Jerry Fodor, przedstawiciel kierunku filozoficznego zwanego komputacjonalizmem (nie wiem, jak strawniej przełożyć angielskie słowo computationalism), opierając się na przemyśleniach Alana Turinga stwierdza, że racjonalne procesy myślowe polegają na zgodnym z prawami logiki, syntaktycznym przekształcaniu zdań będących mentalną reprezentacją rzeczywistości w inne zdania, przy zachowaniu ich cech semantycznych, tzn. prawdziwości. Przetwarzanie to jest więc czysto syntaktyczne, przy czym semantyka (treść, znaczenie), choć bez znaczenia dla procesu, jest tym niemniej w nim zachowywana.

Mózg ludzki, jako maszyna do dowodzenia twierdzeń. Czasem tak – ale czy zawsze, czy przede wszystkim?

Pewien złośliwy Anglik, Wilde lub Shaw, powiedział, że nikt nie jest na tyle bezwartościowy, by nie mógł przynajmniej służyć za zły przykład. Niedawno czytałem o kilku mieszkańcach Sokółki, którzy dla czterech kanistrów benzyny zabili Białorusina, po czym pojechali na dyskotekę. Nie sądzę, by procesy zachodzące w ich mózgach można by nazwać „przekształcaniem zdań prawdziwych w inne prawdziwe, zgodnie z prawami logiki”.

To przykład ekstremalny, ale zastanówmy się, do czego właściwie służy mózg. Niewątpliwie jego dziedzictwo jest zwierzęce. Pierwotnym zadaniem „urządzenia” nie było rozwiązywanie paradoksów logicznych, lecz koordynacja funkcji organizmu, orientacja w otoczeniu, poruszanie się, ucieczka przed drapieżnikiem i zdobywanie pokarmu. Czy jest do tego potrzebna całkowita formalna poprawność? Nie. Decydujące są ocena sytuacji i podejmowanie decyzji przy niepełnej informacji w skończonym czasie. Jakość nie musi być optymalna, ma być wystarczająco dobra. Stąd tak dobrze jest rozwinięte rozpoznawanie konturów, poruszających się obiektów, koncentracja na twarzach ludzi i umiejętność oceniania ich nastrojów i zamiarów. Nie zawsze ocena ta jest poprawna, na ogół jednak tak; dokonujemy jej też w czasie, o którym komputery nie mogłyby marzyć, gdyby marzyć potrafiły. Ponieważ już inne naczelne, jak szympansy, żyją w grupie, od dawna umiejętność ta może decydować o życiu i śmierci. Również dziś może od niej zależeć dostęp do pokarmu, zwłaszcza gdy rozmówcą jest klient lub szef (naczelny).

Mózg i układ wzrokowy nie powstały do czytania książek. Fascynujące, że tak dobrze się do tego nadają! I to mimo że na adaptację ewolucyjną właściwie nie było czasu, więc funkcje te były „wbudowane” wcześniej.

Czemu więc jesteśmy tak dumni z naszej logiki? Przede wszystkim dlatego, że odróżnia nas wyraźnie od zwierząt. Jest też wspaniała – pozwala nam udowodnić, że żaden iloraz naturalnych liczb m/n nie jest równy liczbie pi, porównywać moce nieskończonych zbiorów liczbowych, a nawet trafić w Marsa, jeżeli nie zapomnimy dopilnować, by wszystkie moduły software’u liczyły w jednostkach metrycznych. Lecz z drugiej strony nadmierna wiara w potęgę umysłu prowadzi do przekonania, że świat da się opisać niewielkim zbiorem prostych pojęć i reguł. A olśnienie odkryciem często prowadzi do zaślepienia, którego konsekwencją mogą być mało wesołe pomysły od brutalnego postępowania z chorymi psychicznie, lub odmiennie myślącymi, po różne formy „inżynierii społecznej”. Francisco Goya zatutułował swój cykl grafik: „Gdy rozum śpi, rodzą się potwory”. Gdy pewny siebie rozum przestaje wątpić, rodzą się potwory niezgorsze.

Szukamy ścisłości, lecz rzeczywistość, zwłaszcza międzyludzka, nie daje się naszym językiem opisać prosto i jednoznacznie. Każdy, kto ma jako tako funkcjonujące małżeństwo, wie, że przychodzi moment, gdy roztrząsanie logiczne każdego powiedzianego słowa jest kontraproduktywne i porozumienie można osiągnąć jedynie w sferze nonwerbalnej. Zwłaszcza, że scenę sprzed kilku minut każdy pamięta inaczej. Przyznaję, że (nie wymieniając nazwisk) wielu informatykom sprawia trudność zrezygnowanie z precyzji, gdy o wiele sensowniejszy jest serdeczny gest i słowa: „Piękny dziś zachód słońca, może pójdziemy się przejść?”. To trudne, lecz może jednak spróbujemy?

 

Ilustr. Anemone123/pixabay.com