Bernard Malamud, „Pomocnik” (The Assistant)
wyd. PIW, seria  „Współczesna proza światowa”, Warszawa 1988

Morris Bober, żydowski sklepikarz żyjący z rodziną na przedmieściach Nowego Jorku, jest człowiekiem, któremu wiatr zawsze zdmuchnie kapelusz, kelner wyleje zupę na koszulę, a wszystkie psy z okolicy będą załatwiać się właśnie pod jego domem. Bober jest wiecznym pechowcem, człowiekiem porządnym i przez swoją porządność tragicznym.

Sklep Morrisa to miejsce pochówku jego marzeń. Bober, który uciekł przed pogromami z Europy z nadzieją na urzeczywistnienie swojego „amerykańskiego snu”, staje się więźniem w małym posępnym sklepie, powolnie wykańczanym przez dynamiczną konkurencję. Wewnątrz sklepu, dzień po dniu, Bober odgrywa ten sam rytuał, którego sensem jest wyczekiwanie na klientów, powoli rezygnujących z usług zmęczonego i rozgoryczonego Morrisa.
Frank Alpine jest włóczęgą, gojem. To człowiek prześladowany przez własną przeszłość, co upodabnia go do Morrisa, który stara się nie dostrzegać nędzy swojej teraźniejszości.
„Pomocnik” Malamuda to opis spotkania Franka i Morrisa, dwóch światów i dwóch bardzo różnych sposobów myślenia. Kiedy Morris zostaje napadnięty w swoim sklepie niejako w „zastępstwie” za bogatszego kupca (kolejny przykład nieustającego pecha Bobera), Alpine pojawia się jako dobry duch, który przejmuje opiekę na sklepem i powoli zmienia życie rodziny Boberów, sam jednocześnie przechodząc konieczną transformację.

Charakterystyczną cechą pisarstwa Malamuda jest wielopoziomowość jego literackich konstrukcji. „Pomocnik” nie jest tu wyjątkiem; klarowny styl pisania Malamuda, dzięki bogatej symbolice i niezwykłej, kryształowej wręcz przejrzystości właściwej tej prozie, sprawia, że powieść wydaje się być wymarzonym materiałem do interpretacji. „Pomocnik” nie jest sentymentalny, ale posiada wielkie pokłady czułości. Malamud rozumie zachowania swoich bohaterów, chociaż unika ocen. Pisze o próbach wzniosłości, ale odrzuca patos. Morris Bober bywa bohaterski równie często jak żałosny. Frank Alpine jest lojalnym pracownikiem, który potrafi obdarować ukochaną tomikiem Szekspira, jak i posunąć się wobec niej do przemocy.

Magazyn „Time” napisał kiedyś o prozie Malamuda, że wywraca pospolitość do góry nogami i napełnia ją blaskiem oryginalności. Ta przekora wobec codzienności jest także obecna w „Pomocniku. To wielka mała powieść.