w Dolinie Muminków

Do Turku przyjeżdżamy wcześnie rano. Słońce jakoś tak niechętnie wygląda zza chmur, no ale w końcu jesteśmy w Finlandii, a tu bogini¹ nie zawsze przecież łaskawa. Rozglądamy się trochę… uff, jak to dobrze mieć w perspektywie Muminki, bo samo Turku zakwalifikować można do kategorii miejsc, gdzie diabeł mówi dobranoc (ciekawe jakby to brzmiało po fińsku?). Po zainstalowaniu się w hotelu kategorii bardzo średniej (w Skandynawii hotel trzygwiazdkowy odpowiada standardem naszemu dwugwiazdkowemu, a ceną – cztero…) wyruszamy do Doliny. Po drodze kupujemy napoje – rany, jeśli ceny nie wykażą wkrótce jakiejś tendencji spadkowej, pozostanie nam tylko mieć nadzieję, że Tatuś Muminka wyłożył ścieżkę jednak większymi bryłkami złota (zgodnie z życzeniem Mamusi) i może da się co nieco uszczknąć…

Po tabunach młodszych i starszych dzieci zmierzających w towarzystwie oczekujących na jakiś cud dorosłych w pewnym określonym kierunku, dedukujemy że i my powinniśmy się tam właśnie udać. Bez trudu odnajdujemy przystanek autobusu jadącego do Naantali. Podróż trwa kilkanaście minut i już po chwili wyskakujemy na tamtejszym Starym Mieście. Co za odmiana po nudnawym Turku! Rustykalne knajpki i hotele, wąskie kameralne uliczki, sklepiki zapraszające przemawiającymi do wyobraźni witrynami…
No tak, ale przecież Muminki czekają. Czeka też Moomin Train, do którego udaje nam się dostać, zanim wspomniane tabuny zdążyły się zorientować (he!). Pociąg dowozi nas do samego wejścia do Doliny. I tutaj się wszystko zaczyna…

Zawsze mi się wydawało, że Dolina Muminków musi leżeć gdzieś, gdzie zakrzywia się przestrzeń i w związku z tym czas tam musi płynąć jakoś inaczej. Albo w ogóle nie płynąć. No tak, niby mają tam jakąś zimę, ale zimę się przesypia (bardzo rozsądne w Skandynawii rozwiązanie), a potem jest już tylko nieustające lato.
I kiedy się wchodzi do Doliny, to właśnie to nieustające lato przenika w duszę człowieka i naprawdę zaczyna się czuć, że to, czy Tatuś Muminka wróci ze swej wyprawy za dzień, za miesiąc lub może dopiero na przyszłą Gwiazdkę² lub fakt, że nam nagle przed domem wyrosła potężna dżungla, zupełnie nie mają znaczenia… I dlatego bardzo ciężko jest Dolinę opisać, bo ją trzeba po prostu zobaczyć. I poczuć tę atmosferę, która dla nie-znawców specyficznej filozofii życiowej tych uroczych stworzeń zmienia to miejsce jedynie w park rozrywki dla dzieci. A tak nie jest. Tu trzeba wiedzieć, że Włóczykij nie dba o blichtr i posiadłości, Mała Mi jest złośliwa, ale serce ma dobre, a Hatifnatowie są niebezpieczni tylko po burzy. Dopiero wtedy, przemierzając to czarowne miejsce, można się z niecierpliwością rozglądać za niesfornym Bobkiem i zastanawiać jak Filifionka sobie radzi na tak wysokich obcasach.
Dlatego też zapraszam do obejrzenia zdjęć z Doliny Muminków, z miejsc, które łatwo można skonsultować z mapą (mimo, że jest dostępna tylko po fińsku) i pomarzyć, że może jeszcze kiedyś…

——–
¹W mitologii nordyckiej Słońce jest kobietą.
²Cytat z Mamusi Muminka


Domki Hatifnatów. Oni wcale nie są groźni!

 


Przystań. Stąd można wyruszyć na wyprawę łodzią, albo popływać, jak Muminek i Włóczykij.

Namiot Włóczykija. Asceza niezrozumiała dla Generation-Next, aczkolwiek budzi szacunek.


Teatr Emmy. Pamiętajcie, że  gwizdanie w teatrze przynosi pecha, więc nie róbcie tego, nawet jeśli na scenie pojawia się Bobek!


Dom Muminków w pełnej krasie


Gabinet tatusia Muminka. No tak, lepsza taka klawiatura niż żadna…


Kuchnia Mamusi


Sypialnia Panny Migotki


Spiżarnia. Mniam!


Muminek nawet trochę mówi po szwedzku… 🙂


Tata Muminka to jest sam urok!


Forteca na Wyspie Piratów


Cóż, Pan Inspektor czuwa, więc można i tak skończyć…

Zdjęcia z archiwum autory