Znam drzewko najśliczniejsze z drzew,
co na tej ziemi rosną;
gdy w polu wiatr śnieżysty dmie,
kwiatuszki jego błyszczą się
i wszystkich darzą wiosną
(kolęda ewangelicka, słowa ks. Paweł Sikora)

 

Od niepamiętnych czasów drzewa wzbudzały w człowieku uczucie fascinosum. Uważano je za symbol bóstwa, czczono mieszkające w nich duchy i/lub demony, którym składano ofiary. Bardzo chętnie posługiwano się nimi w praktykach magicznych, wróżono z szumu liści, wierząc, że w ten sposób objawia się boża wola. Szczególne znaczenie miała zdolność drzew do odradzania się na wiosnę, którą kojarzono ze zwycięstwem nad śmiercią, oraz wieczna zieloność palm, drzew oliwnych, cyprysowatych i iglastych (oprócz modrzewia), w której widziano symbol wiecznego życia. O tej zdolności odradzania się wspomina nawet biblijna księga Hioba: Drzewo ma jeszcze nadzieję, bo ścięte, na nowo wyrasta, świeży pęd nie obumrze. Choć korzeń zestarzeje się w ziemi, a pień jego w piasku zbutwieje, gdy wodę poczuje, odrasta, rozwija się jak młoda roślina (14,7-9). Starożytni wierzyli, że siły natury mogły przechodzić z jednej istoty żywej na drugą. Aby życie, płodność i wieczność stały się także udziałem człowieka, należało dotknąć, a jeszcze lepiej otoczyć się gałązkami lub drzewkami. Z gałęzi powstawały więc wieńce, biczowano się witkami, rozkwitającymi pędami uderzano kobiety, aby być pewnym ich płodności. Popularne było też zatykanie gałązek za drzwi i okna, wieszanie ich u sufitu (np. słowiańskie podłaźniczki/juty, czy jemioła wśród Germanów), albo wnoszenie do domów niewielkich drzewek, szczególnie wiecznie zielonych choinek. Zielone gałęzie w domach miały nie tylko zapewniać płodność, urodzaj, pomyślność, zdrowie i życie, ale także chronić domostwo przed złem.

Jak to się stało, że niechrześcijańskiej proweniencji zimozielone drzewo jest dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Bożego Narodzenia? Rodzi się też pytanie, jak to możliwe, aby w chrześcijańskim świecie kultywowano pogańskie zwyczaje? Od czasów Konstantyna, kiedy chrześcijaństwo stało się religią państwową, kulty pogańskie były przecież zwalczane. Jeszcze na początku VI w. Cezary z Arles, którego kazania dają niezwykle ciekawy obraz konfliktu młodej religii państwowej ze starymi wierzeniami pogańskimi, nawoływał do wycinania świętych drzew: Bracia najukochańsi! Nie dopuszczajcie żadną miarą do naprawiania świątyń bałwochwalczych, a raczej gdziekolwiek je spotkacie, dążcie do ich zburzenia i rozebrania. Również tak zwane święte drzewa wycinajcie z korzeniami, ołtarze diabelskie doszczętnie niszczcie!

   Ten bezkompromisowy nurt chrystianizacji dominował w czasach karolińskich. Wydaje się, że wpisuje się weń również św. Bonifacy, zwany apostołem Germanów (VIII w.), który przyczynił się do wykorzenienia kultu świętych dębów i któremu przypisuje się upowszechnienie sosny jako symbolu Chrystusa i chrześcijaństwa. Biograf Bonifacego, Wilibald, ze szczegółami opisuje zniszczenie świętego dębu poświęconego Odynowi w okolicach Geismar: Wielu mieszkańców Hesji, którzy w tym czasie poznali wiarę katolicką, wyznawało ją dzięki łasce Ducha Świętego (…). Inni jednak, nie dość jeszcze mocni duchem, wzbraniali się przyjąć w całości czystą naukę Kościoła. Niektórzy w tajemnicy, inni otwarcie trwali w składaniu ofiar drzewom i potokom, we wróżeniu z wnętrzności ofiar. Niektórzy praktykowali wróżbiarstwo i magię, inni auguria i auspicia, jeszcze inni – różne ofiarnicze ryty, podczas gdy ci, którzy byli rozsądni, porzucali pogańskie praktyki i nie popełniali tych zbrodni. Za poradą tych ostatnich Bonifacy postanowił ściąć znajdujące się w miejscowości zwanej Gaesmare drzewo [dąb] ogromnych rozmiarów, które w języku dawnych pogan nazywane było drzewem [dębem] Jupitera/Jowisza (…). Zadał pierwsze cięcie, a działo się to w obecności wielkiej liczby pogan, przeklinających go najzacieklej jako nieprzyjaciela swych bogów. Ale kiedy tylko zrobił to powierzchowne cięcie, nagle potężna górna część drzewa za sprawą silnego podmuchu wichru gwałtownie spadła na ziemię łamiąc przy tym swoje górne konary. Jakby w ten sposób Bóg wyraził swą wolę (…) Dąb rozpękł się na cztery części, a każda z nich miała taką samą długość. Poganie będący świadkami tego nadzwyczajnego widowiska przestali lżyć i przeklinać, przeciwnie – zaczęli wierzyć i chwalić Pana. Następnie święty biskup za radą braci wybudował z tego dębowego drewna kaplicę ku czci św. Piotra Apostoła.

Można by zostawić historię Bonifacego bez komentarza, gdyby nie pewien szczegół, a mianowicie wspomniane wybudowanie z drewna uzyskanego ze świętego dębu chrześcijańskiej kaplicy ku czci św. Piotra. Zupełnie tak, jakby apostoł Germanów zastosował się do instrukcji misyjnych papieża Grzegorza Wielkiego (VI/VII w.), pisanych co prawda dla Mellitusa z Cantenbury, ale z intencją wprowadzenia ich w całej Europie. Grzegorz zalecał, aby nie burzyć pogańskich świątyń, lecz zamieniać je na świątynie chrześcijańskie. Wtedy naród „widząc, że nie burzy się jego świątyń, wyrzuci błąd z serca, a poznając i czcząc prawdziwego Boga z większym zaufaniem będzie śpieszył na miejsca, do których się przyzwyczaił” (za: A. Bober). Słusznie też Grzegorz zauważa, że nie można ludzi pozbawiać od razu wszystkiego, podobnie jak nie osiąga się szczytu skokami lecz raczej za pomocą małych kroczków. Nieco później, w IX w., papież Mikołaj I w Responsa ad Bulgarorum pisze: Wszelkie zwyczaje pogańskie, które nie są grzeszne, należy podtrzymywać również po nawróceniu narodu (…). Czymkolwiek zajmowaliście się przed chrztem, również teraz, po chrzcie, możecie swobodnie czynić (za: G. Ryś), a Wincenty Kadłubek (XII/XIII w.) pyta: Czy dlatego, że ten obrzęd wymyśliło i wytworzyło pogaństwo, będziemy sądzić, iż zasługuje on na przekleństwo? Niezbożną bowiem jest rzeczą nie czcić tego, co rozum uświadomił, co ma we czci bogobojny obyczaj przodków.

Widać więc, że ścierają się tu dwie tendencje. Jedna propagowana przez Kościół wysoki i wysoką, uczoną teologię, aby bezwzględnie zwalczać kulty i rytuały pogańskie, druga propagowana przez Kościół ludowy, mający pretensje do katolickości – powszechności, aby wykorzystywać dawne wierzenia, o ile nie są w jaskrawy sposób sprzeczne z nauką Kościoła. W przypadku misji Bonifacego zwyciężyła właśnie opcja druga. W oficjalnej hagiografii reprezentowana jest przez fragment mówiący o wybudowaniu kaplicy ku czci św. Piotra ze świętego dębu Odyna.
Później pojawiły się inne legendy „usprawiedliwiające” szczególne zainteresowanie germańskich chrześcijan wiecznie zieloną sosną lub świerkiem. Jedna z nich mówi, że Bonifacy, aby przybliżyć poganom tajemnicę św. Trójcy, wykorzystywał trójkątny kształt sosny. Neofici zaczynali więc darzyć szacunkiem to drzewo, będące dla nich swoistą teofanią. Inna z legend nawiązuje do przytoczonej wyżej historii ze ścięciem świętego drzewa w Geismar. Kiedy dąb padł na ziemię i rozpękł się na cztery części, zniszczył inne okoliczne drzewa. Cało uszła jedynie mała sosenka. Wydarzenie to Bonifacy uznał za znak od Boga, a wiecznie zielone drzewko z gałązkami wzniesionymi do nieba stało symbolem Chrystusa i Jego obietnicy obdarowania wiernych wiecznym życiem.

To, że drzewo, najlepiej wiecznie zielone, ma symbolizować Chrystusa i zbawienie nie jest oczywiście nowatorskim pomysłem Bonifacego, lecz nawiązaniem do symboliki biblijnej oraz do pism Ojców Kościoła. Zgodnie z chrześcijańską interpretacją starotestamentowych proroctw małą gałązką, młodym pędem wyrastającą z pnia Jessego (Iz 11,1; por. 53,2) jest mesjasz – Jezus Chrystus. Motyw ten dość często pojawiał sie w sztuce średniowiecznej: z wnętrzności śpiącego starca Jessego wyrasta drzewo, a wśród jego liści i gałęzi zobaczyć można królów-przodków Jezusa i proroków z filakteriami, na których zapisano przepowiednie przyjścia na świat Zbawiciela.
Często wspominany na kartach Biblii cedr symbolizuje życie wieczne i samego Chrystusa (por. Ez 17,22-23), drzewo oliwne reprezentuje Mądrość (Syr 24,14), utożsamianą również z Chrystusem, palma na którą chce wspiąć się oblubienica z Pieśni nad Pieśniami (7,9) to według alegorycznego wykładu Biblii „Chrystus na drzewie krzyża, ofiarujący oblubienicy-Kościołowi owoce swojej zbawczej śmierci” (D. Forstner).
Obietnicę wiecznego życia autor 1 listu Piotra nazywa dziedzictwem niewiędnącym; obraz ten komentuje w Moraliach Grzegorz Wielki: Zielonym nazywa się coś, co nie więdnie w miarę upływu czasu. Zieleni się zaś to, co tkwi w tym dziedzictwie, o którym apostoł Piotr powiada „do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego” (1P 1,4). Tym bowiem prawdziwiej zieloni są wszyscy, im bardziej korzenie swej myśli zapuszczają w niewiędnącym dziedzictwie.
O wiecznie zielonym bukszpanie Ambroży z Mediolanu (IV w.) pisze, że jest symbolem nadziei zbawienia: Zarazem i on, który zawsze się zieleni i nigdy nie zrzuca liści, upomina cię, abyś nigdy z powodu niedbalstwa nie tracił nadziei, ale aby zawsze wzrastała w tobie dzięki wierze nadzieja zbawienia. Augustyn w tej symbolice dostrzega też akcenty antropologiczne i eschatologiczne: Drzewo jest także obrazem ludzkiej wartości życia: „Bo życie nasze ukryte jest z Chrystusem w Bogu” (Kol 3,3). Dlatego ludzie w zimie mogą powiedzieć „Martwe jest drzewo, na przykład figa, grusza i inne drzewo owocowe; są podobne do drzew uschłych i póki trwa zima nie jest to jawne. Lato wypróbowuje i sąd wypróbowuje. Naszym latem jest objawienie się Chrystusa. Bóg jawnie przyjdzie” (…).

Wielkie znaczenie ma też powiązanie wiecznie zielonego drzewa z biblijnym drzewem życia. Opisy”drzewa życia” znajdują się m.in. w Objawieniu Jana (22,2) i u proroka Ezechiela (47,12), który mówi, że z drzewa [życia] rodzącego owoc nie opada liść. Ponieważ większość drzew liściastych gubi na zimę swoje liście, z drzewem życia utożsamiono albo oliwkę albo drzewo iglaste – zazwyczaj sosnę lub jodłę, albo – to najczęściej – drzewo z rodziny cyprysowatych: cyprys lub cedr.

Lignum vitae kojarzy się jednak nie tylko z czasami ostatecznymi, ale też z rajskimi początkami (Rdz 2,8). Z drzewem życia rosnącym w środku ogrodu Eden utożsamiano niekiedy sosnę, która, jak głosi jedna z wielu legend, została stworzona jak każde inne drzewo; miała kwiaty, liście i owoce. Ale gdy Ewa sięgnęła po zakazany owoc, liście sosny pomarszczyły się i skurczyły, przekształcając w igły, a kwiaty i owoce przemieniły się w szyszki. Od tej pory tylko raz w roku, w noc Bożego Narodzenia, sosna w cudowny sposób zakwita. Zgodnie z duchem tej opowieści, w czasie świąt ozdabiano drzewko papierowymi kwiatami. Pierwotnie były to kwiaty czerwone i białe, symbolizujące wiedzę i niewinność. Później zaczęły się pojawiać także inne kolory.
Rajskie konotacje można dostrzec również w polskich tradycjach. Podłaźniczkę często nazywa się rajskim drzewkiem bądź bożym drzewkiem, a wigilia Bożego Narodzenia była uważana za dzień wyjątkowy, kiedy wracał „czas początków” i ziemia znów stawała się rajską krainą.

   Ten „rajski” nurt symboliki choinki rozpowszechniony był bardzo w średniowieczu, głównie za sprawą misteriów, będących udramatyzowanym i rozciągniętym w czasie kazaniem oraz katechezą. Misteria pełniły również funkcję podobną do Biblia pauperum, inscenizowano w nich bowiem najważniejsze epizody biblijne. Od ok. XI w. jednym z najbardziej popularnych motywów misteryjnych był motyw stworzenia ludzi, ich nieposłuszeństwa i wygnania z raju. W przedstawieniach, które odbywały się w zimie, w okresie adwentu, rajskie drzewo życia oraz drzewo poznania dobra i zła, a także na zasadzie pars pro toto cały Eden, reprezentowane były przez sosnę, na której zawieszano jabłka i/lub papierowe kwiaty. Nawet gdy w XV w. zaprzestano wystawiania misteriów, choinki pozostały w świątyniach i zaczęły stopniowo pojawiać się również w domach prywatnych, przynoszone tam 24 grudnia, kiedy Kościół wspomina parę pierwszych rodziców – Adama i Ewę. Ten adwentowy spektakl kończył się proroctwem zapowiadającym narodziny Zbawiciela, choinka zaś miała kojarzyć się z jednej strony z rajem, z drugiej zaś z Chrystusem, krzyżem i zbawieniem.

Połączenie tych dwóch motywów – rajskiego i staurycznego – widoczne jest już u Ambrożego i Augustyna. Pierwszy rzuca myśl: Krzyż Chrystusa zwrócił nam raj; drugi ją rozwija: Bóg nie chciał, aby człowiek żył w raju bez misteriów rzeczy duchowych przedstawianych cieleśnie. Jedne drzewa były więc dla niego pożywieniem, to zaś [drzewo życia] objawieniem woli Bożej. Nie oznacza to nic innego jak tylko mądrość, o której zostało powiedziane, że „jest drzewem życia dla tych, którzy trzymają się jej” (Prz 3,18) (…) Tak też i Mądrość, sam Chrystus, jest drzewem życia w raju duchowym, ażeby ją [Mądrość] zapowiadało w raju cielesnym. Symbolika ta znalazła wyraz we wczesnochrześcijańskiej ornamentyce. krzyż z drzewa palmowego na rajskiej górze widnieje na ampułce z Monzy z VI w. (krzyż palmowy był motywem częściej spotykanym na Wschodzie, na Zachodzie pojawiał się skrzyp). W średniowieczu drzewo iglaste lub cyprysowate reprezentujące lingum vitae zastąpiono liściastym i częściej spotyka się liściasty krzyż, bądź postać Chrystusa ukrzyżowanego bezpośrednio na liściastym drzewie.
Wciąż jednak wierzono, że sam krzyż Chrystusa powstał z wiecznie zielonych drzew: cyprysu, cedru, palmy i oliwki:
Ty, o krzyżu święty, z cedrowego, cyprysowego
Oliwnego i palmowego
Drzewa zostałeś wykonany. (Sekwencja mszalna Salve, alma crux beata ze Mszy o Krzyżu św.)
W XII w. popularna stała się legenda mówiąca o historii drzewa, z którego wykonano krzyż Chrystusa. Mojżesz znalazł trzy pędy, które za czasów Dawida zrosły się w jeden pień o trzech gałęziach: cyprysowej, cedrowej i sosnowej. Zapewne nieprzypadkowo zbiegło się to z upowszechnieniem zwyczaju zawieszania u sufitu gałązek choinkowych w czasie Bożego Narodzenia.

Niestety, ta rajska, stauryczna, a przede wszystkim soteryczna symbolika choinki nie dość głęboko zapadła w świadomość chrześcijan i stopniowo ulegała zapomnieniu. Już w połowie XVII w. luterański teolog Johann Dannhauer wyznał: Wśród innych głupot, z którymi się raczej niż ze Słowem Bożym i ćwiczeniami duchowymi wiąże czas Bożego Narodzenia jest też drzewko sosnowe albo bożonarodzeniowe, które ludzie stawiają w swoich domach, dekorują laleczkami i słodyczami, a następnie nim potrząsają… Nie wiem, skąd pochodzi ten zwyczaj, to jest dziecięca zabawa… i postulował „rechrystianizację” choinki: Dalece lepiej byłoby zwrócić uwagę dzieci na duchowy cedr – Jezusa Chrystusa. (Katechismusmilch oder Erklärung des kirchlichen Katechismus). Prawdopodobnie do tego zapomnienia przyczyniły się legendy etiologiczne, którymi usiłowano przekonać wiernych, że zwyczaj zdobienia bożonarodzeniowego drzewka jest z gruntu chrześcijański, a nawet usankcjonowany przez samego Chrystusa. Wiele legend nawiązuje do apokryficznych ewangelii dzieciństwa.
L. Cranach - Ucieczka do Egiptu   Jedna z nich, zilustrowana m.in. przez Lucasa Cranacha Starszego w 1504 r., opowiada o tym, jak to święta rodzina, uciekając przed żołnierzami króla Heroda do Egiptu, znalazła schronienie w lesie, pod rozłożystymi gałęziami wielkiego świerku. Kiedy pościg się oddalił i niebezpieczeństwo minęło, uciekinierzy opuścili kryjówkę, a dzieciątko Jezus pobłogosławiło świerk i na znak wdzięczności odbiło swoją małą rączkę na szyszce. Znak ten można zobaczyć, jeśli szyszka zostanie przecięta wzdłuż.
Inna legenda głosi, że w noc, kiedy narodził się Chrystus, wszystko co żyje – zwierzęta i rośliny – wyruszyło do Betlejem, aby złożyć dar Nowonarodzonemu. Drzewo oliwne przyniosło oliwki, palma daktyle, tylko mała sosenka nie miała podarunku. Była tym bardzo zmartwiona, a do tego większe drzewa odpychały ją od Jezusa. Wtedy stojący najbliżej anioł ulitował się nad nią i nakazał gwiazdom, aby zstąpiły z nieba i ozdobiły jej delikatne gałązki. Kiedy Dzieciątko spostrzegło piękne, iskrzące się drzewko, uśmiechnęło się i pobłogosławiło je. I powiedziało, że odtąd sosna w czasie świąt Bożego Narodzenia powinna zawsze być przybrana światełkami, aby przynosić radość dzieciom.

Niektóre podania związane są z Europą i konkretnymi ludami, a nawet konkretnymi postaciami historycznymi. Legenda Wikingów mówi, że kiedy chrześcijaństwo dopiero docierało do północnej Europy, sam Chrystus posłał z nieba na ziemię reprezentantów trzech cnót: wiary, nadziei i miłości. Ich zadaniem było znaleźć drzewo, które mogłoby godne symbolizować Boże Narodzenie. Szukali długo, bo drzewo musiało być wysokie jak nadzieja, silne jak wiara, słodkie jak miłość i mieć znak krzyża na każdym konarze. W końcu na dalekiej północy zamieszkałej przez Wikingów znaleźli świerk, który spełniał wszystkie te warunki. Niebiescy wysłańcy oświetlili więc drzewo blaskiem gwiazd i tak powstała pierwsza bożonarodzeniowa choinka.
Najbardziej jednak znana jest opowieść o Marcinie Lutrze, który uważany był za pomysłodawcę zapalania na choince świeczek. W wigilijny wieczór Luter, rozmyślając nad bożonarodzeniowym kazaniem i szukając natchnienia, udał się do lasu na przechadzkę. Tam zachwycił go widok zielonych sosen z soplami lodu, w których migotało światło gwiazd. Wyglądało to tak, jakby ktoś zawiesił gwiazdy na gałęziach. Piękno tego widoku skojarzyło się reformatorowi z drzewem życia lignum vitae, które wiecznie zielone przypomina o zbawczej miłości Boga do ludzi. Po powrocie do domu chciał to wszystko opowiedzieć rodzinie, żeby i jego domownicy doświadczyli podobnego, niemal mistycznego, przeżycia. Słowa jednak nie były w stanie oddać tego widoku, dlatego Luter posłużył się woskowymi świeczkami, które zapalone na choince wyglądały rzeczywiście jak sople lodu i migocące gwiazdy.

O ile legend dotyczących bożonarodzeniowego drzewka jest wiele, o tyle przekazy historyczne są raczej skąpe. Wspomniano już, że od ok. XII w. zaczęto w okresie Bożego Narodzenia wieszać u sufitu choinkowe gałązki, jako symbol chrześcijaństwa, zapewne w opozycji do rozpowszechnionego zwłaszcza w Europie Północnej pogańskiego zwyczaju przynoszenia do domu już w listopadzie lub na początku grudnia zimozielonych gałązek, które miały zapewnić ochronę przez złymi mocami.
O dekorowaniu domów gałązkami choinkowymi wspomina Sebastian Brant w swojej najbardziej znanej satyrze Statek głupców (Narrenschiff) z 1494 r. Najstarsza najprawdopodobniej wzmianka o bogato ozdobionej choince pochodzi z początku XV w. (1419) i opisuje drzewo udekorowane jabłkami, orzechami, piernikami – darem cechu piekarzy, które ustawiono w szpitalu Św. Ducha we Fryburgu Bryzgowijskim (Freiburg im Breisgau). Choinkę przybraną m.in. gwiazdami przedstawia miedzioryt Lucasa Cranacha Starszego Pokuta św. Jana Chryzostoma z 1509 r. W 1597 r. w Bremie rzemieślnicy po raz pierwszy udekorowali miejską choinkę, aby przy niej świętować Boże Narodzenie. Być może z bożonarodzeniowymi zwyczajami wiąże się też zakaz wyrąbywania drzew, jaki obowiązywał w niektórych niemieckich miastach w połowie XVI w.

Dokumenty o rozpowszechnionym wśród mieszczan zwyczaju ubierania choinki pochodzą dopiero z początku XVII w. W 1605 r. zanotowano, że w Strasburgu w okresie Bożego Narodzenia w mieszczańskich domach pojawiają się choinki ozdabiane opłatkami, złotymi cukrowymi skrętami oraz papierowymi kwiatami w różnych kolorach.
Z 1611 r. pochodzi pierwsza pewna wzmianka o choince, na której zapalono świeczki. Choinka taka stanęła w pałacu księżnej Doroty Sybilli, żony Jana Krystiana/Chrystiana z brzeskiej linii Piastów. Choć niektórzy (np. M. Schumacher) sugerują, że pierwsza, udekorowana papierowymi kwiatami choinka, na której zapłonęły świeczki, pojawiła się w Rydze w 1510 r . Dziś, na miejscu, gdzie stała (i spłonęła niczym stos) – na placu przed gildią tzw. Czarnogłowych, znajduje się tablica upamiętniająca całe zdarzenie.
Nawet jeśli rzeczywiście ryska choinka była pierwszą choinką ze świeczkami, to jednak zwyczaj takiego dekorowania bożonarodzeniowych drzewek upowszechnił się dopiero w XVII w. Nie obeszło się bez wpływu innej niemieckiej tradycji zwanej Lichtstock. Lichtstock było rodzajem drewnianej piramidy, którą obtykano zielonymi gałązkami sosnowymi, dekorowano słodyczami, świecami i gwiazdami. Każda z ozdób miała oczywiście symboliczne znaczenie: wiecznie zielone gałązki symbolizowały wieczne życie, słodycze – dobrodziejstwa zbawienia i chrześcijańskiego, sprawiedliwego życia, świece – światło Chrystusa, a gwiazdy – gwiazdę betlejemską. Z połączenia choinki kojarzącej się przede wszystkim z drzewem życia i rajem oraz piramidy, nawiązującej bezpośrednio do Bożego Narodzenia, zrodziła się współczesna choinka. Żałować należy, że tak rzadko podkreśla się jej podwójnie bogatą symbolikę.
Od XVII w. zwyczaj dekorowania drzewka na Boże Narodzenie zaczął przenikać z Niemiec do innych krajów Europy. W Polsce pojawił się na przełomie XVIII i XIX w. Z. Gloger w swojej Encyklopedii Staropolskiej pisze: W tzw. czasach pruskich, tj. w latach 1795-1806, przyjęto w Warszawie od Niemców zwyczaj w Wigilię Bożego Narodzenia ubierania dla dzieci sosenki lub jodełki orzechami, cukierkami, jabłuszkami i mnóstwem świeczek woskowych. Mniej więcej w tym samym czasie tradycja ta dotarła za ocean, natomiast w Anglii przyjęto ją dopiero w latach trzydziestych XIX w.

W obdarowywaniu się prezentami z okazji świąt Bożego Narodzenia znów pionierami okazali się Niemcy. Prawdopodobnie już w XVI w. miły ten obyczaj pojawił się w niemieckich miastach. Początkowo obdarowywano się smakołykami: ciastkami, piernikami, słodyczami, którymi zdobiono też choinkę. Później, w XVII w. przy nakryciach domowników i gości zaczęto stawiać małe choineczki, a pod nimi drobne upominki.
I znów można ten zwyczaj wyprowadzać z pogańskiego Rzymu, kiedy to w czasie Saturnaliów (17-24 grudnia) obchodzonych in ritu graeco, a więc hucznie i z przepychem, odwiedzano przyjaciół i wręczano sobie podarunki. Katullus (I w. p. n. e), który podaje jeden z bardziej szczegółowych i wyczerpujących opisów Saturnaliów, wspomina, że zazwyczaj były to woskowe świece zwane cerei i gliniane figurki zwane sigillaria, czasem też monety na znak dobrobytu i słodycze na znak szczęścia. Obok prezentów symbolicznych zdarzały się też podarunki praktyczne lub całkiem zbytkowne – np. biżuteria, czy kucyk albo nawet… damska bielizna. Do prezentu dołączony powinien być stosowny, dowcipny wierszyk. Mistrzem tego typu twórczości był m.in. Marcjalis (I w.), który zostawił ponad trzysta dwuwierszy (XIII i XIV Księga Epigramatów) w rodzaju:
Biust dorodny mnie płoszy; podaruj mnie drobnej dziewczynie,
Aby mógł cieszyć się len piersią białą jak śnieg.

Takich pogańskich korzeni obecnych bożonarodzeniowych tradycji można przytaczać bardzo wiele. Jak już wspomniano wyżej – z jednej strony próbowano z nimi walczyć, z drugiej – jak pokazuje cały artykuł, starano się również zwyczaje te chrystianizować.
Można więc było protestować jak Tertulian (III w.), który co prawda zgodził się na świętowanie Bożego Narodzenia, ale wykluczył „chrystianizację” innych zwyczajów związanych z Saturnaliami – wręczania prezentów czy przystrajania domów zielonymi gałązkami. Można było grzmieć jak anonimowy autor Kazania o świętokradztwie (VIII w.) i odmawiać miana chrześcijanina temu, kto w kalendy stycznia zdobi stoły chlebami i innym jadłem, wystawia je na noc, a dzień ów czci i odprawia auguria (…) lub kto w styczniu wierzy, że wygania się zimę lub kto w tym miesiącu przedstawia spurkalia, kto wróży coś, co ma się zdarzyć w tym roku. Można było też odgórnie zakazać obchodzenia „starego pogańskiego święta”, jak to uczynił gorliwy purytanin Oliver Cromwell w 1647 r., który widział w tym zwyczaju nie tylko pogański obrzęd, ale również całe zepsucie Kościoła rzymskiego, a z nim późniejszy lord protektor nie chciał mieć nic wspólnego. Metoda zakazów i sankcji okazała się jednak mało skuteczna.

Więcej korzyści przynosiły akomodacja i działania inkulturacyjne, popierane, jak wspomniano, przez takie autorytety jak Grzegorz Wielki, Mikołaj I czy Wincenty Kadłubek, na które też, choć z wielkim bólem serca, godził się już Augustyn: czego innego nauczamy, a co innego musimy tolerować.
To oczywiste, że po przewrocie konstantyńskim trudno było neofitom tak od razu porzucić wszystkie dawne praktyki, choć nie było to związane z ideologią, a raczej z przyzwyczajeniami, nawykami, wiarą w magiczną moc niektórych rytuałów. Można było stopniowo zastępować niektóre pogańskie elementy tych obrzędów elementami chrześcijańskimi. Miejsca kultu i rekwizyty często pozostawały te same lub podobne, uczono jednak, że chrześcijańskie formuły i znaki są skuteczniejsze niż pogańskie.

Warto tu zwrócić uwagę na znaczenie terminu paganus, które w dużej mierze wyjaśni ten fenomen płynnego w gruncie rzeczy przechodzenia od religii rodzimej do chrześcijaństwa. Otóż słowo to oznacza coś wiejskiego, ludowego. W istocie – wraz z wypieraniem religii antycznych z elit społecznych i intelektualnych wierzenia nabierały coraz bardziej gminnego, ludowego charakteru. Ponieważ zabrakło systematycznej i pogłębionej teologii, zostały zredukowane do podstawowych symboli podobnych lub tożsamych w niemal wszystkich systemach religijnych; dało się przecież zauważyć, że choinka/drzewo wiecznie zielone jest zawsze symbolem życia. Nie było więc większych problemów natury ideologicznej przy wchłonięciu pewnych symboli przez chrześcijaństwo, ponieważ użytkownikom dawnej religii chodziło wyłącznie o skuteczność działań magicznych, zapanowanie nad chaosem i przypadkowością, zapewnienie sobie pomyślności poprzez odprawianie określonych rytuałów. Pochodzenie i znaczenie tych rytuałów schodziło na dalszy plan. Chrześcijaństwo, jak twierdzi J. Kracik, zawsze było religią dynamiczną i rozwijało się, w ogóle mogło przetrwać, dzięki przekształcaniu się z jednej postaci w drugą: wyszło od kształtu żydowskiego, by następnie przyjąć formę grecką, rzymską, germańską, iberyjską, słowiańską itp.
W ten sposób rodziła się też nowa ludowa pobożność, nad którą Kościół starał się przejąć kontrolę, tolerując dawną symbolikę i obrzędy i reinterpretując je w chrześcijańskim duchu.

Jak można było zauważyć, wysoka teologia i rozbudowana alegoryka średniowieczna rzeczywiście bardzo pogłębiły chrystologiczne, soteryczne i stauryczne konotacje zwykłej „pogańskiej” choinki. W tym „choinkowym” kontekście wyjątkowego znaczenia nabierają słowa Grzegorza Wielkiego: Jeśli zabrakłoby wiedzy przekazywanej przez głoszących Ewangelię, natychmiast uschną serca tych, którzy mają się zielenić w nadziei na życie wieczne (…) jeśli umysłowi słuchającego zabraknie łaski Ducha Świętego, natychmiast uschnie zdolność pojmowania, która dzięki nadziei zdawała się już zielenić (Memoralia XI 10,14). Niestety, „zabrakło wiedzy nauczających, serca słuchaczy więc uschły”, a głęboką refleksję zaczęła wypierać pogańska (ludowa) teologia chrześcijańska. Podobnie jak wcześniej pochodzenie zwyczajów i rekwizytów pogańskich uległo zapomnieniu, tak później zapomniano o dyskursywnej symbolice chrześcijańskiej, upraszczając ją i zastępując powierzchownymi etiologiami.

Symbolika choinki i rytuały związane z nią bezpośrednio i pośrednio (zwłaszcza obrzędy praktykowane w czasie zimowego przesilenia) zatoczyły koło. Doszło do sytuacji dość paradoksalnej: niektóre pogańskie postawy, obrzędy, wierzenia przetrwały do dziś nie mimo czy obok chrześcijaństwa, ale właśnie dzięki chrześcijaństwu; często chrześcijaństwo wskrzeszało nawet pewne dawne zwyczaje – jak choćby zapoznany zwyczaj obdarowywania się prezentami z okazji narodzin bóstwa. Współcześnie znów przypomina się o pogańskich korzeniach choinki i rekonstruuje dawne praktyki.
Na szczęście kwestie obrzędów i rekwizytów religijnych są kwestiami teologicznie drugorzędnymi. Nie od choinki i jej proweniencji zależy zbawienie.

Animacja: Joanna Titeux/pinezka.pl