Lali Puna została założona w 1998 roku przez Valerie Trebeljahr, panią, która pięknie gra na instrumentach klawiszowych i chyba jeszcze ładniej śpiewa. W tym samym roku do owego (w założeniu solowego) projektu dołączył Markus Acher, podpora istniejącego od początków lat 90. zespołu Notwist.

Szybko się okazało, że połączone talenty Valerie i Markusa owocują muzyką godną uwagi. Już debiutancki „Tridecoder” narobił sporo zamieszania, okazać się zaś miało, że Lali Puna nie jest zespołem „jednej płyty”. Obecnie składu Lali Puny dopełniają jeszcze Christoph Brandner (bębenki) oraz Christian Heiß (który zastępuje, bądź uzupełnia – co okaże się na koncertach – śpiewającą Valerie w zakresie instrumentów klawiszowych).

Ciężko jest w krótkiej notatce wyczerpać całe bogactwo dźwięków, którymi otacza się Lali Puna. To ciepłe i zazwyczaj spokojne, elektroniczne granie. Osoby uczulone na słowo „elektronika” od razu uspokajam – nie ma tu bezmyślnej elektrosieczki znanej chociażby z muzycznych telewizji. To przecież jest zespół z krwi i kości, który potrafi zupełnie zaczarować tworzoną muzyką. Szept Valerie, rzadko wychodzący poza ciepłe i melodyjne brzmienie, snujący się po misternie konstruowanych muzycznych pasażach – to właśnie to, co w tej nietypowej muzyce nazwałbym typowym. Muzyka tworzona przez ten kwartet jest w zasadzie uniwersalna: bez poczucia żenady można wczytać się w teksty, które są po prostu bardzo dobre, można też tego nie robić i potraktować tę muzykę jako tło.

W tym roku ukazał się trzeci, najostrzejszy w dorobku grupy longplay, trzymający wyrównany i wysoki poziom. Przy czym „najostrzejszy” oznacza tyle, że nie należy owej płyty puszczać sobie do snu, co spokojnie można było uczynić w przypadku dwu poprzednich. Oprócz owego lekkiego przyspieszenia tempa, otrzymujemy bardzo porządną i wspaniale skomponowaną płytę. Wydany w 2003 roku singiel wyprzedzający „podrabiane książki” słusznie narobił smaku. „Faking the books” potrafi zaczarować, tak jak czarował debiutancki „Tridecoder” i dwa lata późniejszy „Scary world theory”.

Osobom nie znającym Lali Puny chciałbym polecić na początek utwór tytułowy z płyty „Scary world theory” oraz utwór „Left handed” z nowego longplaya. Myślę, że obie piosenki dobrze oddają klimaty, w jakich porusza się zespół.

Nadmienić także chciałbym, że Lali Puna ruszyła w trasę, na której przewidziano aż trzy występy w naszym kraju. Zawitają do nas już na początku maja. Szczerze polecam zobaczenie zespołu na żywo (sam jestem ciekaw jak wypadają przed publicznością) – na plus należy zaliczyć również niewygórowaną cenę biletów.