John Peel

Gdy odchodzi człowiek, którego obecność w świecie współczesnej muzyki popularnej zdawała się być zjawiskiem wręcz naturalnym, trudno powiedzieć o nim cokolwiek, co nie będzie trącić banałem. Pierwszy Didżej Wszechczasów, Legenda, Kamień Milowy, Ojciec Zastępczy Całych Pokoleń Muzyków i Słuchaczy  – wszystkie te twierdzenia mogą zdawać się tyle patetyczne, ile śmieszne. Mimo to, trudno udawać, że są przesadzone czy nieprawdziwe.

Zasługi, jakie John Peel oddał muzyce, jej twórcom oraz fanom dostrzegano od dawna. Dzisiaj, po raz kolejny, świat na nowo tworzy listę tych, którzy – jak sami mówią – mieli szczęście spotkać go na swojej drodze. Wielu muzyków, jak  Peter Hook (basista Joy Division i New Order – przyp.red.) czy David Bowie, podkreśla, że jego życzliwość oraz wsparcie były wręcz nieocenione dla artystów, w których nikt nie wierzył.  To dzięki jego pomocy wielu debiutantom udało się stawiać coraz pewniejsze kroki na scenie muzycznej i na dłużej na niej zaistnieć. Prezenter BBC Radio 1 przedstawiał Wielkiej Brytanii i reszcie świata bezkompromisowych i odważnych wykonawców, którzy zmieniali oblicze muzyki kolejnych dekad. Joy Division (potem zaś New Order), The Cure, Siouxsie and The Banshees, The Birthday Party, The Fall, The Smiths oraz dziesiątki (jeśli nie setki) innych określa się dzisiaj mianem “dzieci Johna Peela”.

Sam Peel twierdził, że w swoim podejściu do muzyki stara się zachować równowagę między tym, co z pewnością spodoba się ludziom, a tym, co być może polubią. Udało mu się, chociaż chyba można mówić o czymś więcej, niż tylko wierności tej zasadzie. Jego atutem były nieprawdopodobna intuicja oraz umiejętność wyczucia, że ten czy inny artysta ma coś ważnego do powiedzenia.
Przez blisko czterdzieści lat pracy prezentera Peel pozostawał otwarty na nowe zjawiska, nie popadając w nadmierne przywiązanie do jednego gatunku czy stylu, co uczyniło z niego postać wyjątkową wśród didżejów i dziennikarzy muzycznych. Poza nim niewielu z jednakowym zaangażowaniem przedstawiało publiczności tak różnorodnych wykonawców, jak David Bowie. Led Zeppelin, Pink Floyd, The Sex Pistols, Aphex Twin, DJ Shadow, Neko Case, Calexico, Sigur Ros i The White Stripes.

Ów entuzjazm zdaje się świadczyć o tym, że Peel był przede wszystkim uważnym i życzliwym słuchaczem. Takim, który do muzyki podchodzi jako fan, który daje się uwieść nastrojowi i emocjom, który za nic ma twierdzenia, że wszystko już kiedyś było. Choć jeśli ktokolwiek mógłby rościć sobie prawo do formułowania takich tez, to jego kompetencje i znawstwo dawałyby mu w palmę pierwszeństwa.
Można rzec, że Peel stworzył własną kulturę prezentera-animatora, którego zadaniem jest wspieranie muzyki, nie jej niszczenie. Udało mu się udowodnić, że artyści, publiczność i media mogą stać po jednej stronie. W tym względzie także dla wielu słuchaczy stał się wzorem.

Polly Jean Harvey powiedziała, że wraz ze śmiercią Johna umarło radio jako takie. Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem się myli.