Z życia Doktora Podsiadka

Doktor Podsiadek, mężczyzna tuż po sile wieku, z lubością przekręcił stronę ulubionego tygodnika. Przekręcanie stron miało w sobie magiczną moc, przypominało mu raz za razem o jego uprzywilejowanej pozycji wykładowcy szkoły wyższej. Siedział oto w Klubie Profesorskim, do którego wejście zarezerwowane było dla kadry naukowej, i na wysokości ostatniego piętra najwyższego budynku w kampusie oddawał się lekturze.

Górował nad toczącym się w dole życiem. W ciszy i spokoju, z herbatką, rozparty w skórzanym fotelu, tuż obok stolika z klubową prasą. Doktor Podsiadek był z siebie zadowolony.
O nic przez nikogo nie pytany wykrzyknął:
– No, niech pani popatrzy! Co też oni już wymyślili!
Przez nikogo nie zachęcany do dalszych wypowiedzi, zaraz kontynuował:
– Długopis-skaner. No coś takiego!

Doktor Podsiadek sięgnął po stojącą przed nim herbatę i starannie odginając najmniejszy paluszek prawej dłoni upił skromny łyczek. Odstawiwszy filiżankę na spodeczek, wierzchem tej samej prawej dłoni ostentacyjnie stuknął w otwarty na nowoodkrytym cudzie tygodnik.
– Dopiero teraz! – wykrzyknął ostentacyjnie.
Pokręcił głową zniesmaczony, że ludzie od wynalazków nie spieszą z wymyślaniem patentów pomocnych w pracy tym, którzy naprawdę pracują. Ludziom takim jak on.
– Ja piszę tylko odręcznie – przyznał się, lecz bez wstydu, Doktor Podsiadek. – Kiedyś teksty przepisywała mi żona. Na początku mojej kariery. Ale potem przestała, bo mówi, że to nudne.
Pokiwał głową i nie odrywając wzroku od zdjęcia nowego wynalazku, sięgnął po ciasteczko, położone obok filiżanki z herbatą przez kelnera oddelegowanego do obsługi Klubu Profesorskiego.
– Nie wie pani, ile teraz kosztuje strona maszynopisu, jak się komuś zleca? Muszę przepisać referat – poinformował doktor, zupełnie nie bacząc na brak jakiegokolwiek odzewu.
– Już od jakiegoś czasu można kupić rysik komputerowy, taki do rysowania w komputerze – doleciał doktora Podsiadka niezidentyfikowany głos.

Bez marnowania czasu na dociekanie źródła dźwięku i bez odrywania się od  zdjęcia magicznego przedmiotu, doktor Podsiadek szybko zripostował:
– Tak, ale ten zamienia pismo odręczne na maszynopis od razu w dobrej czcionce!