Jednym z odwiecznych zagadnień filozofii jest problem determinizmu, przypadku i wolnej woli.

Determinizm i przewidywalność

Nie należy mylić przyczynowości z przewidywalnością. W czasach triumfów mechaniki klasycznej, gdy na podstawie zakłóceń ruchu Urana grawitacją nieznanej planety odkryto Neptuna, Laplace stwierdził, że gdyby ktoś znał położenia i prędkości wszystkich cząstek we Wszechświecie oraz dysponował odpowiednią mocą obliczeniową, przeszłość i przyszłość nie miałyby przed nim tajemnic. Czy taki demon Laplace’a jest możliwy? Nie – i to z kilku przyczyn. Po pierwsze, z fizyki kwantowej wiemy, że równoczesne wyznaczenie położenia i prędkości cząstki z dowolną dokładnością jest niemożliwe. Po drugie, poznaliśmy układy chaotyczne, które od czasu do czasu zmieniają istotnie stan pod wpływem minimalnej przyczyny. Sam ten argument jest nie za mocny, bo gdybyśmy znali wszystkie prawa fizyki i zwiększali dokładność pomiarów i obliczeń, moglibyśmy uwzględnić wpływ drgań skrzydełek motyla na powstawanie huraganów. Ale jest coś jeszcze – nawet, gdyby takie obliczenia były możliwe, nie jest możliwe przedstawienie stanu całego Wszechświata w układzie, który jest jego częścią. Więcej – układ ten poddany jest takim samym prawom, jak cała reszta, nie może więc stanąć obok i przeanalizować wszystkiego. Musiałby również między innymi opisać sam siebie, a układy odwołujące się do siebie, to raj dla paradoksów

Nasze poznanie praw rządzących światem opiera się na jego obserwacji. Czy możemy poznać je wszystkie? Oczywiście nie. Budujemy modele cząstkowe, wyjaśniające obserwacje dotychczasowe, po czym kolejne obserwacje je potwierdzają, aż pewne dalsze zmuszą nas do ich rozszerzenia. Nie szukamy jednak bez sensu. Poszukujemy planet w miejscach sugerowanych przez nasze teorie, lub cząstek elementarnych  w przygotowanych precyzyjnie eksperymentach. Sugeruje to, że nasz obraz świata jest jego niezłym odzwierciedleniem, że przynajmniej czasem i pewnych granicach pozwala na przewidzenie zjawisk dotychczas nieobserwowanych.

Gdy natrafiamy na zjawisko zaprzeczające aktualnej teorii, próbujemy skonstruować doświadczenie kontrolne, by je zweryfikować. Sprawa jest prosta z rzadkimi zjawiskami, których istnienie podejrzewaliśmy, np. z niezwykle trudną do znalezienia cząstką Higgsa. Co jednak zrobić z ekstremalnie rzadkim zjawiskiem, które nie pasuje do żadnej teorii? Możemy:

  • stwierdzić, że tak to jest i próbować hipotetycznych wyjaśnień
  • odrzucić jako złudzenie
  • uznać za cud

Zawsze jest pewna granica, poza którą nie jesteśmy pewni, co z takim fantem zrobić.

Równania fizyki klasycznej, opierające się na ciągłości przestrzeni i materii, są również przybliżeniem, wynikającym z prawa wielkich liczb. Opisują np. pole grawitacyjne, w którym ciało poddano jest jakimś przenikającym je siłom. Dziś raczej interpretujemy oddziaływania jako wymianę wirtualnych (cokolwiek by to znaczyło) cząstek, czyli mamy raczej do czynienia z uśrednieniem pojedynczych zdarzeń, które dzięki swej wielkiej liczbie dają pozór ciągłości. W przypadku kilograma uranu mówimy o czasie połowicznego rozpadu i wiemy, jaka pozostanie ilość rozszczepialnego izotopu po określonym czasie. Rozpad pojedynczego jądra jest nieprzewidywalny, choć może decydować o makroskopowym losie biednego kota. Tzw. prawo jest uśrednieniem zjawisk przypadkowych.

Twierdzę więc, że jeżeli nawet świat byłby stuprocentowo deterministyczny, nie bylibyśmy w stanie tego udowodnić.

Przyczynowość

Nawet w niederministycznym świecie są możliwe pewne formy przyczynowości. Jeżeli upuszczę szklankę, spadnie ona na podłogę. Jeżeli dostanę certyfikat, zdobędę lepszą pracę. Coś da się jednak powiedzieć. Czasem. Nie jest jednak prawdą, że podobne przyczyny wywołują podobne skutki.
W (powszechnie występujących) zjawiskach chaotycznych stan układu podlega gwałtownym zmianom (bifurkacjom), spowodowanym minimalną przyczyną, przypadkiem, lub boską interwencją – wybór należy do czytelnika. Układ może krążyć przez dłuższy czas wokół tzw. atraktora, lecz kiedyś może radykalnie zmienić trajektorię na inną, znów pozornie okresową. Czyli, że układ zachowuje się według (mniej więcej) przewidywalnych reguł, aż zacznie się zachowywać według innych. Golfsztrom z uporem maniaka ogrzewa Europę, ale pewnego pięknego poranka może się załamać i w miarę regularnych 20 stopni w lecie zmieni się we w miarę regularne 10 stopni. Istnieje takie urocze określenie „dająca się przewidzieć przyszłość”. W dającej się przewidzieć przyszłości Białoruś nie przystąpi do Unii Europejskiej. W dającej się przewidzieć przyszłości będzie się opłacać organizować wycieczki do Tajlandii. Jak długo jest prawdą to ostatnie zdanie? W  momencie powstania fali tsunami – jedynie kilka godzin.

Możliwe jest, że identyczne przyczyny wywołują identyczne skutki, ale tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić, ponieważ nie jesteśmy w stanie odtworzyć identycznej sytuacji, najwyżej podobną. Z uwagi na efekty kwantowe nie jesteśmy nawet w stanie pomierzyć układu z dowolną dokładnością, nie mówiąc o wymaganej tu nieskończonej. Czyli poznane przez nas reguły działają tak długo, jak działają, i tyle. Nie za wiele to.
Lecz świat nie jest całkowicie przypadkowy, inaczej nie bylibyśmy w stanie w nim sensownie żyć (zakładając, że obecnie w nim sensownie żyjemy).

Gdy mówimy o przyczynowości, szukamy tak zwanych istotnych przyczyn. Weźmy jako przykład pożar w tunelu pod Mont Blanc z 24 marca 1999. Niedopałek papierosa wpadł do filtra powietrznego ciężarówki (firma Volvo kwestionuje tę wersję), pojawił się dym, kierowca wybiegł w stronę wyjścia z tunelu pozostawiając ciężarówkę. Zginęło 39 osób, tunel był zamknięty przez ponad 2 lata.
Z jednej strony boli nas tragedia ofiar, ale chłodna analiza pozwala na polepszenie warunków bezpieczeństwa. Znalezienie przyczyny jest problemem filozoficznym, ale nie tylko – należy ustalić, kto komu i ile ma wypłacić odszkodowania. Więc kto jest winien:

  • rzucający papierosa
  • uciekający kierowca
  • konstruktor ciężarówki
  • projektant i budowniczy tunelu
  • serwis tunelu

Wszyscy po trochu, ale komu wystawić rachunek, a kogo wsadzić? Nie takie proste.

Przy coraz dokładniejszej analizie dochodzimy do wniosku, że właściwie oddziałuje wszystko z wszystkim. Szklanka spada, bo ją upuściłem. Ale nie ma za dużo sensu stwierdzenie, że istotną przyczyną tego, że w chwili t jest na wysokości h jest to, że w chwili t-Dt była na wysokości h-Dh. Jej ruch jest opisany ciągłym równaniem, odwracalnym w czasie, bez przyczyn i skutków. Może więc cały świat, włącznie z nami, jest opisany jednym (trudnym do rozwiązania) równaniem, np. Schrödingera –  i tyle.


Człowiek

Można się domyślić, że wprowadzenie do tych rozważań człowieka powoduje niejakie problemy. Człowiek występuje tu w dwóch rolach:

  • jako obserwator wyjaśniający świat
  • jako element świata, podlegający jego prawom

Zwłaszcza, gdy mówimy o odpowiedzialności za czyny, interesuje nas, czy człowiek, o którym mówimy, mógł postąpić inaczej, czy był przez kogoś do takiego postępowania zmuszony. Jest to problem prawny, który mnie na razie zbytnio nie ciekawi. W końcu zawsze można nie wykonać rozkazu i dać się rozstrzelać. Mnie interesuje raczej, czy w ogóle jest fizycznie możliwe postąpienie tak lub inaczej. Czasem obie możliwości wydają się równoważne – poszedłem do kina, ale równie dobrze mogłem pójść na spacer. Mogłem – więc czemu jednak nie poszedłem? Niestety, tego, czy mogłem, nie da się sprawdzić, trzeba by powtórzyć próbę, a już Heraklit wiedział, że to niemożliwe, sytuacja nigdy nie będzie identyczna. Więc może już przy prawybuchu było jasne, że pójdę do kina?

Francis Crick w książce Zdumiewająca hipoteza, czyli nauka o poszukiwaniu duszy twierdzi, że w mózgu rozgrywają się procesy czysto fizyczne, czyli mieszanka klasycznej mechaniki, przypadku kwantowego oraz nieprzewidywalnego chaosu. Efektem ich są obserwowalne z zewnątrz decyzje, które sprawiają wrażenie, jak gdyby były świadomie podejmowane. Nie stoi za tym nic głębszego, niż w przypadku „normalnych” zjawisk fizycznych. Zawsze, gdy zapominam parasola, pada deszcz. Kromka znów spadła posmarowaną stroną na ziemię. Nigdy nie zmywasz kubka po sobie. Złośliwość ludzka nie różni się niczym istotnym od złośliwości rzeczy martwych. Nie widzimy przyczyn, stąd dopatrujemy się tajemniczych zjawisk.
Aktywnym regionem mózgu w procesie decyzyjnym jest sulcus cinguli anterior, przednia bruzda obręczy. Jego uszkodzenie powoduje apatię, brak woli. Ważne są oczywiście i inne elementy, jak np. corpus callosum, spoidło wielkie, łączące obie połowy mózgu i koordynujące podejmowane w nich decyzje, by wiedziała prawica, co robi lewica. Gdy niedoszły morderca odsunie nóż od szyi niedoszłej ofiary, to nie stoi za tym nic głębszego, niż gdy tornado ominie mój dom. Nie odezwały się w nim jakieś zasady moralne, lecz strzelił sygnał w paru neuronach w sulcus cinguli. Fizyka, chemia, i tyle. Nawet to było przekonujące – do momentu, gdy przeczytałem ostatnie zdanie. Crick pisze o konieczności dalszych eksperymentów pogłębiających naszą wiedzę na temat świadomości, po czym kończy: „Z tego powodu dodałem do książki to postscriptum”. To jak to? Czyżby Crick się zapomniał i podjął świadomą decyzję, z takiego-a-takiego powodu, bo to-a-to, a nie tylko tak mu wyszło w mózgu?

Podobne refleksje miałem, czytając artykuł Obhi i Haggarda „Der freie Wille auf dem Prüfstand” (Spektrum de Wissenschaft, kwiecień 2005, oryginał jako „Free Will and Free Won’t” w American Scientist, lipiec-sierpień 2004).
Opisywane eksperymenty dotyczą prostej czynności, takiej jak naciśnięcie przycisku i poprzedzającej ją decyzji. Pokazują one, że już na chwilę przed subiektywnym poczuciem decyzji w motorycznym regionie mózgu pojawia się tzw. potencjał gotowości (readiness potential) Oznacza to, że w momencie, gdy wydaje się nam, że podejmujemy decyzję, ruch z niej wynikający jest już przygotowany, a nasza świadomość obserwuje jedynie już podjętą decyzję i uznaje ją za własną! Wszystko to niezmiernie ciekawe, lecz znowu jestem w kropce – to jak powstał ten artykuł? Autorom w wyniku procesów mózgowych skakały palce po klawiaturze, aż – patrzcie państwo – wyszedł artykuł?

Wróćmy do tematu odpowiedzialności za czyny. Jeżeli wolna wola jest fizycznie niemożliwa, bezsensowne jest karanie osobników za ich wykroczenia, nie mówiąc już o poczuciu winy. Społeczeństwo może dla swojego dobra przestępców naprawiać lub eliminować, jeżeli naprawa okaże się niemożliwa. Co z kolei nie jest problematyczne, jest to podobne do wyłączenia zepsutego telewizora i wyrzucenia go na złom. Oczywiście sędziowie i kat są również nie-odpowiedzialni, są trybikami w tym samym mechanizmie.

Jest możliwe, że wolnej woli nie ma, że jest ona jedynie złudzeniem. Jak kiedyś w atmosferycznych wyładowaniach elektrycznych dopatrywano się Zeusa gromowładnego, a w rozszczepieniu światła na kropelkach wody znaku pojednania Boga z jego stworzeniem, w elektrycznych i chemicznych procesach w mózgu widzimy jakąś samodzielną osobowość. Pewien badacz sztucznej inteligencji w odpowiedzi na pytanie, czy można skonstruować myślące maszyny odpowiedział: „Oczywiście, sami jesteśmy takimi maszynami!” Brzmi to dość paradoksalnie, ale znaczyłoby to, że dostrzeganie człowieka w człowieku jest nieuzasadnioną antropomorfizacją, podobnie jak doszukiwanie się w konturze gór śpiących rycerzy.

Znaczyłoby to, że martwa materia stwarza wierzących w wolną wolę osobników, prawdopodobnie ze względu na ich przewagę ewolucyjną. W takim przypadku katastrofalne okazać się może odkrycie jej nieistnienia. Nie byłoby to nawet zaskakujące. Dekonstrukcja wolnej woli logicznie prowadzi do dekonstrukcji odpowiedzialności iluzorycznych osobników za ich pozorne decyzje. Nie wiem, co na takim nihilizmie może się zrodzić. Oczywiście znów nie byłem w stanie powstrzymać się od pisania jak osoba obdarzona wolną wolą, za co (zupełnie niepotrzebnie) biję się w piersi.

Ale w końcu są dwie możliwości: albo wolna wola jest złudzeniem i wtedy pozorna jest cała dyskusja na ten temat (również ten tekst), albo wolna wola w jakiś przedziwny sposób istnieje. W tym przypadku mam wybór. Mogę dalej podtrzymywać tezę o pozorności, lecz byłbym jak niewolnik dowodzący wyższości kajdan. Próbuję więc zachowywać się, jak gdyby istniała – jeżeli to nawet złudzenie, wolę żyć z nim.