O tym właśnie ponoć rozmawiają faceci. A o czym mają mówić? Liga jest mizerna, wojna w Iraku to nieporozumienie: szlachetni partyzanci strzelają do dzieci. Nie dziwcie się, że zostały nam już tylko maszyny.

Drogie te amory

Samochody to nasza tęsknota do zawierania wciąż nowych, fascynujących znajomości. Kobiety powoli przestają się do tego nadawać. Są bardziej awaryjne niż 25-letnia syrenka. Nigdy nie wiesz, kiedy wybuchną z powodu tak błahego, że blednie przy nim wyciek oleju, rwące sprzęgło czy pęknięta uszczelka pod głowicą.

Dialog z samochodem, nawet zdezelowanym, wydaje się więc łatwiejszy. Wystarczy przy tym niewielkie zaangażowanie, drobny remont, trochę serca, a maszyna potrafi się odwdzięczyć i chodzi szczęśliwa nawet przez następne 5 tysięcy kilometrów. Kto nie widział filmu „Christine”, ten nie wie, co może miłość ze wzajemnością.
W świecie damsko-męskim za te same 500 złotych kupisz spokój na ledwie tydzień, no, góra dwa, a co dalej? Ile można mieć szminek, klipsów, wizyt u kosmetyczki i przebłagalnych futer? Dlatego lepiej te pieniądze ulokować w pasek klinowy, amortyzatory, tłoki lub łańcuch rozrządu.

Walka o każdą złotówkę

Za 20 lat nie będzie już śladu po obecnej motoryzacji. Przesądza o tym z dość z zimnym okrucieństwem poziom światowych złóż ropy naftowej – niedługo czekają nas sceny jak z „Mad Maxa”: ludzie będą się zabijać o benzynę i kraść ją sobie tak, jak teraz radia.
Wraz z przejściem na inne paliwa w zapomnienie odejdą wszystkie nasze dzisiejsze problemy z zamianą ruchu posuwisto-zwrotnego na obrotowy, przebiegiem krzywej spalania i tym podobne zmartwienia troglodytów ery nafty.
Żyjemy prawdopodobnie w unikalnym, w skali historycznej, momencie, gdy tradycyjny wóz-rydwan przechodzi do historii. Jak – wiedząc o tym – można być obojętnym na przemijające piękno warkoczących śmierdzieli, jak nie pochylić się nad złomem żelaznym, nawet gdy drwiący śmiech pokoleń słychać bezczelnie tuż za plecami?
Trzeba chyba nie być człowiekiem…

Dlatego w średnio stojących finansowo rodzinach, gdzie mąż nie jest hurtownikiem bez powodu, skończył uniwersytet, ale nie jest programistą C++, trwa nieustanna walka. Wspomniane już tłoki, wydechy, turbosprężarki rywalizują o każdy grosz z ciuszkami dla dziecka, mebelkami, prenumeratą „Elle” lub innego „Twojego Cosmo”, ratą kredytu na mieszkanie i oszczędnościami na wakacyjny rodzinny wyjazd do Ustki. Nie ma co liczyć, że któraś ze stron ustąpi. Tego wymaga od nas historia i resztki naturalnego testosteronu.

Wolna sobota pod samochodem

Ileż to razy czujemy się jak szkodnik-reakcjonista okradający swych najbliższych! Trudno jednak żyć w stałym podporządkowaniu jedynie słusznej idei rodzinności. Odnoszę czasem wrażenie, że nasi ojcowie, których młodość przypadła na lata 70., mogli z większym rozmachem i autonomią brnąć w świat swych syrenek, warszaw, maluchów i WSK. To była święta domena mężczyzn, stojąca zasadniczo wyżej niż magiel, papier toaletowy czy bony na cukier, a jeśli nie wyżej, to na pewno na innej planecie, poza zasięgiem wrzasku dzieci i utyskiwań połowicy. Zza płachty kolejnego numeru „Motoru” tatusiowie wyskakiwali co sobotę do osiedlowego garażu i nikt przy zdrowych zmysłach nie wymagał od nich, by łapami wysmarowanymi towotem kąpali potem dziecko.
Czasy się zmieniły – świetnie! Ale ceny usług mechanicznych również. Każdy, kto nie zarabia milionów, musi kombinować sam – wyszukiwać okazje w necie, przypochlebiać się panom fachowcom, jeździć do nich 100 lat świetlnych w jedną stronę i wyczyniać setki innych ogłupiających harców.

Viribus Unitis

Wśród współczesnych kobiet nie brakuje na szczęście takich, które nie czują żadnych kompleksów z powodu bycia „babą za kierownicą”. To również znak czasów i to zdecydowanie pozytywny. Dzięki takim amazonkom, ostatni Mohikanie prawdziwej prekompaktowej motoryzacji na pewno poczują się pewniej. Przy naszej donkiszoterii mało jest widoków tak krzepiących, jak ktoś miły, rozumiejący i czuły, a na dodatek dysponujący nadwoziem i zawieszeniem daleko ładniejszym niż nasze.