Hanif Kureishi
Budda z przedmieścia
The Buddha of Suburbia
Tłum. Maria Olejniczak-Skarsgard
Zysk i S-ka, Kameleon
Poznań 1998, str. 300

Życie na emigracji nie jest łatwe. Stwarza mnóstwo dodatkowych problemów, które przyjdzie nam rozwiązać, aby móc zaadoptować się w nowym kraju, a czasem i nieznanej, odrębnej kulturze. Bariery językowe, religijne, obyczajowe. Poza problemami codziennego życia trzeba sobie radzić również z nimi. Czy pisanie o tym powieści może stać się sposobem na życie i na dodatek okazać się interesujące dla czytelnika?
Twórczości Hanifa Kureishi nie poznawałam chronologicznie. Tak się złożyło, że ostatnią przeczytaną powieścią był jego literacki debiut – Budda z przedmieścia. Znając wszystkie późniejsze dokonania autora wiedziałam, czego się spodziewać. Mimo to Budda zaskoczył mnie dojrzałym warsztatem i złożoną treścią, w której od początku doszukiwałam się wątków biograficznych sięgających do czasów, kiedy pisarz borykał się z problemami, z którymi mierzyli się jego bohaterowie. Ta identyfikacja nie była bezpodstawna, bowiem zarówno Kureishi, jak i fikcyjna postać Karima pochodzą z rodzin, w których ojciec był Pakistańczykiem, a matka Angielką.

Kwestia adoptowania się społeczności napływowej w Wielkiej Brytanii została potraktowana dogłębnie i z wielką przenikliwością. Ta konkretna historia osadzona została w realiach Londynu lat siedemdziesiątych XX wieku. Kureishi pisząc Buddę nie był niedoświadczonym i niewprawnym literatem. Zanim w 1990 roku na półkach księgarń pojawił się jego powieściowy debiut, autor od ponad dziesięciu lat tworzył już popularne sztuki teatralne, a z czasem również scenariusze filmowe. W 1981 został nagrodzony za sztukę Peryferie i od 1982 roku na stałe związał się z Royal Court Theatre. W 1984 nominowano go do Oscara za scenariusz do Mojej pięknej pralni („My beautiful Laundrette”). Debiutancki Budda również nie przeszedł bez echa. Uhonorowano go prestiżową Whitebread Prize. Z czasem Kureishi sięgnął również po krótkie formy. Efektem tych zabiegów był zbiór opowiadań Miłość w smutnym czasie oraz nowele pisywane do Harper’s, Village Voice czy The Atlantic.

Budda z przedmieścia został przetłumaczony na kilkanaście języków. Brytyjska telewizja BBC nakręciła na jego podstawie miniserial. I tym razem sprawdziła się stara zasada, że początkujący pisarz powinien sięgać po tematy na których się zna, w których ma coś ciekawego i prawdziwego do przekazania.
Motywem przewodnim tej powieści jest próba pokazania codziennego życia społeczności, która masowo napływała do stolicy Wielkiej Brytanii z krajów Wschodu, w tym również z Pakistanu czy Indii. Autor bazował tutaj na własnych doświadczeniach i obserwacjach, które wyniósł z rodzinnego domu. Sam Kureishi, podobnie jak jego kilkunastoletni bohater Karim, jest już pokoleniem poemigracyjnym, urodzonym na terenie Anglii. Pisarz wychował się w hrabstwie Kent, ale akcję swego debiutu umieścił na przedmieściach Londynu, który poznał w czasach studenckich podczas zgłębiania tajemnic filozofii na King’s College. To właśnie podczas nauki w stolicy zaczął pisać swoje pierwsze sztuki teatralne. Wspomnienia tamtych chwil znalazły swe odbicie również w fabule Buddy. Zdobyte podczas studiów doświadczenia, które przekształciły się w najlepszą lekcję życia, wplótł w fikcyjny życiorys nastoletniego Karima.

Pierwszą rzeczą, która mnie zaskoczyła w początkowych rozdziałach tej książki, był doskonały humor w typie pisarstwa rodowitych mieszkańców Wysp – Davida Lodge’a czy Kingsleya Amisa. Satyra ta była bowiem podszyta wnikliwą obserwacją stylu życia ludzi z przedmieść wielkich aglomeracji, dla których jednym z ważniejszych celów jest porzucenie obrzeży miast i zamieszkanie w samym centrum. Takie przenosiny wiązały się niejednokrotnie z awansem społecznym.
Trafny humor i potoczny, cięty język zdecydowanie działają na korzyść tej powieści. Szara rzeczywistość emigrantów ubrana w ciąg zabawnych scen, okraszonych wywołującymi śmiech dialogami zamienia nieciekawy świat w kolorowy, egzotyczny mikrokosmos. Takiego rodzaju humoru zdecydowanie brak w kolejnych powieściach Kureishiego (Czarny album, Intymność, Dar Gabriela). Mam wrażenie, że pisarz odrzucił rolę prześmiewcy, a zagłębił się w problemach ludzkiej psychiki i tego, co dzieje się z ludźmi pod wpływem określonych, często bardzo trudnych sytuacji. Nie piszę tego jednak, aby krytykować wybór takiej drogi, chcę jedynie wskazać przemianę, która dokonała się w ostatnich latach na jego pisarskiej drodze. Późniejsze powieści – zdecydowanie poważniejsze – to wciąż doskonała literatura, będąca zręcznym lawirowaniem pomiędzy odkrywaniem ciemnych stron ludzkiej duszy, a opisywaniem zwykłego życia.
W Buddzie problemy bohaterów przyodziane zostały w płaszczyk ironii, przez co nie wydają się tak poważne i schodzą jakby na plan dalszy. Kureishi nie szczędzi słów krytyki ludziom, którzy podobnie jak jego ojciec przybyli do Wielkiej Brytanii z odległych krajów i odmiennych kultur w poszukiwaniu lepszego życia. Jak zręczny żongler przeplata komiczne sytuacje z dramatami codzienności, starając się nam pokazać, że biegunowo różne emocje i nastroje to huśtawka, na której każdy z nas musi się co dnia znaleźć.

Bohaterem Buddy jest kilkunastoletni Karim. W tej postaci autor ukrył siebie sprzed lat. Początkowe rozdziały wydają się bardziej skupiać na osobie jego ojca – tytułowego guru z londyńskich przedmieść. Ale to tylko zabieg, gdyż tak naprawdę powieść opowiada o dojrzewaniu Karima, który zupełnie się zmienia pod wpływem nieoczekiwanego ciągu zdarzeń, zapoczątkowanego rozstaniem jego rodziców. Mieszane małżeństwo Pakistańczyka i Angielki nie wytrzymuje próby czasu. Ojciec ucieka w ramiona atrakcyjnej kochanki, matka przechodzi załamanie nerwowe i zamyka się w sobie. Życie ich dzieci w świecie zdominowanym przez białych, reprezentujących często najbogatsze warstwy społeczeństwa, nie jest usłane różami. Mieszkańcy przedmieść nie mają pełnoprawnego wstępu do centrum miasta, nie są tam mile widziani, a póki żyją wciąż na takim samym poziomie, traktuje się ich jak ludzi gorszej kategorii.
Kureishi nie kryje, że rasizm w Wielkiej Brytanii to wciąż palący problem. Śmiało pokazuje, że białe dzieci już w szkole gardzą Murzynami, Żydami czy Hindusami. To właśnie dla takich ludzi pobudowano ubogie dzielnice na skrajach miast. W jednej z nich dorasta wraz z bratem Karim. Jego ojciec Harun od czasu, kiedy przybył do Wielkiej Brytanii, aby rozpocząć studia, niczego się nie dorobił. Poznajemy go w chwili, kiedy fascynacja nowo poznaną Evą osiąga taki stopień zaangażowania, że decyduje się opuścić rodzinę i przenieść do domu swej nowej wybranki, nie kryjąc już dłużej rodzącego się romansu. Od dawna poświęcał już coraz mniej czasu monotonnej pracy biurowej podążając własną ścieżką rozwoju duchowego, która w rzeczywistości „objawiała” się ogólnym nicnierobieniem. Karim odkrywa związek Haruna i Evy i czuje żal do ojca za to, jak potraktował jego matkę. Nie mając pozytywnych wzorców, sam zaczyna oddalać się od swych obowiązków i z czasem rezygnuje z chodzenia do szkoły. Fascynuje go życie jako pasmo dobrej zabawy. Chętnie bywa w pubach, klubach i na imprezach, wszędzie tam, gdzie dostrzega inny, lepszy świat, daleki od podmiejskich trosk i pejzaży.
Harun całkowicie ulega swojej nowej miłości i diametralnie zmienia swoje życie. Kładzie to kres rodzinie Karima. Związek rodziców rozpada się, a ojciec zamieszkuje w domu kochanki. Tam zaczyna działać jako duchowy przewodnik, skupiając przy sobie garstkę zwolenników. Bazując na religii i duchowości wschodu daje wykłady w domach o tym, jak żyć i jak radzić sobie z codziennością za pomocą modlitwy, jogi, medytacji.

Bohater Kureishiego wpada w podwójnie trudną sytuację. Z jednej strony próbuje pocieszyć załamaną matkę, z drugiej przenosi się do domu Evy i ojca, dzięki którym zaczyna coraz bardziej obracać się w kręgach ludzi z centrum miasta. Takie oddalenie od przedmieść jest dla niego pociągającą i jedyną słuszną wizją przyszłości. Marzeniem każdego emigranta i jego dzieci jest awans klasowy. Świadczyć o nim może przeprowadzka do lepszej dzielnicy czy serca miasta.

W opowieści o Karimie pisarz sprawnie wplótł obraz przemian, jakie dokonały się wewnątrz coraz bardziej kolorowej i międzynarodowej społeczności Londynu. Atrakcyjności powieściowym zdarzeniom dodaje fakt, że wszystko rozgrywa się w latach siedemdziesiątych, kiedy rodzi się punk rock i wiele innych związanych z muzyką subkultur. Na przykładzie historii jednej rodziny Kureishi pokazuje, że trzymanie się w zwartej grupie rasowej odchodzi w przeszłość. Bohater dzięki ambicjom Evy i jej wystawnym przyjęciom, na które sprasza popularne osoby z show biznesu sam trafia w centrum takiej grupy, odnajdując tam uznanie i akceptację. Do chwili spotkania z jedną z popularnych grup teatralnych nie odnajduje swego miejsca w życiu. Pierwsza rola w teatrze, jaką dostaje przeradza się w dłuższą współpracę. To właśnie teatr staje się celem i najszybszą szkołą życia. Spora część powieści to barwny opis zwyczajów i rozwiązłej obyczajowości, panującej w brytyjskich offowych grupach teatralnych. Trafność opisów codziennego życia małych teatrów to z pewnością zasługa doświadczeń samego autora, który jako twórca licznych sztuk i scenariuszy miał okazję zapoznać się z stylem życia tego środowiska zawodowego. Ten wątek z pewnością zasługuje na uznanie. Nie brak w nim śmiałych scen erotycznych i opisów orgii. Karim dzięki przynależności do teatralnej trupy prowadzonej przez ekscentrycznego, ale cenionego reżysera zdobywa uznanie jako artysta.

Mam jednak osobiste zastrzeżenia do tej historii. O ile w pozostałych powieściach Kureishiego stałam po stronie któregoś z bohaterów, postacie z Buddy nie dają się polubić. Jeśli mam być szczera – ja je nawet szczerze znienawidziłam. Nie budzi mego entuzjazmu przemiana Karima – z chłopca z przedmieść, w sławnego aktora z awangardowej grupy teatralnej. Tak naprawdę nie osiąga on nic dzięki pracy nad sobą, wszystko przychodzi mu w życiu przypadkowo i nie wynika z umiejętności. Dla mnie Karim do samego końca pozostaje prostym i naiwnym chłopakiem, którego prędzej czy później przygniecie cios, po jakim trudno będzie mu się pozbierać. Drażniła mnie też osoba Haruna – miejscowego guru i tytułowego Buddy, który tak naprawdę wciąż szuka sensu życia dla siebie, więc tym bardziej nie powinien dawać istotnych porad i wskazówek innym, żerując jedynie na ich głupocie. Elementy religii wschodu stają się tylko błyszczącym dodatkiem do nic niewartej nauki, którą głosi za pieniądze, wędrując po różnych domach. Harun, to podobnie jak jego syn – szczęściarz z przypadku. Gdyby nie Eva, zostałby kolejnym życiowym nieudacznikiem i zasilił grono bezrobotnych emigrantów. Nie przekonuje mnie też jego związek z atrakcyjną Evą. Jakoś nie potrafię uwierzyć w ich szczęście, mimo, że powieść kończy się zapowiedzią ich ślubu. Na niekorzyść ich związku świadczy też scena, kiedy Karim odkrywa, że ojciec nie jest do końca z Evą szczęśliwy i może gdyby zaszła taka okazja powróciłby do swojej pierwszej żony. Najwięcej na tych wszystkich przemianach skorzystała chyba właśnie ona. Po okresie depresji, będącej efektem rozpadu jej małżeństwa i rodziny, przełamuje się i odnajduje szczęście w ramionach atrakcyjnego Anglika.

Czy te osobiste krytyczne uwagi to jednak powód, aby nie cenić tej książki? Zdecydowanie nie! Jakkolwiek by nie osądzać bohaterów, pisarz pokazał ich los w sposób, w jaki mógł to zrobić tylko ktoś, kto sam tego doświadczył i zmagał się z podobnymi problemami. Kureishi debiutując jako twórca powieści zrobił rzecz najprostszą – sięgnął do swoich korzeni i pokazał nie tylko to, co dobre, ale wytknął także wszystkie wady środowiska z jakiego pochodzi. Dodatkowo przybrał to w zgrabną historię walki emigrantów o należne im miejsce w społeczeństwie, w którym przyszło im żyć i zakładać rodziny. Jako pisarz wyszedł z tego obronną ręką. A czy to, co opisuje, podoba się nam i na ile się z tym identyfikujemy, to już sprawa pomiędzy twórcą, a jego odbiorcą, czyli czytelnikiem.
Mimo, że przedstawiony świat to nieznana mi i daleka kultura, doceniam kunszt literacki i zaangażowanie w poruszaną problematykę. Jeśli ktoś miałby jeszcze wątpliwości, mogę tylko dodać, że twórczość tego pisarza zdecydowanie zasługuje na poznanie. Różnorodność tematów, jakie Kureishi porusza, każe mieć nadzieję, że w następne powieści wplecie jeszcze wiele ciekawych wątków przez co nie stanie się piewcą jednej tematyki, jedynie przyrządzanej na rózne sposoby. Wierzę w talent Kureishiego i dam mu kolejną szansę tym bardziej, że patrząc z perspektywy czasu śmiało można powiedzieć, że podąża w dobrym kierunku, o czym świadczy doskonała, ostatnio wydana w Polsce powieść Dar Gabriela. Ale aby ona powstała, musiała zostać napisana również tak znacząca książka jak Budda z przedmieścia.

Debiut Kureishiego przetarł drogę do pisarskich sukcesów również dla innych początkujących pisarzy, poruszających kwestie narodowościowe i rasowe (np. Monica Ali z Brick Lane). Brytyjski autor zapoczątkował nowy nurt, w którym emigranci z wielu krajów świata opisują swoje życie w krajach Europy Zachodniej, nie wypierając się jednocześnie swoich korzeni i kultur w których wzrastali. Tak przyrządzony literacki koktajl jest często o wiele ciekawszy, bowiem ukazuje różnorodność i wielobarwność świata, w którym obecnie żyjemy, oraz kładzie nacisk na te wartości, które wciąż warto podtrzymywać, choćby miały nas zdecydowanie wyróżniać i określać odrębną tożsamość.