Biedny, lecz piękny i kolorowy kraj. Mała wysepka na Oceanie Indyjskim, która na mapie wygląda jak łza kapiąca z „oka” Indii. Smutna jak jej kształt. Zaskakuje różnorodnością kultur, religii i przyrody.
Sri Lanka w moich wyobrażeniach jawiła się jako tropikalny raj. Z palmami kokosowymi, orchideami rosnącymi przy drodze i wieczną szczęśliwością. W zasadzie nie rozczarowałam się, choć szczęśliwości nie zobaczyłam wiele w tym kraju.

   Na wyspie obowiązują dwa urzędowe języki – syngalezki i tamilski, ale większość mieszkańców, zwłaszcza tych starszych, mówi także po angielsku. To, jak sądzę, pozostałość po ostatnich kolonizatorach. Na szczęście dla turystów, na ulicach i w niektórych miejscach publicznych można znaleźć napisy w trzech językach, co bardzo ułatwia ich odczytywanie, bo lokalne języki mają pisownię przypominającą bardziej obrazki niż cokolwiek innego.

Wyspa jest znana światu głównie z powodu swoich pięknych, złotych plaż i ciepłej, błękitnej wody. Woda jest tak ciepła, że któregoś roku kolejny z gorących oceanicznych prądów zniszczył rafę koralową. Można teraz  popływać z gigantycznymi morskimi żółwiami, które każdego popołudnia podpływają blisko brzegu. Niezwykłe to uczucie, bo głowa tego stwora jest niewiele mniejsza od ludzkiej, a on sam jest tak nierealny, jak dinozaury.
Chcesz czy nie, każdy zakątek wyspy jest wypełniony zwierzętami. Słonie zachwycają swoimi gigantycznymi ciałami. Małpki rozśmieszają, kradnąc turystom wszystko, co można zjeść, nawet jeśli to papierek po lodach. Wielkie jaszczury przechadzają się ulicą, strasząc kierowców, a piskliwe wiewiórki zaglądają do torby. Bywają też mniej zabawne zwierzaki. Ptaki latające stadami tuż nad głową albo wyrośnięte szczury w hotelowym pokoju. Spotkanie ze świętą krową też nie należy do rzadkości.

Znawcy herbaty wiedzą, że najlepsze jej gatunki, te cejlońskie, rosną właśnie w tutejszych górach. Warto pokonać kręte, górskie drogi, aby w okolicy Nuwara Eliya (czyt. Nurelia) zobaczyć zbocza gór pokryte aż po wierzchołek plantacjami herbaty oraz kolorowo ubrane kobiety – zbieraczki, z ogromnymi koszami wypełnionymi listkami herbaty na plecach. Koniecznie trzeba obejrzeć też kolonialną fabrykę, bo bez tego trudno uwierzyć, że metody i maszyny angielskich kolonizatorów wciąż pozwalają produkować ten szlachetny napój. Jedyną niespodzianką może być smak herbaty, którą kupicie w „fabrycznym” sklepiku z pamiątkami, bo ta, która miała być najlepszej jakości (BOPF) okazuje się najzwyklejszymi zmiotkami spod maszyny. Ale to odkryją dopiero obdarowani przez Was przyjaciele;)

Wielbiciele medycyny naturalnej z pewnością znają zadziwiające metody Ayurvedy, bardzo na Sri Lance rozpowszechnione. Ayurveda, jak mówią tubylcy, jest nie tylko „medycyną” – to także styl życia. Po części pewnie wymuszony, ale niezwykle mądry i zdrowy. Ta metoda bazuje na wszelkich składnikach stworzonych przez naturę. Od wyciągów roślinnych począwszy, na gorących kamieniach skończywszy. Ponieważ bogactwo roślin jest w tym kraju oszałamiające, nietrudno zrozumieć, dlaczego właśnie ta nauka jest tak rozwinięta.

Niewiele osób wie, że Sri Lanka to także święte miejsce buddystów, bo właśnie tu, w mieście Kandy, zachowała się jedyna na świecie relikwia Buddy – jego ząb. Kandy jest celem nieustających ataków ekstremistów islamskich, podobnie jak większość takich miejsc na świecie, ale pobyt w świątyni zdaje się być przeżyciem mistycznym. Świątynię w Kandy warto zwiedzić wieczorem, kiedy jest pięknie oświetlona. To dodaje niezwykłości odbywającym się wewnątrz obrzędom, medytacjom i modlitwom. Ząb Buddy ogląda się wprawdzie z daleka i widać jedynie złotą szkatułę, w której jest schowany, ale to nie zmienia wyjątkowej atmosfery tego miejsca. Pełnego wiernych, kapłanów i mnichów.

   W każdej buddyjskiej świątyni zostaniecie poproszeni o zdjęcie butów. Bez względu na to, czy świątynia jest na otwartym powietrzu, czy w bogato zdobionym budynku. Nieważne, czy wokół leje deszcz, czy kamienie, po których stąpacie, mają temperaturę żelazka. Buty należy zostawić w specjalnej „szatni”, a co najważniejsze, kiedy wyjdziecie, one nadal tam będą.
Druga religia Sri Lanki to hinduizm. Kolorowa, pełna bóstw i zadziwiających obrzędów. Każde z miast wypełnione jest na przemian złoconymi pagodami z posągami Buddy oraz pstrokatymi świątyniami hinduskimi, których dachy opowiadają historię wszystkich bogów.
Obie religie, choć niezwykle ciekawe i dla Europejczyków egzotyczne, determinują nastrój panujący na tej rajskiej wyspie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że lankijczycy są po prostu smutni. Biedę widać na każdym kroku. Bieda jest na ulicach, osiedlach przyklejonych do torów kolejowych, w świątyniach, sklepach i na plaży, gdzie staruszek łowi ryby zwykłym kijem a maleńka kobietka sprzedaje jedwabne sari. Dla tych, co kawał świata zjechali, bieda to nie nowość. Dla mnie nowością był smutek. Nikt tu nie pomaga ubogim, chorym i starym, bo zgodnie z religijną zasadą każdy musi odpracować swoją karmę.

W każdym mieście są także meczety i kościoły katolickie, ale wśród buddyjskiego i hinduskiego  kolorytu, nie wydają się one niczym ciekawym.

   Najzabawniejsze, choć zupełnie nie duchowe przeżycie, to z pewnością wycieczka tuk-tukiem po Colombo – stolicy wyspy. Tuk-tuk to trójkołowa taksówka, która zapewnia najszybszy transport po zatłoczonych i gwarnych ulicach miasta. Tuk-tuk mieści trzech pasażerów i mknie z zawrotną szybkością, sprytnie lawirując między samochodami.  Sama stolica nie ma do zaoferowania wiele atrakcji, a niektórzy nawet nazywają ją najbrzydszą stolicą świata, ale wierzcie mi, że tuk-tukowa wycieczka, dzięki ilości i bliskości pojazdów na czterech kołach, nigdzie nie będzie tak wesoła. A jeśli masz trochę szczęścia, to kierowca zaśpiewa tak ładnie jak w reklamie pewnego batonika.

Sri Lanki nie można zapomnieć z wielu powodów. Dla mnie na zawsze pozostanie w pamięci jako kraj, w którym dzieci i starcy proszą o jedzenie. Miejsce, gdzie rozdałam największą, w tak krótkim czasie, ilość pieniędzy i pozostałam ze świadomością bezradności. Trudno beztrosko wypoczywać widząc niemożliwą do opisania nędzę po drugiej stronie ulicy.

Ważne informacje praktyczne:

  • Wyjazd na Sri Lankę zorganizowało niemieckie biuro podróży, koszt podróży (w tym przelot na trasie Monachium – Colombo  – Monachium, hotel 4* all inclusive) – ok. 1100 Euro za osobę (w tanim sezonie – kwiecień/maj 2003).
  • Trzydniowa wycieczka po wyspie (w cenie przejazd wygodnym minibusem, hotele, 3 posiłki dziennie, anglojęzyczny przewodnik i kierowca) obejmująca zwiedzanie najciekawszych miejsc na wyspie (wg. naszego uznania) – ok. 190 Euro za osobę.
  • Podróże lokalnymi środkami transportu – pociąg, autobus, (krajowych lotów nie ma ze względów bezpieczeństwa – czytaj niżej) liczone w centach, więc nie warto pamiętać.
  • Wyspa, choć maleńka, ma skomplikowany klimat – od maja do sierpnia trwa pora monsunów na południu i zachodzie, zaś na północy i wschodzie monsuny przychodzą w październiku i listopadzie. Warto to uwzględnić planując podróż.
  • Większość hoteli jest zlokalizowana na południowym wschodzie wyspy, zaś część północna jest w zasadzie niedostępna dla ruchu turystycznego ze względu na walki narodowościowe pomiędzy Tamilami i Syngalezami.Sri Lanka – zdjęcia autorki