Kate Bush
Aerial
EMI Records 2005

Jak dobrze, że wróciła.
Ostatnie 12 lat było dla fanów Kate Bush, delikatnie mówiąc, deprymujące. Zmuszeni do odsłuchiwania w kółko jej starszych płyt, doszukiwali się prawdy w plotkach, które co jakiś czas pojawiały się wokół postaci artystki. Że zwariowała. Że zarejestrowała się w lokalnym urzędzie wyborczym jako Brontowska Catherine Earnshaw. Że, krótko mówiąc, stała się angielskim odpowiednikiem Sinead O’Connor, królowej mentalnej destabilizacji.

Tymczasem piosenkarka urodziła syna, zaszyła się na angielskiej prowincji i doprowadzając swój perfekcjonizm do granic bezwzględności cyzelowała swoje najnowsze dzieło – Aerial.
Aerial to dwupłytowa edycja przywracająca Bush do grona najważniejszych współczesnych twórców. A Sea Of Honey jest zbiorem luźno powiązanych utworów, natomiast A Sky of Honey to suita, zdecydowanie spójniejsza i bardziej majestatyczna niż poprzedniczka. Ale zarówno pozornie bardziej przystępna Sea jak i Sky wymagają minimum kilkukrotnego wysłuchania, aby w pełni docenić kunszt Aerial.

Jest bowiem coś zniewalającego w dopracowaniu tej płyty. Aerial to dzieło dopieszczone pod każdym względem, a mimo to, zgodnie z nazwą, uwodzące lekkością, oniryczne niemalże, unoszące się swobodnie wokół słuchacza, nigdy jednak nie popadając w manieryzm. Jest to idealny przykład tego, czego potrafi dokonać artystka dojrzała – ubrać niezwykle przemyślną konstrukcję w ramy prostoty.

Bush postawiła przede wszystkim na klarowność kompozycji, które zazwyczaj rozwijają się niespiesznie, nabierają rozpędu, aby, jak w przypadku Nocturn, najbardziej porywającego utworu na płycie, wybuchnąć w najlepszym bushowskim stylu. Jest to więc płyta precyzyjna i wyrafinowana – brak tutaj zbędnych dźwięków lub karkołomnych popisów wokalno-instrumentalnych – wszystko podporządkowane jest nadrzędnej formie, której przewodzi głos artystki.

Od strony tekstowej, Aerial wiernie współgra z warstwą muzyczną, zachowując oszczędność i wymowność. Singlowy King of the Mountain owinięty jest wokół postaci Elvisa, Pi w pewnym momencie przeistacza się w wyśpiewywanie kolejnych cyfr tej boskiej liczby, a Bertie to wyznanie miłości do swojego synka. Bush z gracją omija rejony mętnej metaforyki, unikając równocześnie tekściarskich klisz.

I mogłabym dopisać jeszcze trochę ochów i achów, zachwycać się świetlistością tego wymuskanego dzieła, ba, mogłabym nawet użyć najbardziej zakazanego w recenzji słowa i napisać, że Aerial to rzecz piękna. Lepiej jednak posłuchać najnowszego muzycznego dziecka Kate Bush i powtórzyć raz jeszcze: jak dobrze, że wróciła.

—-
Kate Bush
Aerial
A Sea Of Honey:
King of the Mountain; Pi; Bertie; Mrs. Bartolozzi; How to be Invisible; Joanni; A Coral Room
A Sky of Honey:
Prelude; Prologue; An Architect’s Dream; The Painter’s Link; Sunset; Aerial Tal; Somewhere in Between; Nocturn; Aerial