Przez pierwszych 25 lat mojego życia byłam kosmicznym bałaganiarzem. Dzwonek do drzwi niespodziewanych gości przyprawiał mnie o drżenie serca. W naszym domu, w którym mieszkają: mama, czyli ja, tata i dwoje dzieci, było jak w chlewie.
I pewnego dnia powiedziałam sobie – dosyć! Chcę mieszkać w domu, do którego w każdej chwili może ktoś wpaść, a ja nie będę musiała mówić nieśmiertelnego: „Przepraszam za bałagan, ale coś tam – coś tam”, i w którym bez wyrzutów sumienia będę mogła oddawać się słodkiemu lenistwu.

Spisałam kilka zasad, dzięki którym mogę powiedzieć, że mi się to udało:

1. Pilnujemy się, żeby samej nie bałaganić! Nie rozsiewamy wkoło swoich rzeczy: ubrań, kosmetyków, dokumentów.

2. Wynosimy i odkładamy na miejsce większe rzeczy, które w danym pomieszczeniu pozostawili mniej zdyscyplinowani członkowie rodziny i których widok zdecydowanie nas drażni.

3. Przecieramy szmatką tylko ciemne meble, bo na jasnych i tak nie widać kurzu.

4. Przelatujemy odkurzaczem wszystkie podłogi. Absolutnie nie ma potrzeby odkurzania pod meblami, chyba, że jakieś „koty” mocno rzucają się w oczy.

5. Po odkurzeniu traktujemy podłogę mopem (oczywiście tylko w tych miejscach, gdzie są na niej ewidentne plamy).

6. Gazety i papierzyska formujemy w zgrabny stos i, w zależności od możliwości, albo upychamy do gazetnika, albo chowamy za kanapę.

7. Stosunkowo dużo czasu poświęcamy łazience, bo jakoś tak już jest, że ludzie oceniają czystość mieszkania po stanie sanitariatów i kuchenki.
Na początek pozbywamy się wody z kibelka. Otóż tę wodę da się przepchnąć w głąb kanalizacji przy pomocy energicznych ruchów szczotką klozetową. W wersji dla ambitnych można ją wybrać kubeczkiem po jogurcie. Potem zalewamy wszystko dokładnie płynem czyszczącym do WC i zostawiamy na chwilę potrzebną do umycia wanny i umywalki. Do tego celu polecam żel do łazienek Ajax, który świetnie radzi sobie z osadem z mydła i pasty do zębów. Żelem tym przecieramy też baterię. Płynem do szyb myjemy lustro, a zanim wyrzucimy kłąb ręcznika papierowego KONIECZNIE wycieramy do sucha baterię i obrzeża wanny. Takim już mocno sfatygowanym, ale za to dość wilgotnym ręcznikiem przecieramy deskę klozetową, a wyrzucając jego resztki, spuszczamy wodę w kibelku. Łazienka lśni!

8. Brudne naczynia wkładamy od razu do zmywarki bądź zlewu i konsekwentnie wymagamy tego samego od domowników. Jeżeli mamy zlew, wkładamy talerze jeden na drugi, sztućce z jednej strony, a szklanki w pozostałej wolnej przestrzeni. Jeżeli sterta talerzy przekracza górną krawędź zlewu – zmywamy. Jeżeli nie mamy zwyczaju przecierać kuchenki od razu po gotowaniu, trzeba ją niestety umyć. Z blatów zmywamy na mokro tłuste ślady.

9. Nie myjemy pod żadnym pozorem nic więcej, bo wtedy mamy już do czynienia z porządkami generalnymi, o których była mowa w poprzedniej poradzie.