Isabel Allende
Opowieści Ewy Luny
Wydawnictwo Muza S.A. 2001
tłum. Ewa Zaleska

 

Widzieliście Dom dusz w reżyserii Billego Augusta? Dla jednych ckliwa, dla innych poruszająca historia. To film nakręcony według najpopularniejszej powieści Isabel Allende, Dom duchów. Książki o wiele bogatszej niż film w wątki, głębię postaci i magię klimatu. Wcześniej zetknęłam się z pisarką w Literaturze na Świecie, w której znalazłam fragmenty książki i rozmowy z autorką.
Zachwyciłam się, i zachwyt ten przetrwał do przeczytania pierwszej jej powieści w całości.

Z każdą następną było trudniej. Momentami rewelacyjne, wciągające, jednak w którymś momencie usypiające – właściwie każdą z jej książek, po Domu duchów,  zaczynałam czytać z nadzieją, jednak porzucałam lekturę przed końcem. Nie znam się na tym na tyle, by wyrokować, czego brakuje pani Allende, żeby jej książki mogły bez rumieńca stać na jednej półce w historii literatury z dziełami innych iberoamerykańskich pisarzy. Złośliwi powiedzą, że stać tam mogą spokojnie, bo cała ta magiczność jest przereklamowana.
No i ma tam swoje własne miejsce – kobiecy realizm magiczny. W każdym opisie jej twórczości znajdziecie słowa o kobiecej mądrości, o zwycięstwie dobra nad złem i triumfie namiętności. Tak, jakby to zawsze oznaczało to samo, a przypisane było kobietom.
Dowiecie się też, że autorka jest feministką. Czyżby to mogło świadczyć o jakości literatury? Bycie feministką w Ameryce Łacińskiej jest samo w sobie bardzo ciekawe i egzotyczne. W książkach Allende nie znajdziecie jednak manifestów.

Mimo sympatii, zachowanej i podtrzymywanej informacjami o samej autorce, żyjącej w naprawdę ciekawych czasach i okolicznościach; położyłam już kreskę na pani Allende, uznając, że nie nadaję się na jej wierną czytelniczkę.
W prezencie gwiazdkowym dostałam jednak nieznaną mi książkę pisarki.

Można to nazwać nawróceniem, przypływem tęsknoty za porzuconymi tomami – czytałam zaskoczona i pełna zachwytu. Każda z tych krótkich opowieści jest koncentratem tego, co najlepsze, najbardziej smakowite w twórczości Isabel Allende.
W całej książce unosi się pochwała i podziw dla opowieści samej w sobie, dla wagi i mocy sprawczej słowa. Uparci zwolennicy tezy o przesiąkniętej kobiecością prozie Allende, mogą znaleźć tu jej potwierdzenie. Skoro już muszą jakąś etykietkę przykleić (irytujące jest jednak, że mężczyźnie piszącemu o mężczyznach nie wytyka się tego na każdym kroku).

Ewa Luna – współczesna Szeherezada – snuje swe opowieści ku pokrzepieniu i pocieszeniu ukochanego. Namiętność, czy to karmiąca się miłością, czy zemstą, zwycięża w tych opisach ludzkich przypadków, a kobiety wykazują się pomysłowością i przebiegłością, którym mężczyźni dorównać nie mogą. Ale nazywanie tego kobiecą mądrością wydaje mi się co najmniej podejrzane. Zapewniam, że można czytać tę książkę bez jakiejkolwiek tezy i broni się ona znakomicie.

Żałuję, że nie znam wcześniejszej książki Allende Ewa Luna, o kobiecie opowiadającej te historie, w której odnaleźć możemy bohaterów Opowieści…
Wygląda na to, że raz jeszcze dam szansę pani Allende i jeszcze jedną jej powieść przeczytam.
Niezależnie od klasyfikacji krytyków oraz swojego stosunku do całej twórczości polecam z czystym sumieniem perełki krótkiej formy w Opowieściach Ewy Luny.