Ladislav Fuks
„Palacz zwłok”
Wydawnictwo Literackie 2003
Tłum. Janusz Andermann i Tomasz Lis

Panowie, właśnie nastaje nowy świat. L. Fuks „Palacz zwłok”

    Pan Karol Knopfrkingl jest człowiekiem, który lubi się uśmiechać.

Uśmiecha się łagodnie do swojej ukochanej żony Marii. Uśmiecha się też do swoich dzieci (moje boskie – jak mówi o nich pan Karol). Następnie pan K. uśmiecha się na myśl o swoim mieszkaniu, które, jak wiele rzeczy w jego życiu, jest idealne. Każdy detal jest tutaj starannie zaaranżowany, każdy element przemyślnie wpasowany w całość. Wreszcie, pan K. obdarowuje swoim czułym, wyrozumiałym uśmiechem cały świat.

Karol Knopfrkingl jest palaczem zwłok.
Każdego dnia udaje się do krematorium – swojej Świątyni Śmierci – w którym pracuje sumiennie i wytrwale, wypełniając „rozkład jazdy śmierci” – rozpisany na godziny cykl palenia zwłok:

Przecież to jest właściwie najważniejszy rozkład jazdy, jaki istnieje na tym świecie. Rozkład jazdy, którego nikt nie uniknie, chyba, że da się pochować w ziemi. (…) Widzi pan tu dwa termometry. Ten pierwszy (…) informuje o temperaturze powietrza, które opuszcza rekuperator, to znaczy urządzenie, w którym palący się gaz zamienia się w czyste rozżarzone powietrze. (…) Ten drugi (…) określa temperaturę wprost w palenisku. (…) W temperaturze około tysiąca stopni kości zostaną olśniewająco białe, a przy napełnianiu urny rozpadną się panu w popiół, i tak powinno być. *

I tak powinno być.
Ale jest rok 1939 i nazizm zaczyna pełznąć po praskich uliczkach.
Karol Knopfrkingl, miłośnik harmonii i porządku, staje się nagle cennym nabytkiem dla przyszłych władców świata. Zachęcany i kuszony daje się uwieść wizji obezwładniającego nowego porządku. A nowy porządek wymaga gruntownego sprzątania. Pan Knopfrkingl zaczyna zauważać, jak wiele „skaz” nosi jego nowe, niemieckie życie.
Jego ukochana żona jest Żydówką, a jego dzieci nie są wystarczająco aryjskie. Portier z pracy jest morfinistą, a dawni przyjaciele spiskują przeciwko Führerowi.
Pan Knopfrkingl – piewca porządku i wielbiciel śmierci – zaczyna więc sprzątać.

„Palacz zwłok” jest powieścią o narastającym obłędzie. Utajony, powoli kwitnący, idealnie zharmonizowany z głodem zaszczytów i łapczywością na pochwały, podbudowany następnie garścią niebezpiecznych sloganów, obłęd eksploduje. Groteskowa historia praskiego palacza zwłok przemienia się niepostrzeżenie w tragedię, a początkowy uśmiech politowania nad poczciwym panem K. zastyga w grymasie grozy. „Palacz zwłok” jest równie zwodniczy, co bezwzględny.

A jak kończy się ta historia?
Morfinista pali się w piecu. Pan Knopfrkingl nie przestaje się uśmiechać.

* cytat z powieści.