Jorge Louis Borges, człowiek, który ponad połowę swojego życia spędził w bibliotekach (zaczytując się w książkach do ostatniej chwili, nim oczy odmówiły mu posłuszeństwa), był poetą. Przynajmniej sam tak twierdził. Swoje próby prozatorskie cenił niżej niż wiersze – w czym był prawie całkowicie odosobniony. Tym bowiem, co przyniosło mu światową sławę i otarło (1) go o Nagrodę Nobla były opowiadania, które sam wolał nazywać fikcjami.

Borges w swoich opowiadaniach, zwłaszcza w fenomenalnych, wydanych po sobie zbiorach „Alef” oraz „Fikcje”, postawił sobie za zadanie tak gruntowne przemieszanie rzeczywistości z fikcją, by niemożliwe było oddzielenie jednego od drugiego. W swoich fikcjach powołuje się zarówno na istniejące, jak i nieistniejące autorytety (nierzadko też fikcyjni bohaterowie jednych opowiadań stają się autorytetami w innych opowiadaniach), opisując prawdziwe i zmyślone zdarzenia, regiony geograficzne, tworząc na nowo alternatywne historie. Dzięki temu opowiadania Borgesa stają się prozą wielorazowego użytku – czytelnik nigdy do końca nie jest pewien, czy opisane zdarzenia miały miejsce (ale na przykład inni byli bohaterowie), które z krain są prawdziwe, a które wyrosły w głowie Argentyńczyka, czy cytaty mają swe oparcie w księgach, czy tez również są tylko fikcją… Literatura w opowiadaniach Borgesa to gra wyobraźni oraz próba odpowiedzi na to podstawowe dla niego pytanie: jeśli na początku było słowo, to jak ono właściwie brzmiało?

1 ‚ Otarło, gdyż Borges, żyjący po bibliotekach nie bardzo się orientował w sytuacji politycznej. Polityka zaś, wziąwszy pod uwagę estymę, jaką się cieszył pisarz, była nim zainteresowana żywotnie, co zaowocowało wyjątkowo niefortunnym tekstem Jorge Louisa, odebranego jako apologię argentyńskiego reżimu. Kapituła Nagrody Nobla odwróciła się wówczas od Borgesa, niczym Atena od mitycznego Tydeusa, nigdy już nie wymieniając go wśród potencjalnych kandydatów.