosze. – Był wciąż jeszcze bardzo urażony. W końcu wybuchnął: – A Backmanssona już nie ma!
– A gdzież to on się podział?
– Nie ma go już między nami – wyjaśnił Verner z goryczą.
– Ach tak, to on umarł – rzekła babka
4.

Tove Jansson napisała tę książkę językiem bardzo spokojnym, wyciszonym, pięknym, z bardzo cienką warstwą doskonałego poczucia humoru. Tu i ówdzie wydaje się jakby narratorka uśmiechała się pod nosem, obserwując ze spokojem z wolna napierające fale zapominania wszystkiego, jakby to robiła babka, a jednocześnie uparcie wpatruje się w niczym nieosłoniętą głębię i rozpacz istnienia, jak to robi wnuczka. Rytm narracji, obok bardzo pięknie uchwyconych obrazów przyrody i oddziałującej na wszystkie zmysły ziemskiej materii wyspy, pozostaje słyszalny po odłożeniu książki i snuje się za czytelnikiem, szczególnie takim, który stoi u progu własnej zimy w wielkiej płycie.

Książka w naprawdę fascynujący sposób ukazuje wszystkie odcienie uczuć między babką i wnuczką – kobietami o wyrazistych i mocnych charakterach – jest fascynującym zapisem przyjaźni i rywalizacji między Doświadczeniem a Niewinnością, ale przede wszystkim jestem zdania, że jest po prostu uczciwą powieścią przygodową. Przygody babki, Sophii i innych mieszkańców wysepek są jak najbardziej prawdziwe, a to za sprawą czwartego bohatera opowiadań – morza:
Morze jest zawsze miejscem wydarzeń niezwykłego rodzaju, to i owo wpada w dryf albo na mieliznę, albo jest przeładowywane nocną porą na morzu, gdy wiatr zmienia kierunek. Trzeba mieć umiejętność, fantazję i nigdy nieustającą czujność. I całkiem po prostu nosa. Wielkie rzeczy zdarzają się zawsze daleko na morzu i często wszystko jest kwestią czasu. Wśród szkierów dzieją się tylko drobne rzeczy, ale te także muszą być jakoś załatwiane, to zajęcia, które bywają związane z pomysłami letników. Jeden chce mieć na dachu maszt, inny znów szuka głazu półtoratonowego, który byłby okrągły. Wszystko to istnieje, jeśli się tego szuka i ma na to czas, to znaczy, jeśli można sobie pozwolić na szukanie i w czasie szukania jest się swobodnym i znajduje się rzeczy, o których się nigdy nie myślało 5.

—-
1 Tove Jansson, Lato, Warszawa 2007, s. 202.
2 op.cit., s. 106.
3 op.cit., ss. 35-36.
4 op. cit., s. 162.
5 op.cit., s. 87.