Na skraju delty Padu leży niepowtarzalna Wenecja zwana Królową mórz ze względu na jej wspaniałą historię, spuściznę artystyczną oraz położenie na wyspach. Gdy tylko zaczyna się zwiedzać miasto, każdy krok przynosi niespodzianki. Dlatego nie warto się spieszyć, tylko chłonąć uczucie, że wszyscy jesteśmy gośćmi na tym niewielkim skrawku lądu.

Rozpoznawalne symbole Wenecji to kościół Santa Maria della Salute, Rialto (wł. Ponte di Rialto), Pałac Dożów (wł. Palazzo Ducale), Plac Św. Marka (wł. Piazza San Marco). Sławą cieszy się również Palazzo Grassi – miejsce, gdzie amatorzy sztuk pięknych znajdą mnóstwo powodów do zachwytu. Osoby, które nad malarskie płótna przekładają piękne widoki natury, powinny powędrować bez celu zaułkami Wenecji nieco oddalonymi od centrum miasta: podziwiać wygrzane w słońcu place, cieniste zakamarki czy rzeźbione fasady barokowych budowli.

Płynąc wodnym tramwajem po Canale Grande podziwiamy opustoszałe pałace – niczym monstrualne dekoracje – które pamiętają dawną świetność miasta.
Tak oto wspomina Wenecję Lech Majewski – reżyser:
Wenecja była pierwszym celem moich wyjazdów z Polski. Mój wujek uczył w weneckim konserwatorium, więc jeździłem do niego… Jako chłopak miałem tysiąc okazji, żeby zbadać zapuszczone pałace i ogrody. Z weneckimi rówieśnikami bawiliśmy się w opuszczonych pałacach, chodziliśmy sobie do woli po niesamowicie powypaczonych marmurowych podłogach. Miałem wtedy możliwość zobaczenia, dotknięcia, a nawet obwąchania efektów działania wody.

Tuż obok Placu Św. Marka, w kanale przycumowane są gondole, których w Wenecji jest około 300. Mają charakterystyczne dzioby, wygięte niczym szyje dumnych czarnych łabędzi.
Czytając wiele publikacji na temat Wenecji zwróciłam uwagę na wypowiedź: … w mieście tym nie ma samochodów, dzięki temu możemy usłyszeć dźwięki niemożliwe do usłyszenia w innych miastach. Uspokajające odgłosy Wenecji to woda, wiatr, ludzkie kroki na kamiennych chodnikach.
Jeżdżących samochodów nie widziałam, ale pływające owszem. Zobaczcie sami na zdjęciu.

A na początku roku, gdy cały świat zakłada prześmiewczą maskę, w Wenecji odbywa się najbardziej magiczny karnawał na świecie. To doświadczenie, jakiego nie sposób zapomnieć.

Nazwa karnawał pochodzi od łacińsko-włoskiego słowa carnavale, którego człony: caro – mięso i vale – bywaj, oznaczają razem, w wolnym przekładzie, pożegnanie mięsa, a wraz z nim wszelkiego rodzaju uczt, zabaw i hulanek oraz nieuchronne zbliżanie się Wielkiego Postu.
Karnawał w Wenecji rozpoczyna się w drugi dzień Bożego Narodzenia i trwa do tłustego czwartku. Czas zabawy kończy się w przededniu Popielca szalonym balem na Placu Św. Marka.

Historia karnawału sięga aż do starogreckich Dionizjów, kiedy przez kilka dni oddawano cześć bogowi wina i jego rozpustnemu orszakowi. Podczas Dionizjów akceptowano zachowania, które na co dzień uznawano za nieprzyzwoite; upojeniu winem, tańcem i swobodą nie było końca. Natomiast w starożytnym Rzymie królowały Saturnalia, obchodzone pod koniec grudnia. Święto to polegało na odwracaniu ról towarzyskich, społecznych i innych: panowie służyli niewolnikom, dorośli dawali upust dziecięcym zachciankom. Poprzez przebieranki, pozwalające ukryć każdemu swoją tożsamość, wszystkie te maskarady zostawały bezkarne. I tak niewolnik bezkarnie mógł naubliżać swojemu panu, szanowany senator mógł się upić, a mężatkom wolno było oddać się przygodnemu mężczyźnie.
Czasowe zamiany ról i zniesienie krępujących wyobraźnię zakazów pozwalały później łagodniej znosić codzienność. Taki obraz obyczajów najpełniej przetrwał w Wenecji, przyjmując charakterystyczny znak w postaci kostiumu ulicznej komedii (commedia dell’arte).

Podczas karnawału miasto oblegane jest przez tłumy turystów, i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Poruszanie się jest dość utrudnione, ale radość, chęć wspólnej zabawy są tak silne, że nikomu uliczny ścisk nie przeszkadza. Po uliczkach miasta przechadzają się od rana do wieczora ludzie (podobno rodowici Wenecjanie) w strojach z XVII wieku, z którymi niemal każdy musi zrobić sobie zdjęcie.
Nieważne, ile masz lat, skąd pochodzisz, jaki jest twój status materialny: tu poczujesz się jak aktor na pompatycznej scenie, a jest nią serce Wenecji.

Karnawał wenecki jest największym na świecie spektaklem teatralnym, w którym biorą udział wszyscy mieszkańcy, wspomniani turyści i, jak ktoś mądrze powiedział, zamknięta w kamieniu historia, w której Wschód nieustannie toczy spór z Zachodem. To przedstawienie, wręcz orgia kostiumów, po włosku pompatycznych, wymyślnych i bajecznie kolorowych – nie można oprzeć się wrażeniu, że jak w filmach Felliniego na ulice i place wychodzą marzenia i fantazje o innym i barwniejszym życiu.

Mogę śmiało powiedzieć, że i ja tam byłam „miód i wino piłam”. Tak, Wenecja to miejsce wyjątkowe; oczarowało nas z mężem i, pomimo tłumów, urzekło swoim czarem i niesamowitą plątaniną uliczek, w których można, ba, nawet należy się zgubić. Pomimo że byliśmy w tym zaczarowanym mieście ze zorganizowaną grupą, czyli tzw. wycieczką, udało się nam poczuć klimat miasta zakochanych – wiem, że to banał, ale tak jest. Jakaś nieokreślona, nieokiełzana siła budziła się w nas, kiedy tylko znajdowaliśmy się wśród tych niesamowitych „dekoracji”, pośród aktorów (czyt. niezliczonej liczby turystów) tak wyjątkowego spektaklu, jakim jest właśnie wenecki karnawał.

  Nie bywamy zbyt często za granicami Polski i może dlatego staraliśmy się czerpać z tego miejsca jak najwięcej, by móc upajać się później wspomnieniami romantycznego pobytu, ubarwionego cudownymi widokami karnawałowego szaleństwa.
Jedno wiemy na pewno, przyrzekliśmy to sobie: wrócimy do miasta zakochanych, do naszej Wenecji, popłyniemy Canale Grande (tym razem gondolą), trzymając się za ręce, zgubimy się w wąskich uliczkach i popijając cappuccino na Piazza San Marco, będziemy wspominać karnawał, zabawę, radość, i… będziemy szczęśliwi.

—-
Podczas pisania korzystałam z artykułów:
Jarosław Mikołajewski, Wenecja – rozważna czy romantyczna?
Jagoda Szczurowska-Surdykowska, Świat w masce

Zdjęcia z archiwum autory