– Troskasz się czymś, Śledziu – zagadnął Ryba na przywitanie.
– Przynajmniej tak wyglądasz – wyjaśnił krótko Wieloryb.
– Jak? – Śledź chciał wiedzieć, jak wygląda.
– Zatroskany – dowiedział się od Wieloryba.
– Idę na urodziny… – zaczął Śledź dając za wygraną.
– Proste – palnął Ryba – bierzesz Martini i jesteś zdrów.
– …do Rekina – dokończył Śledź.
– U-uhu-hu, niedobrze – sapnął Wieloryb.
– To cię szarpnie – dodał Ryba.
– To nie chodzi o koszty – rzekł niespokojnie Śledź.
– A o co? – zdziwił się Ryba niezbyt szczerze.
– Przecież on ma wszystko! – wyrzucił z siebie Śledź.
– Co fakt, to fakt – przyznał Wieloryb.
– I na wszystko go stać!
– Też fakt.
– Pomysł – westchnął Śledź – trzeba mieć pomysł.
– Ano trzeba – przywestchnął Wieloryb.
– Mam – wyrwał się Ryba – to będzie bomba.
– Co będzie?
– Mój pomysł, a twój prezent.
– No co? no co? – pytali Śledź i Wieloryb na zmianę.
– Owieczka! Kup mu czarno-białą owieczkę.
– Może i coś w tym jest – zaczął niepewnie Śledź.
– Może i jest – przytupnął Wieloryb.
– Właściwe niezłe, zaczyna mi się podobać.
– Niezłe jest – dalej potakiwał Wieloryb.
– Dobre, bardzo dobre – ucieszył się szczerze Śledź.
– I nazwij ją „Demokratka” – dopowiedział Ryba.
– Jak? „Demokratka”? Dlaczego? – niezbyt dowierzająco bąkał Śledź.
– Jaki system, takie imię – rzekł krótko i wymijająco Ryba.
Śledź i Wieloryb milcząco przytaknęli.
– Imię też dobre – zgodził się Śledź.
– A poza tym Wałęsa tak właśnie nazwał swoją owieczkę – dodał Ryba.
– Patrzcie – podsumował poważnie Śledź – niby prezydent, a nie potrafi być oryginalny.