Na generalne przedświąteczne porządki zdecydowanie lepiej jest sobie zarezerwować za dużo czasu niż za mało. Nic tak nie popsuje atmosfery, jak straszliwe przekonanie, że nie da się zrobić wszystkiego w terminie.

Osobiście preferuję system sprzątania zwany „amerykańskim”, który polega na zrobieniu wszystkich koniecznych prac najpierw w jednym pomieszczeniu, zamknięciu za sobą drzwi i dopiero wtedy zabraniu się za kolejne pomieszczenie. Jest to sposób bardziej efektywny i efektowny. Po umyciu wszystkich możliwych okien w całym domu padamy na nos, a naszej pracy praktycznie nie widać, bo ginie przywalona wszechobecnym bałaganem. Jeśli natomiast choć jeden pokój zrobimy na „tip-top”, nasze wysiłki widać od razu i w każdej chwili możemy doń zajrzeć z satysfakcją, jaka to z nas świetna sprzątaczka.

Proponuję zarezerwować sobie 2-3 godziny na sprzątanie każdego pomieszczenia, z wyłączeniem salonu, który na ogół zajmuje nieco więcej czasu ze względu na mnogość bibelotów; podobnie rzecz ma się z gabinetem/biblioteką – przez wzgląd na zakurzone książki i wszelkiej maści papierzyska.

Pracę rozplanowujemy w zależności od własnego trybu życia i temperamentu, ale dobrze jest rozciągnąć ją w taki sposób, by miała szansę stać się raczej odmóżdżającym relaksem niż harówką, po której nie da się następnego dnia zwlec z łóżka. Do prac angażujemy oczywiście wszystkich domowników, w zależności od czasu, który mogą poświęcić i od ich umiejętności. Każdy wie, na co stać jego partnera, więc w tej kwestii nie zamierzam się wymądrzać. Dzieci natomiast, jak wynika z mojego doświadczenia, świetnie radzą sobie z robieniem porządków na własnych biurkach, ustawianiem na miejscu zabawek, zmienianiem pościeli i ścieleniem łóżek, a także odkurzaniem półek.

Nawet jeśli wydaje się nam, że niektóre rzeczy zrobiłybyśmy szybciej i sprawniej niż inni członkowie rodziny, nie zapominajmy, że sprzątanie może być również wspólnym spędzaniem czasu, jednoczy i przynosi wspólną satysfakcję z dobrze spełnionego obowiązku. Nie odbierajmy tego swojej rodzinie!

Oprócz standardowo używanych do sprzątania akcesoriów, bardzo polecam wysokiej jakości szmatkę z mikrofibry (mikrowłókna), która, według mnie, daje dużą oszczędność zarówno czasu, jak i chemicznych środków czyszczących.

Sprzątanie rozpoczynamy od pomieszczenia, które jest najmniej używane i w którym najłatwiej nam zapanować nad powtórnym bałaganem. Dzięki temu unikniemy sytuacji, ze tuż przed Świętami musimy robić w nim porządek po raz drugi. Najczęściej takim pokojem będzie nasza własna sypialnia.

Główną zasadą sprzątania jest to, że zaczynamy od miejsc najbardziej zakurzonych, oraz kierujemy się z góry do dołu. I tak, na początku zdejmujemy zasłony/firanki i od razu je pierzemy. Jeśli w sypialni mamy szafę, odkurzamy ją i robimy w niej porządek; usuwamy też tłuste ślady na drzwiach. Ściągamy i myjemy klosze od lamp, zdejmujemy ewentualne pajęczyny spod sufitu. Myjemy okno, zaczynając od zewnętrznych i wewnętrznych ram oraz parapetów, a następnie przechodząc do szyb. Używamy do tego uniwersalnego płynu do mycia i gąbkowych szmatek. Na końcu szyby traktujemy bezpyłowym ręcznikiem papierowym i płynem do powierzchni szklanych, albo mokrą szmatką z mikrofibry, która nie zostawia smug.

Odkurzamy podłogę, odsuwamy meble i sprzątamy wszystkie, zwykle niedostępne, miejsca. Robimy porządki na szafkach nocnych. Następnie zdejmujemy pościel, odkurzamy i przewracamy na drugą stronę materac, przetrzepujemy i wietrzymy poduszki i kołdry, przecieramy na mokro łóżko. Wieszamy czyste firanki i zasłony, zakładamy nową pościel. Odkurzamy i myjemy drzwi i klamki, a na końcu myjemy podłogę. Jeszcze wazon tulipanów na nocnej szafce lub parapecie i sypialnię możemy uznać za sprzątniętą. Uff…Teraz pora na kawę i krótki przegląd prasy.

Po własnej sypialni proponuję przyjąć następującą kolejność:

– gabinet i/lub biblioteka
– pokoje dziecięce
– garderoba i/lub pralnia
– kuchnia
– łazienka/i
– wc
– salon

Jeśli masz małe mieszkanie, żadnych gabinetów, pokoi gościnnych i kilku łazienek, teraz przyszedł czas by się z tego cieszyć!

W gabinecie/bibliotece głównym utrudnieniem sprzątania są tony zakurzonych książek oraz papiery do posegregowania. Zasadą jest, że w pokojach, w których trzymamy książki, wszelkie prace zaczynamy od ich odkurzenia. W innym wypadku cała nasza robota na marne – kurz z książek skutecznie ją zniweczy. Jak uda się nam już z tym uporać to dalej pójdzie jak z płatka, chociaż wiem, że niektórzy mają tyle książek, że na tej pracy zejdą im ze dwa dni.

Pokoje dziecięce sprzątamy podobnie jak swoją sypialnię, z tą tylko różnicą, że bardziej staramy się angażować w pracę dzieci. Pisałam już wcześniej, co mogą one, według mnie, robić, teraz poprzestanę na uwadze, że dobrze jest samemu pozdejmować książki, czasopisma i zabawki z regalików i półek oraz umyć je, a dzieciom powierzyć misję przejrzenia zabawek pod kątem „oddania biednym dzieciom”. Zwróćmy tylko uwagę, by do torby „do oddania” trafiły jedynie zabawki w dobrym stanie, z których nasze dziecko już wyrosło. Bo to, że ktoś nie ma zabawek, nie oznacza jeszcze, że chciałby mieć popsute. Takie od razu wyrzucamy. Niech dzieci zajmą się później poustawianiem z powrotem tego wszystkiego, co zostaje w naszym domu. Jeśli pozwolimy im zrobić to „po swojemu”, ich pomoc będzie nieoceniona.

W garderobie robimy staranny przegląd ubrań pod kątem ich przydatności do dalszego noszenia. Dobrze przyjąć zasadę, że tego, czego nie wyjęliśmy z szafy przez pełny rok, nie ma sensu dalej w niej trzymać. Jeśli ktoś ma opory przed taką radykalną cezurą, może przyjąć dwa lata. Ale naprawdę lepiej zrobić sobie miejsce dla nowych, przemyślanych zakupów, niż liczyć na to, że jeszcze kiedyś to „coś” założymy. Przejrzyjmy też zimową garderobę, co trzeba oddajmy do pralni chemicznej, wyrzućmy dziurawe rękawiczki, schowajmy płaszcze i szaliki w głąb szaf i na pawlacze. Zastąpmy je wiosenną i letnią odzieżą – wszak od teraz tylko ta nam będzie potrzebna. Zimie mówimy precz!

W kuchni również zaczynamy czyścić od góry, czyli najpierw lampy, tropienie pozimowych pajęczyn po kątach, później mycie okna. Porządki w szafkach zaczynamy od wystawienia na blaty ich zawartości, najpierw szafek górnych, później dolnych. Generalne porządki to dobra okazja, by pozbyć się przeterminowanych produktów żywnościowych, umyć rzadko używaną zastawę stołową, na nowo sprawdzić ergonomię rozłożenia różnych kuchennych akcesoriów i wprowadzić ewentualne poprawki w zagospodarowaniu przestrzeni szafek. Po umyciu szafek wewnątrz i na zewnątrz (nie zapomnijmy o uchwytach!), doczyszczamy glazurę, szczególnie nad kuchenką. Zamiast starać się zmyć niektóre odpryski tłuszczu, łatwiej jest zeskrobać je żyletką.
Sodą oczyszczoną, nabraną na zwilżoną bawełnianą szmatkę, czyścimy osady z herbaty i kawy z kubków oraz łyżeczek.    Rozmrażamy lodówkę, a po jej wyczyszczeniu wkładamy plasterki cytryny z nabitymi w nie goździkami, które nadadzą lodówce świeży, długotrwały zapach.
Zlew i baterię dobrze jest potraktować odkamieniaczem, ponieważ częste używanie wody w kuchni powoduje znaczne odkładanie związków wapnia. Usuwamy też kamień z czajnika i ekspresu do kawy. Można do tego celu użyć gorącego roztworu kwasku cytrynowego, który pozostawiamy na pół godziny, a potem zagotowujemy w czajniku/przepuszczamy przez ekspres. Po wylaniu mętnej cieczy, dwukrotnie zagotowujemy czystą wodę w czajniku i dwa razy przepuszczamy maksymalną ilość wody przez ekspres do kawy.
Do mycia blatów należy użyć płynu antybakteryjnego. Świąteczne porządki to również dobra okazja, by krytycznym okiem przyjrzeć się, w jakim stanie są nasze deski do krojenia. Deski drewniane i plastikowe bywają siedliskiem najróżniejszych drobnoustrojów – lepiej pozbyć się ich, zanim uda się na nich wyhodować sztuczną inteligencję. Gorąco polecam deski szklane, bo można myć je w wysokiej temperaturze i nic do nich nie przywiera.

Jeżeli zorientujesz się, że za nic w świecie nie dasz rady uporać się ze wszystkim przed Wielkanocą, pora zmienić terminarz robienia porządków. Lepiej zostawić bałagan w gabinecie czy pralni, niż zostawić nietknięty pokój dzienny czy wc.

W łazience, jeśli mamy czas i ochotę, możemy pokusić się o wyczyszczenie fug, ale można też dobrać w sklepie specjalne farbki do ich malowania, co wydaje mi się pomysłem, mimo wszystko, mniej pracochłonnym.
Uzbrojone w odkamieniacz, elektryczną szczoteczkę do zębów ze starą głowicą (bądź po prostu starą szczoteczkę) i wykałaczki, zabieramy się za czyszczenie wszelkich miejsc, w których rozpanoszył się nam osad z mydła i kamienia. Będą to na pewno miejsca wokół armatury i na końcu wylewki, na wylewce prysznica, na połączeniu brodzika i kabiny prysznicowej, wokół odpływów, a także na połączeniach wanny, kabiny i umywalki ze ścianą. W zależności od uporczywości osadów, odkamieniacz zostawiamy na pół godziny bądź dłużej. Wykałaczki zaś posłużą nam do odskrobywania rozmiękczonego kamienia bez ryzyka, że cokolwiek trwale porysujemy.
Myjemy wannę, brodzik, umywalkę i bidet. Koniecznie wycieramy do sucha baterie oraz okolice wyżej wymienionych urządzeń, zapobiegając w ten sposób ponownemu osadzaniu się kamienia. Teraz czas na mycie glazury. W przypadku zacieków na ścianie za wanną i w kabinie użycie nieco rozcieńczonego odkamieniacza, czy nawet płynu do toalet, również ułatwi nam pracę i pozwoli zachować trochę sił na zmierzenie się z muszlą klozetową. Tutaj należy wybrać wodę jakimś (raczej jednorazowym) kubeczkiem i przy pomocy najmocniejszego jaki da się kupić płynu do toalet i gąbki, umyć wszystko dokładnie. Jeśli nasz Osobisty Mężczyzna preferuje sikanie na stojąco, to zapewne trzeba będzie też dokładnie umyć kafelki w okolicy muszli. A najlepiej, żeby zajął się tym sam Osobisty Mężczyzna.    Aby przebrnąć do szczęśliwego finału, którym będzie zmiana ręczników, czekają nas jeszcze porządki w łazienkowych szafkach, wyrzucenie przeterminowanych kosmetyków i lekarstw, jeśli i te trzymamy w łazience.

Święta tuż-tuż, pora więc na pokój dzienny zwany popularnie salonem. Najgorsze w nim są wszelki małe bibeloty, kurzołapy i durnostojki. Każdy z nich trzeba starannie przetrzeć, uważając przy tym, żeby go nie uszkodzić. W związku z tym, pracę tę powinien wykonywać najbardziej sprawny manualnie członek rodziny. Podobnie jak myć szkło ozdobne. Pozostali mogą w tym czasie: czyścić abażury i klosze lamp, zdejmować/wieszać zasłony i firany, pucować okna i parapety, znajdować za meblami wyschnięte ogryzki i zagubione kapcie, trzepać dywany, odkurzać kanapy i fotele, segregować prasę, konserwować drewniane stoły i stoliki, odkurzać, pastować i froterować podłogę i co tam jeszcze komu przyjdzie do głowy.

Pisząc to wszystko, Droga Czytelniczko, czułam się trochę jak Martha Stewart, która w swoich poradach, jak wiadomo, sprzedawała marzenia, a nie podawała recepty, które w pełni udałoby się zrealizować w realnym świecie. Nie czuj się więc przytłoczona ilością rzeczy, które koniecznie trzeba zrobić w imię Świątecznych Porządków. Nikt bowiem od Ciebie tego nie wymaga, a już na pewno Ty nie powinnaś tego wymagać od samej siebie. „Świąteczne porządki” to tylko zebrane przeze mnie w jednym miejscu porady, z których możesz skorzystać, gdy najdzie Cię nieodparta potrzeba zrobienia czegoś więcej, niż te zwykłe czynności, które wykonujemy każdego dnia.
Kończąc tym optymistycznym akcentem, życzę Wesołego Alleluja!

 

Ilustr. pixabay.com