– Coś się oziemniło się – zauważył Ryba na przywitanie.
– Chyba oziębiło – poprawił go Śledź.
– Jakby był ziąb, to by się oziąbnęło – odparł Ryba patrząc Śledziowi w prawe oko
– A jak przyszło zimnełko, to się oziemniło.
Śledź odwrócił się lewym okiem do Ryby.
– Ty znów swoje. Było ciepło i zrobiło się zimno. Ot i cały problem – podsumował Śledź.
– Wcale nie. Było ciepełko i przyszło zimnełko – powiedział Ryba.
– To zależy od czego mierzyć – ostrożnie wchodził Wieloryb – od dużego minusa…
– Nie ma żadnego problemu, Śledziu – trzymał swoje zdanie Ryba – jeszcze nie było upałów, więc było ciepełko…
– A co to jest upał? – zapytał Wieloryb.
Ryba się tego spodziewał.
– To jest taki stan, kiedy musisz wejść do zimnełka w lodowni – zdefiniował po wielorybiemu.
I dokończył – a potem przyszło zimnełko.
– Jak ty to obrazowo ujmujesz… – zachwycił Wieloryb.
– Nie obrazowo, tylko błędnie – nie odpuszczał Śledź – przecież nie ma takich wyrazów.
– Są, sam widziałem. Za siłowniami są lodownie – podparł Rybę Wieloryb.
– Lodówki, mówi się lodówki! – aż skoczył Śledź.
– Jeśli nie mówi się ciepłówki, to nie mówi się lodówki, nie Rybo? – zręcznie wyjaśnił Wieloryb.
– Tak jak nie mówi się zupał, tylko ziąb…
I Ryba spojrzał na czoło Śledzia tak, jakby tam było trzecie oko.