Merlin… 20 lat później

Kayak
Merlin – Bard of The Unseen
© 2001 Pro Acts

Przygotowując czerwcową recenzję na temat filmu „Merlin” z Samem Neilem i Mirandą Richardson, postanowiłam wprowadzić się w odpowiedni nastrój za pomocą muzyki inspirowanej wątkami arturiańskimi. W ruch zatem poszedł Gary Hughes ze swoim „Once and Future King”, „Myths and Legends of King Arthur and the Knights of the Round Table” Ricka Wakemana, ścieżki dźwiękowe z  „Camelotu i Rycerza Króla Artura”, a także dwa „arturiańskie” – czy raczej „merlinowskie” – albumy zespołu Kayak.
I nagle okazało się, że pierwotny zamysł wziął w łeb, a autorka zaczyna niebezpiecznie halsować w kierunku recenzji muzycznej, do której, nawiasem mówiąc, ciągnęło ją od miesięcy.

Biję się w piersi i wyznaję: mam słabość do tzw. concept albums, uwielbiam legendy arturiańskie i jestem bezkrytyczna, jeśli chodzi o dokonania Tona Scherpenzeela i zespołu Kayak (co zapewne według niektórych osób bardziej niż wszystko inne kwalifikuje się do podpółki Guilty Pleasures). Jeśli dodamy do tego nieodparty urok, jaki mają dla mnie wszelkie legendy opowiadane z perspektywy bohatera, nikogo już nie zaskoczy fakt, że płyta „Merlin – Bard of the Unseen” (2001) tak podstępnie zdetronizowała w moich planach recenzenckich rewelacyjną skądinąd produkcję Hallmarku.

Szczerze powiedziawszy, kiedy po raz pierwszy wysłuchałam „Bard of The Unseen”, wcale nie byłam przekonana, czy nowa wersja płyty z 1981 roku była dobrym pomysłem. Chwilami zapiaszczony i zdławiony wokal Berta Heerinka zamiast czystej skali Edwarda Reekersa, ostrzejsze instrumentarium i bombastyczność kompozycji, dokonujących się nierzadko kosztem subtelności linii melodycznej, a także usunięcie pięciu piosenek z oryginalnego materiału – te wszystkie rzeczy sprawiły, że musiało upłynąć trochę czasu, nim dostrzegłam, że w tym szaleństwie jest metoda.

Zamiast więc luźno powiązanych z tematyką albumu kompozycji w rodzaju „Seagull”, „Boogie Heart” czy „Can’t Afford To Lose”, dostajemy w zamian nowe elementy uzupełniające starą układankę, dzięki którym wyłania się wreszcie historia spójna i kompletna. Są tu zatem takie smaczki, jak porywający synkopami „The Future King” czy pełen pasji duet Merlina i Morgany LeFay „When The Seer Looks Away”. Ten ostatni stanowi imponującą próbę sił między wizjonerem i obrońcą idei Camelotu a kobietą owładniętą żądzą zemsty i zniszczenia. Jakaż siła jest w jej groźbach, które rzuca magowi w twarz, ile nieokiełznanej woli:

I’ll make his kingdom crumble
I’ll cross his every quest
I’ll break him
Then take him
He won’t escape his fate
His knights will fail and tumble
This dream will soon have passed.

Z kolei żywiołowy „At Arthur’s Court” to obraz uczt i turniejów na królewskim dworze, widzianych oczami Merlina. Powracający w nim motyw śmiejącego się trefnisia, któremu towarzyszy kilkunastosekundowa sekwencja dzwonków, przywodząca na myśl obraz błazeńskiej czapki i grzechotki, potęguje przeczucie rozkładu i ostatecznej zguby, jakie przyniesie już wkrótce niewierność królowej i Lancelota oraz konfrontacja Rycerzy Okrągłego Stołu z wojskami uzurpatora Mordreda.

Ale katastrofa jest nam na razie, choć na krótką chwilę, oszczędzona. „The Otherworld”, jedna z piękniejszych piosenek na płycie, przenosi słuchacza w środek galickiego święta Beltane, tradycyjnie wyznaczającego początek lata. Jest w niej i magia, i płonące ogniska, i duszna atmosfera majowej nocy (nie muszę chyba dodawać, kiedy słucha się jej najlepiej). Pogańskiemu klimatowi tej pieśni przeciwstawiony jest następny utwór, „The Purest of Knights”, który traktuje o poszukiwaniu Świętego Graala i zapowiada jego odnalezienie przez Galahada. Niczym na średniowiecznych freskach przesuwają się obrazy rycerzy opuszczających zamek przy dźwiękach fanfar, proporców trzepoczących na wietrze i prób, jakim poddani zostali śmiałkowie, nim ich oczy mogły spocząć na cudownym kielichu.

Jeśli poprzedni utwór pozostawił w nas choć cień nadziei, okazuje się ona złudna już po kilku pierwszych taktach przepięknej kompozycji „Friendship And Love”, poruszającego spektaklu namiętności między Lancelotem i Ginewrą. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że powietrze drga niczym membrana, kiedy głosy Berta Heerinka i Cindy Oudshoorn podejmują kolejno historię zakazanego uczucia, gdy z rozdzierającą serce szczerością dają wyraz rozterkom i poczuciu winy wobec Artura, który nieświadomie stał się częścią miłosnego trójkąta:

How could I live without you
The longing’s far too strong to deny
But I would just break down and die
To see him getting hurt
Would weigh me down with grief

What if he knew
Would he pretend to be so blind
What could he do
Being the one who’s left behind
But how can we choose between friendship and love

To właśnie ów tragiczny wybór między prawem do szczęścia i obowiązkiem, przed którym stają bohaterowie legendy, sprawia, że jest ona prawdziwa i ponadczasowa. „Jak miłość może prowadzić do zdrady, jak dobro może wieść do zła?” – śpiewa Ginewra, wyrażając w ten sposób moralny dramat zakochanych. Szkoda, że wśród usuniętego materiału z poprzedniej płyty znalazła się również piosenka „Now When We’ve Come This Far”, która stanowiłaby wspaniałe dopełnienie wątku miłosnego.

Jest natomiast „Niniane (Lady of the Lake)”, na szczęście! Bo bez niej płyta straciłaby wiele ze swego uroku. Jedna z legend podaje, że Niniane (zwana także Vivian czy Nimue) wykradła Merlinowi tajemnicę zaklęcia tworzenia i uwięziła go w podziemnej grocie. Utwór ten to zarówno wyznanie miłosne Merlina, jak i oskarżenie Niniane o zdradę ich miłości w imię władzy. Ta, która ocaliła go od samotności wśród wizji i snów, skazała go ostatecznie na piekło więzienia zaprawione goryczą zawodu:

Niniane, you’ve cast a spell on me
A tortured man, why won’t you set me free
I’m buried alive
Shut in this case of darkness
There’s no escape here from my grave
My skills can’t save me
The legend will grow and I will withdraw forever
But down my cheeks the melting sorrows flow…

Po kolejnym, pełnym tempa utworze „The Last Battle”, w którym Artur pozbawiony pomocy czarodzieja i zdany na własne siły, staje do ostatecznej rozgrywki z bękartem Mordredem, następuje elegijna pieśń „Avalon”. Koronkowy głos Cindy Oudshoorn wypelnia powietrze, podczas gdy łódź z ciałem poległego króla, w otoczeniu dziewięciu panien obleczonych w kir, wolno sunie wśród mgieł, by spocząć na wyspie wiecznej szczęśliwości. To już koniec. Jeszcze tylko ostatnia posługa, ostatnia pieśń. Najwierniejszy z rycerzy weźmie Excalibur i zaniesie go Pani Jeziora, by spoczął na wieki w głębinie. Do czasu, gdy pojawi się prawowity król.

* wszystkie fragmenty piosenek zaczerpnięte zostały z oficjalnej strony zespołu .

Kayak
Merlin – Bard of The Unseen
Merlin; Tintagel; The Future King; The Sword in the Stone; When the Seer Looks Away; Branded; At Arthur’s Court; The Otherworld; The Purest of Knights; Friendship and Love; The King’s Enchanter; Niniane (Lady of the Lake); The Last Battle; Avalon