Alessandro Baricco
„Jedwab”,
wyd II, 2003, Czytelnik

 

Kiedy Herve Jancour wyruszał w trzecią, decydującą, choć wcale nie ostatnią, podróż do krainy dojrzewającej morwy, nie był świadom tego, że ktoś go obserwuje. Bo też, po prawdzie, obserwator był dobrze ukryty, patrzył na Hervego z odległości dobrych stu lat.

Baricco w króciutkiej notce dotyczącej swojej debiutanckiej powieści napisał, że nie jest to książka o miłości. I rzeczywiście nie jest. Wszak pisać o miłości – i tylko o niej – to kłamać i zwodzić. Czysta miłość nie istnieje, nie da się jej wydestylować z życia.

Skoro nie jest to książka o miłości, to o czym? O Jedwabiu, we wszystkich jego rzeczywistych i metaforycznych wersjach. To książka o małych jedwabnikach, których kruche życie ważyło na kruchym życiu ludzi. To książka o jednym mężczyźnie i trzech kobietach. To książka o tym, gdzie można znaleźć to, czego się wcale nie szukało. To książka o milczeniu, o muzyce milczenia oraz o krzyczeniu milczenia. Spośród wszystkich rzeczy, o których ta książka jest, do głowy przychodzą mi jeszcze dwie – to książka o przemierzaniu i o Bajkale, który miejscowi nazywają nieskończonością.

P.S. No dobrze. Jest tu także historia pewnej miłości.