Najlepsze pieczone jabłka są w Pradze. Wypełnione gorącą konfiturą, rozpływają się w ustach. Stoliki stoją na chodniku, świeczki płoną, ulicą przejeżdża dorożka. Praga ma również inne oblicze. Nie jest już romantyczna, zwiewna i melancholijna, jak poezja śpiewana. Chwilami jest nieodgadniona i eklektyczna.

Josefów – Dzielnica Żydowska

Po wyjściu z rynku Starego Miasta zjawiamy się nagle w cichej, tajemniczej dzielnicy żydowskiej.

 

Średniowiecze splata się tu z secesją, gwar licznych kawiarni ze spokojną ciszą cmentarnych macew. Chwila wyciszenia, refleksji. To pozostałości po getcie. Duchowość ma tu pierwsze miejsce – nie można nie docenić piękna żydowskich synagog.

Stosunek Prażan do religii nie wyraża się w szacunku do miejsc i budowli. Tu nikogo nie gorszy kościół zamieniony w hotel. Dla Polaka – szok. Zdziwienie. Fenomen. Dla Czecha – wyraz szacunku do budowli i przejaw traktowania religii duchowo, nie materialnie.

   Z Paradą Krów po raz pierwszy spotykamy się właśnie w Pradze. Między kamienicami, ulicami, kawiarniami, przystankami co i rusz zerka na nas wielkimi oczami wesoła, kolorowa krowa. To nie tylko czeski folklor. Krowy wędrują po całej Europie, charytatywnie ubarwiając stolice. Charakteru krowom nadają artyści, malarze, aktorzy, studenci – słowem każdy zaangażowany w sztukę współczesną. Po wystawie każda krowa zostanie zlicytowana nowemu właścicielowi, a pieniądze zostaną przeznaczone na cele charytatywne.

   Czy zmieniają Pragę? Nie. Nie są z nią zintegrowane, wbrew pozorom. Są dodatkiem, widać, że są tu przejazdem. Jednak malowali je Prażanie, a więc duch Pragi przenika je i określa.
Pozwalają na chwilę oderwać się od wchłaniającego klimatu Pragi.

Idziemy dalej.

Melodyjny hałas miasta wabi nas, ciągnie ku sobie. Idziemy żywo, coraz częściej nieświadomie podskakując w tanecznym pląsie. To magia króla i królowej Pragi. Ginger i Fred ożywiają statyczną linię ulicy.

Tańczący budynek
Rasinovo nabżeżi 80

   Frank O. Gehry i Vlado Milunic mieli pomysł i zaprojektowali budynki, które tańczą ze sobą.
A może pochylił je wiejący wiatr? Ta para wygląda świetnie w otoczeniu tradycyjnie ozdobionych kamienic. Przez szklane szyby widać roztańczone sekretarki i informatyków. Ruch, śmiech, hałas. Vaclav Havel mieszkał obok, ale zmęczył go gwar. Nas nie zmęczył, więc lekko stepując poszliśmy mostem przed siebie.

Do kawiarni.

Ostatni wieczór w Pradze. Drzewa cicho szumią na pożegnanie. Widzieliśmy wiele, ale wciąż za mało. Wilgotne, wieczorne powietrze cudownie orzeźwia. Ciepły wiatr uspokaja. Dźwięk stukających kieliszków, truskawki osładzające szampana. To nie luksus, to codzienność.
Powoli zapada wieczór. Czas wracać.

W przyszłym roku Wiedeń.


Zdjęcia autory

Zobacz też: Praskie impresje, cz. 1